Baron Münchhausen

portret      Historia, ta "nauczycielka życia", czasem  nieznośnie obchodzi się z niektórymi historycznymi postaciami. Przeinacza biografie, przekłamuje fakty, przepoczwarza prawdę, gubiąc po drodze prawdziwe ludzkie intencje i życiowe postawy.
      Taki los spotkał właśnie Karla Fryderyka Hieronymusa Münchhausena. Wystarczyła jedna, wydana w 1786 roku, książka Gottfrieda Bürgera, który zebrał opowiadane przez barona ku uciesze słuchaczy zmyślone przez niego fantastyczne opowieści, wystarczyło, żeby ilustrator Gustave Dore sfingował portret barona, przedstawiając go jako chudego staruszka o haczykowatym nosie, a już na zawsze, na wieki wieków amen,  do barona przylgnęła etykietka "króla łgarzy", "łżybarona", po czesku "barona prasila", po niemiecku "lugenbarona", po francusku "barona de crac" i tak dalej i to we wszystkich językach świata.
      Prawdziwy  von Münchhausen istniał naprawdę. Urodził się w 1720 roku w Bodenwerder pod Hanowerem. Był Niemcem, który jako młody oficer służył w armii carskiej. Brał udział w wieloletniej wojnie z Turcją. W Rosji przebywał od 1735 roku. W roku 1744 związał się węzłami małżeńskimi z córką sędziego ryskiego Jakobiną von Duntien. W 1752 wrócił z żoną do rodzinnego Bodenwerder, żeby oddać się sztuce konfabulacji, czyli wymyślaniu na poczekaniu zabawnych historyjek, specjalnie dla grona swoich znajomych i w specjalnie na ten cel wybudowanym przez siebie letnim pawilonie. Spotkania te cieszyły się wielkMunchhauseną popularnością, a towarzystwo tego "prywatnego teatru" ciągnęło na te wpół teatralne widowiska.  Przez dwa lata wydawał też pismo pt. "Vademecum dla dowcipnych ludzi".
      Baron nie był kłamcą, baron zmyślał swoje historie, a to zasadnicza różnica. Jego intencją nie było okłamywanie ludzi, lecz ich rozbawianie. Prawdziwy Münchhausen był zatem bardziej komendiantem i artystą - gawędziarzem, uwielbiającym przystawać z ludźmi i służącym ludzkiej potrzebie śmiechu.
      To prawda, że jego książkowe przygody mogą mieć dziś charakter anachroniczny. A jednak te pozornie pozbawione morału opowieści Münchhausena miały i nadal mają swój głęboko ukryty dydaktyczny i refleksyjny podtekst. Oto pan baron z każdej, najbardziej karkołomnej sytuacji, w którą wpędza go nieokiełznana wyobraźnia, zawsze wydobywa się cało, jakby optymizm życiowy i wiara w potęgę własnej imaginacji, mogły zdołać cuda. Tym cudem jest śmiech, śmiech z ograniczeń, śmiech z pozoru wielkich kłopotów. To śmiech artysty ze skostniałego zdrowego rozsądku, który może być cenzorem odważniejszych wyzwań.
      W spektaklu zrealizowanym w Białostockim Teatrze Lalek jego twórcy postawili sobie za cel obronę prawdziwego  oblicza Karla Fryderyka Hieronymusa Münchhausena, uzurpując sobie jednocześnie prawo do pozostania jego spadkobiercami.

Wojciech Szelachowski

Informacje dodatkowe - obsada

Powrót