Zobacz opis Zobacz opis sztuki: BRAK SENSU, ANIOŁEK, ŻYRAFA I STOŁEK
Kategoria BTL Nowa Dramaturgia
KATEGORIA WIEKOWA Dla rodziny
CZAS TRWANIA 65 minut

BRAK SENSU, ANIOŁEK, ŻYRAFA I STOŁEK

OPIS

BRAK SENSU, ANIOŁEK, ŻYRAFA I STOŁEK

Była sobie pewna Żyrafa. Nie różniła się zbytnio od innych Żyraf – jedynym, co ją wyróżniało, był niewyobrażalny, uparty i przyczepiony do niej na stałe pech…

Z tego właśnie powodu nikt nie chciał się z nią przyjaźnić – wszyscy bowiem się obawiali, że ów pech może być zaraźliwy. Trzymali się więc od niej z daleka, przez co nasza Żyrafa była bardzo samotna. Aż pewnego dnia zdarzyło się coś zupełnie niezwykłego…

Ciepła, mądra i zabawna opowieść o poszukiwaniu sensu w życiu. Bo przecież każdy ma swój sens, bez względu na to czy jest dorosłym, dzieckiem, czy może Żyrafą. Należy Go tylko odnaleźć, a wtedy już zawsze wszystko będzie pięknie…

19 lutego 2014
Konferencja prasowa przed spektaklem "Brak sensu, Aniołek, ...
Zobacz
23 lutego 2014
Premiera spektaklu Brak sensu...
Zobacz

TWÓRCY

reżyseria
Marián Pecko (Słowacja)
scenografia
Eva Farkašová
muzyka
Robert Mankovecký
trailer
Krzysztof Kiziewicz

OBSADA

ZAPOWIEDZI PRASOWE

Brak sensu, Aniołek, Żyrafa i Stołek na scenie BTL

(uk), "Kurier Poranny", 19.02.2014

ROZWIŃ

Najnowsza premiera Białostockiego Teatru Lalek jest oparta na tekście dramaturżki, Marty Guśniowskiej pt. "Brak sensu, Aniołek, Żyrafa i Stołek", który wyreżyserował Marián Pecko.

Maluchy już na początku poznają Żyrafę, która nie różni się za bardzo od swoich koleżanek i kolegów. No może poza tym, że ma pecha. Takiego na stałe, który się przyczepił i nie chce odpuścić. Może dlatego z Żyrafą nikt nie chce się przyjaźnić. Wszyscy bowiem martwią się, że ów pech może być zaraźliwy. Trzymają się więc od niej z daleka, przez co bohaterka jest bardzo samotna. Pewnego dnia dzieje się coś zupełnie niezwykłego. Co? Zobaczyć będzie można w teatrze.

- Zapraszamy na prapremierową, ciepłą, mądrą i zabawną opowieść familijną - mówi Jacek Malinowski, dyrektor BTL. - Cieszę się, tym bardziej że do teatru wraca w roli reżysera Marián Pecko, na którego spektaklach sam się wychowywałem.

Sam reżyser cieszy się, że może wrócić. I chętnie to robi, bowiem ostatni raz realizował spektakl w naszym teatrze siedem lat temu. Był to "Komediant".

absurdalny humor, poezja, dusza. Chciałbym, żeby spotkanie z widzami miało sens. Mam nadzieję, że uda nam się go razem znaleźć, wbrew tytułowemu brakowi sensu.

Marta Guśniowska, autorka sztuki cieszy się, że pracuje ze słowackim reżyserem. Od początku chciała, żeby to właśnie on wyreżyserował tekst.

- Jestem bardzo płodnym autorem. Śmieję się nawet, że nic innego nie umiem. Ani gotować, ani liczyć - zapewnia Marta Guśniowska. - Piszę praktycznie non stop, a ten akurat tekst powstał z braku sensu. Nie można tego jednak mylić z bezsensem. Główni bohaterowie to Aniołek i Żyrafa. I oni nam udowodnią, że każdy w życiu ma sens i pasję, tylko nie każdy je odnajduje. My pokazujemy, że może warto poszukać.
Zacząć można już w niedzielę o godz. 17 przy Kalinowskiego 1.

Dziwy u lalkarzy. Brak sensu, Aniołek, żyrafa i stołek

Monika Żmijewska, "Gazeta Wyborcza", 20.02.2014

ROZWIŃ

Taki przewrotny tytuł - "Brak sensu, Aniołek, żyrafa i stołek" - nosi najnowsza premiera w Białostockim Teatrze Lalek. W niedzielę (23.02) zobaczyć ją będzie można po raz pierwszy. To ciepła, zagrana w cudownej scenografii baśń dla widzów od lat 5 wzwyż - o perypetiach Żyrafy, Słonia, Aniołka i jeszcze paru innych postaci. - Tak ciekawie snują się tu sensy, że każdy znajdzie coś dla siebie. I duży, i mały - chwali spektakl Jacek Malinowski, szef teatru.

Baśń napisała nasza bajkopisarka - Marta Guśniowska, specjalistka od familijnych, mądrych i zabawnych opowieści granych w całej Polsce. Wyreżyserował zaś Marian Pecko, słowacki reżyser, którego z różnych inscenizacji pamiętają starsi fani BTL-u. Guśniowska bardzo chciała, by to właśnie on zrealizował prapremierowo jej sztukę, wysłała mu teksty, Pecko przeczytał kilka, wybrał "Brak sensu"... i oto w białostockim teatrze kończy właśnie przedstawienie.

- To nie moja pierwsza współpraca z Martą, w słowackiej Bańskiej Bystrzycy zrobiłem prapremierę innej jej bajki, którą przetłumaczyłem na słowacki. Jest bardzo utalentowaną autorką, pisze z duszą i absurdalnym humorem. Dzięki tekstowi będzie więc trochę sentymentalnie i mądrze, dzięki reżyserowi - trochę kiczowato - żartuje Marian Pecko, który w spektaklu połączył żywy plan i lalki.

Marta Guśniowska: - Tytuł bajki dużo mówi. Ale nie opowiadamy o tym, że coś jest bez sensu, ale o tym, że sensu chwilowo brak. I trzeba go poszukać. Bardzo mi się podoba to, co Marian wydobył z mojego tekstu, jak go odczytał i obudował. Eva Farkasova przygotowała cudowne lalki, szczególnie żyrafa jest prześliczna. Żyrafa, która ma takiego pecha, że wszyscy myślą, że lepiej ją omijać z daleka. W związku z czym jest bardzo samotna.

- Jest nieporadna, ale że pech wszedł już jej w krew, to się z tym pogodziła - mówi Maria Rogowska, która animuje lalkę żyrafy. - Marta Guśniowska nadała zwierzętom piękne ludzkie cechy. Żyrafa jest pechowa, ale empatyczna i miła. Słoń ma przynosić szczęście, ale sam jest nieszczęśliwy i samotny... i tak dalej. Myślę, że na scenie wypada to bardzo ciekawie.

W spektaklu grają jeszcze: Łucja Grzeszczyk, Izabela Maria Wilczewska, Ewa Żebrowska, Krzysztof Bitdorf, Ryszard Doliński, Michał Jarmoszuk.

Premiera spektaklu w niedzielę o godz. 17, spektakle odbywać się będą też w kolejnym tygodniu od wtorku do piątku (25-28.02) o godz. 9 i 11.30.

GALERIA

RECENZJE

Brak sensu, Aniołek, Żyrafa i Stołek, czyli wszystko w życiu jest po coś

Anna Kopeć, "Kurier Poranny", 26.02.2014

ROZWIŃ

Pomysłowa premiera w BTL. Polsko-słowacka produkcja o przewrotnym tytule "Brak sensu, Aniołek, Żyrafa i Stołek” w tym sezonie powinna być w Białostockim Teatrze Lalek repertuarowym hitem. Ta niezwykle plastyczna, barwna i melodyjna historia z uroczymi bohaterami przypadnie do gustu wielu widzom. Bo drogi do celu i sensu warto szukać zawsze i w każdym wieku.

Aniołek to solidnej postury mężczyzna ze zmierzwionymi włosami, któremu za filmik instruktażowy wystarcza seria "Aniołki Charliego”. Na dodatek ten trochę nierozgarnięty, leniuch zgubił gdzieś skrzydełka. Wyjątkowo pechowa Żyrafa, to równie osobliwa postać – zdjęcie kojarzy się jej wyłącznie z zabiegiem pozbycia się szwów. Słoń natomiast oświadcza, że w razie potrzeby chętnie kogoś lub coś osłoni, Kameleon nie lubi być na świeczniku, a Nietoperz martwi się tym, że jest bez sensu, bo jego uszy nie mieszczą się pod czapkę. Stołek zaś potrzeby jest Żyrafie po to, by go jej nie ukradli. Bez sensu? Niekoniecznie. Tym bardziej że nad wszystkim czuwa Szef, który na drugie imię ma Wszechmogący i nie ma najmniejszych problemów, by pocałować się w łokieć. A jakże.

Taką galerię uroczych osobowości stworzyła niezastąpiona dramaturg Białostockiego Teatru Lalek Marta Guśniowska, której nie brakuje dziecięcej fantazji, ale także absurdalnego humoru, zrozumiałego raczej dla starszych widzów. Swoją najnowszą sztukę "Brak sensu, Aniołek, Żyrafa i Stołek” powierzyła słowackiemu reżyserowi Mariánowi Pecko. Wspólnie ze swoimi krajanami scenografką Evą Farkašovą i kompozytorem Robertem Mankoveckim stworzyli na białostockiej scenie mądrą, a jednocześnie szalenie zabawną i błyskotliwą opowieść o poszukiwaniu sensu w życiu każdego z nas. Nierzadko gubimy go gdzieś po drodze i tracimy jego istotę, a przecież tylko od nas samych zależy, czy znajdziemy do niego drogę i czy będziemy mu wierni. Obok dynamicznych scen, kipiącymi humorem, sporo tu także inteligentnej zabawy słowem i znaczeniami.

Siedmioro aktorów: Łucja Grzeszczyk, Maria Rogowska, Izabela Wilczewska, Ewa Żebrowska, Krzysztof Bitdorf, Ryszard Doliński i Michał Jarmoszuk bezbłędnie odnajdują się w różnych przestrzeniach aktorskich. Swoim zwierzęcym postaciom w sposób bardzo pomysłowy dodali prawdziwie ludzkich cech. Aktorzy fantastycznie animują też barwne lalki.

Pod względem plastycznym to jedna z najlepszych produkcji BTL z ostatnich lat. Baśniowa, kolorowa scenografia i pomysłowe kostiumy przyciągają wzrok. Prawdziwą perełką jest dynamiczna scena wędrówki przez świat. Zastosowano tu kolaż charakterystycznej muzyki, architektonicznych skojarzeń, a także tańca. Wyborne.

Białostocki Teatr Lalek tą sztuką po raz kolejny udowadnia, że w repertuarze dla dzieci jest po prostu bezkonkurencyjny, a Marta Guśniowska to najlepsza ambasadorka naszego miasta i regionu.

Brak sensu u lalkarzy. Negocjacje nie tylko w sprawie rajstop

Monika Żmijewska,"Gazeta Wyborcza", 26.02.2014

ROZWIŃ

Aniołek marudzi, zgubił sens życia. To problemów dopiero początek: domek anielski się rozpada, szef wszystkich szefów do nieba wpuścić nie chce, w świat wysyła, sens odnaleźć każe... Dawno w Białostockim Teatrze Lalek nie było bajki, na której równie dobrze bawi się i sześciolatek, i mama sześciolatka, i babcia. Twórcy sprawili się świetnie: uczą, śmieszą, czarują.

I to tak, że wiele maluchów już po spektaklu najchętniej wlazłoby jeszcze na scenę, zajrzało w zakamarki anielskiego mieszkanka, dotknęło dżungli (prawdziwa czy nie?), wielkiego jabłka, które siać może zniszczenie, ale w którym dziać się mogą też wielkie dziwy. Już sam tytuł spektaklu je zapowiada, bo cóż to w ogóle za zestaw: "Brak sensu, aniołek, żyrafa i stołek"? A jednak to, co brzmi absurdalnie, w spektaklu układa się znakomicie, ma sens. Ba, sens jest tu słowem kluczem, gdyby nie on, Aniołek i cała jego kompania żyliby tak, jak do tej pory. Aniołek marudziłby nieustannie, w swoim domku na chmurce przemieszczałby się ociężale na linii łóżko-fotel-telewizor, skrzydełka smętnie odwieszał.

Ale nagle, dziurę w dachu robi mu wielkie jabłko i wszystko się zmienia. Spać nie ma gdzie, robota nie idzie, szef niebo zamyka, z brakiem sensu pracować się nie da, trzeba go szukać w świecie. Marudny aniołek wyrusza więc z żyrafą, słoniem, kameleonem. I ciągle ma pod górkę. Jak zabawna menażeria coś znajdzie, to okazuje się, że sens jest cudzy. Jak trafi do Najstarszego Staruszka, to ten każe wybrać dobrą drogę, wsłuchiwać się w serce. I tak dalej, i dalej.

Sens objawi się nieoczekiwanie, i to, że nieporadna gromadka przemierzyła pół świata (przy lejtmotywie muzycznym Roberta Mankovecky'ego), nie ma tu absolutnie znaczenia. Sensu oczywiście nie zdradzimy, niech to będzie niespodzianką nawet dla dorosłych widzów. Choć domyślą się pewnie, że sens ostatecznie czeka pod bokiem, tyle że czasem wędrówki trzeba, by go w ogóle dostrzec...

Karawana idzie dalej

Całą tę prawdę premiera u lalkarzy przemyca w sposób przezabawny, nienachalny, malowniczy, czarodziejski. Tajemnica, niczym diabeł (diabeł zresztą też się pojawia) tkwi w szczegółach. Oraz w tym, że wszelkie składniki tego baśniowego miksu są pierwszego sortu.

Po pierwsze: tekst. Kolejny z ponad 50 napisanych przez Martę Guśniowską, etatową białostocką bajkopisarkę. Kolejny - pełen prostoty, mądrej rozwagi, humoru. I czułości wobec bohaterów. Nie żadnej tam ckliwej, łzawej, egzaltowanej, a z przymrużeniem oka i ciepłą ironią. Cóż za kompanię powołała do życia!

Aniołek (świetny Ryszard Doliński), człowieczy bardziej niż anielski - marudzi, postękuje, kości bolą, chandra dopada. Żyrafa (ciekawa Maria Rogowska) - pechowiec nad pechowcami, co to nawet papierem się zatnie, a jak jabłko rzuci, to na bank coś zniszczy; ale pogody ducha można tylko pozazdrościć, bo żyrafa to typ, co powie: "chyba pękło mi kolano, ale nic się nie stało, mam jeszcze drugie!". Albo słoń (Krzysztof Bitdorf) dziarsko podnoszący trąbę do góry, bo przecież szczęście nieść trzeba, co tam, że trąba sinieje. Sam samotny, potrafi jeszcze pocieszyć nietoperza: "Nie martw się, że śpisz w dzień, gdy inni nie. W dzień jest tłok, po co ci to?".

A wierzyć to nie łaska?

Po drugie: aktorzy. Lalkarze z BTL oczarować dzieci i dorosłych umieją, nawet niedopatrzenie potrafią przekuć w sukces (czytaj: nadać sens). Grają lekko, troszkę błaznują, troszkę sami się dobrze bawiąc, zwierzęcym postaciom przydając ludzkiej nieporadności.

Po trzecie: reżyser, znany starszej publiczności BTL-u - Słowak Marian Pecko. Bajka Guśniowskiej w jego rękach jest jak dobry keks - z mnóstwem niespodzianek, smaczków, niuansów, mrugnięć do publiczności. Tekst odczytał i zwizualizował w charakterystyczny dla siebie sposób - trochę słodko-gorzki, przy czym nieustająco pogodny, w planie aktorskim i lalkowym. Są tu warstwy dla dorosłego, są dla całkiem małego. W scence z babcią, która negocjuje zabranie drugiej pary rajstop do nieba, ten starszy dostrzeże swoje, a młodszy - swoje, choćby było to tylko śledzenie, na czym dokładnie polega niebiański transport. Podobnie w scence z tajemniczym Szefem Aniołka, siedzącym tyłem do wszystkich i rozliczającym z intensywności wiary ("co pokażę, co pokażę! A wierzyć to nie łaska?!"). Czy scenka z Kieszonkowcem (świetny Michał Jarmoszuk), który ma węża (nie tylko biblijnego) w kieszeni. Każdy z widzów, w tym pełnym prostoty, a jednocześnie wielopiętrowym znaczeniowo spektaklu, znajdzie coś dla siebie, czy to w niuansach inscenizacyjnych (a niespodzianek jest sporo), czy słownych ("za straty moralne wystawię ci rachunek, bo ja moralność muszę mieć w całości").

Wszystko się zmniejsza

Wspomniana wielopiętrowość wyraźna jest też w scenografii spektaklu - i to wreszcie po czwarte. Za scenografię odpowiada bowiem Eva Farkasova, znana niegdyś m.in. ze scenografii do spektakli teatru Wierszalin. W BTL-u stworzyła iście bajeczną scenerię, na kilku poziomach. Tak jak w spektaklu grają aktorzy i lalki, tak i tu obok siebie funkcjonuje przestrzeń wielkoformatowa i zminiaturyzowana. Duży Aniołek ma domek naturalnej wielkości, ale gdy małe jabłko niszczy mu dach, a Aniołek spada z chmury, nagle wszystko zmienia proporcje. I nasz bohater ludzką posturę zmienia na maleńką (lalka ma nawet rysy Dolińskiego), jego domek również, maleje też wszystko w domku. Jak to przedstawić na scenie? W tym cały szkopuł, by stworzyć iluzję natychmiastowej miniaturyzacji.

A to lalkarze potrafią, czar działa.

I jak tu żyć bez sensu?

Karol Suszczyński, teatrdlawas.pl, 9.03.2014

ROZWIŃ

Wiara to podstawa, i nie chodzi tu o wiarę jako religię (choć o niej też jest mowa) ale o wiarę w siebie, w swoje przekonania, wewnętrzną siłę i wartości, które pomagają w dotarciu do wyznaczonego celu. Takie myśli przychodzą zaraz po obejrzeniu w Białostockim Teatrze Lalek premiery dramatu Marty Guśniowskiej "Brak sensu, Aniołek, Żyrafa i Stołek". Mądrze i zabawnie ukazane ważne życiowe zasady powinny na długo pozostać w głowach najmłodszych, pod warunkiem jednak, że wytrwale będą śledzić wydarzenia na scenie, a z tym może być trudno.

Reżyser, Marián Pecko, akcję spektaklu poprowadził w dwóch planach, i choć pomysł rozdzielenia różnych światów wydaje się ciekawy i rozsądny, to jednak w ogólnym odbiorze budzi spore wątpliwości. Pierwszy plan to potężny, zajmujący niemal całą scenę pokój tytułowego Aniołka, w którym rozgrywa się akcja z postaciami niebiańskimi, granymi przez aktorów. Drugi, to wstawiona w przestrzeń tego pokoju mała scenka lalkowa, na której oglądamy podróż Aniołka-lalki w towarzystwie pozostałych osób dramatu (personifikowanych postaci zwierząt), której celem jest odnalezienie utraconego sensu. Ten zamysł inscenizacyjny jednak zawodzi, bo potężny pokój pozostaje praktycznie niewykorzystany, a większość akcji skupia się wokół sceny pudełkowej, której elementy i lalki są kompletnie niewidzialne i niewyraźne dla widzów powyżej piątego rzędu. Szkoda w tym wszystkim scenografii, a zwłaszcza przepięknych lalek autorstwa Evy Farkašovej, które estetycznie i plastycznie tworzą w tym spektaklu wyraźną jedność (może poza muzyczno-pantomimiczną sceną podróży bohaterów dookoła świata – choć i ona sama w sobie jest równie atrakcyjna).

Prowadzenie akcji w jednym niemal punkcie potężnej sceny powoduje, że skupienie ulega szybkiemu rozproszeniu poprzez dystans dzielący widza od niezwykle precyzyjnej i wymagającej szczególnej uwagi animacji. Pomysł wprowadzenia tak małych postaci-lalek wymaga raczej kameralnej atmosfery, albo zebrania odbiorców wokół scenki, jak w przypadku popularnych teatrzyków typu Punch czy Guignol. Tym bardziej, że zabawny, żywy, dynamiczny oraz pozwalający na wiele drobnych zabiegów inscenizacyjnych utwór, zachęca niemal do bezpośredniego kontaktu z widzem.

Tekst Marty Guśniowskiej pełen jest dowcipu, wartkiego i mądrego dialogu a równocześnie przynosi odpowiedź na trudne pytanie, dotyczące natury sensu. Głównymi bohaterami tej opowieści są rozleniwiony do granic przyzwoitości Anioł (jak zawsze świetny Ryszard Doliński) oraz przynosząca pecha, tak sobie jak i wszystkim wokół, Żyrafa (Maria Rogowska). Nieprzerwanie towarzyszą im też inne postaci (Słoń, Kameleon, Nietoperz, Wąż czy Kangur), które jak to w bajkach bywa są upostaciowieniem różnych ludzkich przywar i charakterów. Szczęśliwie banda ta ma zdecydowanie groteskowy i pozytywny charakter.

Niecodzienne spotkanie głównych bohaterów, i z pozoru absurdalna sytuacja, zamieniają się we wspaniałą podróż, która pozwala im dojrzeć i dzięki zdobytemu doświadczeniu samemu znaleźć rozwiązanie zagadki. W odróżnieniu jednak od tradycyjnych historii, opartych na motywie podróży, utwór Guśniowskiej wyróżnia odwołanie do elementów wiary chrześcijańskiej, a zwłaszcza przekonania, że każda żywa istota ma na ziemi swojego anioła stróża. Ostatecznie okazuje się bowiem, że pechowość Żyrafy jest spowodowana przez jej zagubionego Anioła Stróża, który w swoim rozleniwieniu zapomniał o sensie własnego istnienia. Wspólna podróż doprowadza do odbudowy zatraconej relacji i pokazuje, że rozwiązanie niektórych sytuacji jest często prostsze niż się nam wydaje.

Ten dramaturgiczny pomysł świetnie wzmocnił w inscenizacji reżyser, który obsadził aktorów w podwójnych rolach, jako Zwierzęta i animujący nimi Aniołowie Stróżowie (z wyjątkiem postaci Żyrafy). Wyszedł tym samym naprzeciw teorii animatora-demiurga, który zawsze góruje nad ożywionym animantem, sprowadzając go do roli równorzędnej, jeśli wręcz nie usłużnej wobec lalki, o którą powinien dbać i się troszczyć.

Guśniowska porusza w swoim tekście jeszcze kilka innych mądrych i ponadczasowych tematów, jak zaufanie wobec drugiej osoby, sens wiary własnym przekonaniom, wartość pracy, dobroć i tolerancja - bo inny nie znaczy gorszy. Wszystkie te wątki opowieści autorka wzmacnia licznymi zabawnymi dialogami i wydarzeniami (rozmowa o potrzebie noszenia w niebie rajstop przeciw żylakom czy niewytłumaczone umiłowanie Żyrafy do tytułowego Stołka, który bohaterka traktuje jak pewnego rodzaju talizman przeciw pechowi), dzięki którym ważne treści mają szansę lepiej dotrzeć do młodej widowni.

Najbardziej dyskusyjna w spektaklu jest niestety muzyka, autorstwa Roberta Mankoveckýego. Zupełnie nie pasuje ani do charakterystycznie ukazanego Nieba (mieszkanie Aniołka na chmurce wygląda jak stara wiejska chata, a przez dziury w dachu do środka wdziera się błękit) ani do afrykańskiej dżungli (do której Anioł - leń zostaje zesłany przez swojego Szefa). Jest sztuczna i komputerowa, a jej tony i specyficzny dobór cyfrowych instrumentów brzmią archaicznie, niemal jak główny motyw muzyczny z serialu "Zmiennicy". Zdecydowanie zabrakło w niej efektów anielskości czy odgłosów natury.

Szkoda, że ta inscenizacja powoduje równocześnie tak skrajny odbiór. Bardzo dobry tekst, bogata scenografia, piękne lalki i doskonała gra całego zespołu utonęły niestety w potężnej, niewykorzystanej do końca przestrzeni sceny, a sztuczna i nieciekawa oprawa muzyczna nie pomogła w budowaniu emocji i nastrojów. Odnosi się wrażenie, że reżyser tworząc efektowne (nie efekciarskie!) przedstawienie zapomniał trochę o percepcji dziecka, co dało się wyraźnie odczuć, bo młoda widownia z minuty na minutę była coraz bardziej rozproszona, rozprężona i zainteresowana wszystkim tym, co się dzieje wokół a nie na scenie.

MULTIMEDIA

odtwórz Trailer spektaklu "Brak sensu, Aniołek, Żyrafa i Stołek"
Trailer spektaklu "Brak sensu, Aniołek, Żyrafa i Stołek"

Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

Korzystając z serwisu internetowego Białostockiego Teatru Lalek akceptują Państwo zasady Polityki prywatności, wyrażają zgodę na zbieranie danych niezbędnych do administrowania stroną i prowadzenia statystyk oraz wyrażają zgodę na używanie plików cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów na stronie.

Do góry btl kształt