Zobacz opis Zobacz opis sztuki: CIEŃ
Kategoria BTL Nowa Dramaturgia
KATEGORIA WIEKOWA Dla rodziny
CZAS TRWANIA 90 minut

CIEŃ

OPIS

CIEŃ

wg Eugeniusza Szwarca,
na podstawie baśni Hansa Christiana Andersena

Przypomnijmy sobie baśń Hansa Christiana Andersena o człowieku, który stracił swój cień. Sens tej opowieści jest porażająco prosty. Uświadamia nam, że ludzka natura jest po części jasna, ale też i trochę ciemna, i że jeśli pozwolimy, aby ciemność wzięła górę nad jasną stroną, to grozi nam katastrofa.

Eugeniusz Szwarc, rosyjski pisarz i dramaturg, żyjący w pierwszej połowie XX wieku, korzystając z motywów baśni Andersena napisał baśń sceniczną pt. „Człowiek i Cień”. Napisał w przekonaniu, że poprzez formę baśni można powiedzieć najprostsze prawdy o tym, iż życie ludzkie jest nieustającą walką z własnym cieniem, że każdy człowiek jest wolny i że ma prawo do zachowania własnej godności. Zrobił to w sposób lekki, dowcipny, wywołując śmiech, na końcu którego jest refleksja.

 

W spektaklu wykorzystano fragmenty utworów Sergiusza Prokofiewa:

  • Suita orkiestrowa z baletu „Romeo i Julia”
  • Symfonia „Klasyczna” D – dur
  • Suita symfoniczna z muzyki do filmu „Porucznik Kiże” 


Licencja na wystawienie utworu została wydana przez Stowarzyszenie Autorów ZAiKS

19 marca 2017
Premiera spektaklu "Cień"
Zobacz
18 marca 2017
"Cień" przedpremierowo
Zobacz
15 marca 2017
Konferencja prasowa przed spektaklem "Cień"
Zobacz

TWÓRCY

reżyseria
Wojciech Kobrzyński
scenografia
Joanna Braun
opracowanie muzyczne
Wojciech Kobrzyński
współpraca
Adam Dzierma

OBSADA

ZAPOWIEDZI PRASOWE

Wojciech Kobrzyński przygotowuje spektakl "Cień"

Jerzy Doroszkiewicz, "Kurier Poranny", 15.03.2017

ROZWIŃ

(...)
„Cień” określa się mianem bajki dla dorosłych. Bo uważni odbiorcy odnajdą w nim aluzje do praw panujących w świecie polityki, do brutalnej walki o władzę, wreszcie tak częstej zawiści i obłudy. Główny bohater, jak w klasycznym westernie, musi samotnie mierzyć się z otaczającym go złem i fałszem. Czy starczy mu odwagi, czy zginie jak w niezwykle smutnej baśni mistrza Andersena?

- W baśni Szwarca nie ma nachalności, publicystyki, tego, co mnie drażni we współczesnym teatrze - mówi Wojciech Kobrzyński. - Po prostu mówimy o człowieku i o tym, co dla człowieka jest ważne w sposób najprostszy, jaki tylko jest możliwy. Nie ma tu nic takiego, co mówiłoby wprost, że zajmujemy się konkretną, polską rzeczywistością. (...)

Nieustanna walka z cieniem. Premierowy spektakl w BTL-u

Anna Dycha, bialystokonline.pl, 16.03.2017

ROZWIŃ

"Cień" to nowy spektakl w Białostockim Teatrze Lalek, który reżyseruje Wojciech Kobrzyński. Premiera odbędzie się w niedzielę (19.03).

- To historia oparta o dramat Eugeniusza Szwarca napisany na motywach baśni Hansa Christiana Andersena - mówi Jacek Malinowski, dyrektor Białostockiego Teatru Lalek. - Bardzo aktualna historia o kondycji człowieka, o poczuciu własnej godności.

Jaka jest ludzka natura?

Hans Christian Andersen napisał baśń o człowieku, który stracił swój cień. Sens tej opowieści jest porażająco prosty. Uświadamia nam, że ludzka natura jest po części jasna, ale też i trochę ciemna, i że jeśli pozwolimy, aby ciemność wzięła górę nad jasną stroną, to grozi nam katastrofa.

Eugeniusz Szwarc, rosyjski pisarz i dramaturg, żyjący w pierwszej połowie XX wieku, korzystając z motywów baśni Andersena napisał baśń sceniczną pt. "Człowiek i Cień". Napisał w przekonaniu, że poprzez formę baśni można powiedzieć najprostsze prawdy o tym, iż życie ludzkie jest nieustającą walką z własnym cieniem, że każdy człowiek jest wolny i że ma prawo do zachowania własnej godności. Zrobił to w sposób lekki, dowcipny, wywołując śmiech, na końcu którego jest refleksja.

Baśń bez publicystyki

- Spektakl "Cień" jest moim postawieniem kropki nad "i", jeżeli chodzi o twórczość Szwarca - tłumaczy sięgnięcie po tekst Wojciecha Kobrzyńskiego. - To trzeci dramat Szwarca, który realizuję. Wcześniej były "Najzwyklejszy cud" zrealizowany w teatrze w Łodzi i "Nagi król" w BTL-u. Teraz sięgnąłem po "Cień". Wszystkie te dramaty mówią o czymś, nie są banalne. "Cień" jest bardzo bogaty, ma wiele baśniowości, metafory. Nie ma tu nachalnej publicystyki.

Ze względu na objętość, tekst musiał ulec adaptacji i pewnym skrótom. Reżyser zaproponował swój pomysł komponowania scen, a także puentę, której nie chce zdradzać.

"Cień" znalazł się w zbiorze zatytułowanym "Baśnie dla dorosłych". Jak wyjaśnia reżyser, są to dramaty w konwencji baśniowej. Przeznaczone są więc dla wszystkich widza, poza dziećmi w wieku przedszkolnym.

Ciekawa scenografia, klasyczna muzyka

Scenografię do spektaklu przygotowała Joanna Braun, która współpracowała z Wojciechem Kobrzyńskim przy wcześniejszych realizacjach.

- Akcja będzie rozgrywała się w trzech miejscach - w pokoju uczonego, ogrodzie i sali tronowej - zapowiada scenograf. I dodaje, że teraz podczas prób ma czas na dopięcie wszystkiego na ostatni guzik.

Za opracowanie muzyczne odpowiada Wojciech Kobrzyński. Zdecydował, że w spektaklu zostaną wykorzystane fragmenty utworów Sergiusza Prokofiewa: suita orkiestrowa z baletu "Romeo i Julia", symfonia "Klasyczna" D - dur i suita symfoniczna z muzyki do filmu "Porucznik Kiże".

W przedstawieniu występują: Magdalena Bocianowska (gościnnie), Łucja Grzeszczyk, Sylwia Janowicz-Dobrowolska, Ryszard Doliński, Artur Dwulit, Błażej Piotrowski, Karol Smaczny (gościnnie), Mateusz Smaczny, Paweł S. Szymański i Adam Zieleniecki.

Premiera spektaklu "Cień" odbędzie się 19 marca o godz. 16.00 na dużej scenie Białostockiego Teatru Lalek. Przedstawienie przedpremierowe - w ramach Światowego Dnia Lalkarstwa - zaplanowano 18 marca o godz. 11.00. Kolejne spektakle w dniach 21-26 marca.

GALERIA

RECENZJE

Cień, łańcuchy, półsłówka. Czarne charaktery i brak okularów

Monika Żmijewska, "Gazeta Wyborcza", 21.03.2017

ROZWIŃ

Ukochana królewna okaże się pustą lalką, taksator w lombardzie - ludożercą, a cień będzie chciał swego właściciela bezmyślnie pozbawić głowy, zapominając, że na tym dużo straci. W najnowszej premierze Białostockiego Teatru Lalek nic nie jest takie, jakie byłoby w zwykłej baśni. Ale też "Cień" Eugeniusza Szwarca zwykłą baśnią nie jest. To raczej surrealistyczny tragikomiczny przekładaniec, podlany ironią, zapełniony przez niezłe indywidua.

Jako że wszystko tu stoi na głowie, trudno orzec czy rzeczywiście historia młodego naukowca, który wpada w łapy paskudnej grupy trzymającej władzę, jest opowieścią dla młodzieży wczesnoszkolnej. Chyba raczej jednak dla ponadgimnazjalnej... Mamy tu pewną ambiwalencję - z jednej strony Szwarc pisał baśnie dla dorosłych, z drugiej - BTL znany jest z wielopłaszczyznowych spektakli, w których odnajdywał się każdy widz, i w których każdy odczytywał po swojemu przeznaczone dla siebie warstwy: dorośli - miny i gesty dwuznaczne, dzieci - baśniowy klimat. Najnowsza premiera lalkarzy - w reżyserii wieloletniego dyrektora teatru, Wojciecha Kobrzyńskiego - też składa się z kilku warstw. Pomieści i mrugnięcia do publiki starszej, i klimat baśniowości, oniryczną nieco aurę, za to w konwencji bardziej noir niż w jasnych barwach.

Tyle tytułem uprzedzenia, reszta to już kwestia decyzji rodziców.

Wariacja o obłudzie

Dorosły na/w "Cieniu" odnajdzie się na pewno. Będzie gangsterka, będą lubieżne miny, będzie nieoczywista historia miłosna. A w tym wszystkim, gdzieś między wierszami - mądra opowieść o obłudzie, hipokryzji, rozczarowaniach i mrocznej stronie ludzkiej natury. Która, odpowiednio karmiona, pewnego dnia może się wymknąć spod kontroli.

Spektakl ma kiepski, nierówny początek, ale potem jest już zdecydowanie lepiej - "Cień" zyskuje lekkość, wpada we właściwe tory, i to, co na początku wydawało się sztucznym ogranym schematem - okaże się finezyjną grą z konwencją i demaskowaniem pewnych mitów.

W tej baśni Śpiąca Królewna mogła sobie mieszkać za rogiem, a niedawno wreszcie zasnąć na dobre i zejść z tego świata. Ludożerca mógł naciągnąć surdut, nałożyć ciemne okulary i stać się przykładnym urzędnikiem. Dziennikarz, oślizgły osobnik, okazać się szpiegiem ministra. A królewna - ukochana głównego bohatera, pozornie miła i dobra na balkonie - w rzeczywistości być zepsutą do cna, rozpieszczoną, pustą lalką.

Szwarc stworzył wariację na temat baśni Andersena, reżyser zręcznie ją przykroił, a widz dostał historię, którą można czytać na różne sposoby.

Parada dziwolągów

Oto młody naukowiec Christian Teodor (Mateusz Smaczny), osobnik naiwny, lecz uczciwy i dobry, gubi okulary. Jak to osobnik bez okularów - nie widzi świata wyraźnie. Nie widzi zabiegów córki właściciela domu, Anunziatty, która nadaremnie stara się zwrócić na siebie uwagę (świetna scena w wykonaniu Łucji Grzeszczyk). Nie słyszy w tonie wymarzonej księżniczki z balkonu fałszywych nut. Nie wyczuwa ich także w tekstach wygłaszanych przez pyszne towarzystwo paradujące przez jego mieszkanie. A galeria to typów prawdziwa. I nieźle zagrana.

Jest wspomniany taksator - z fizys gangstera (kapitalny Adam Zieleniecki), jest paskudny dziennikarz (Błażej Piotrowski), jest półślepa śpiewaczka, której wydaje się, że jest nadal gwiazdą (Sylwia Janowicz-Dobrowolska), jest królewna - plastikowe piskliwe stworzenie, która - gdy jej kawaler traci głowę - potrafi tylko zażądać, by kawalera natychmiast naprawić (świetna kreacja Magdaleny Bocianowskiej).

To dopiero początek parady dziwolągów, chwilę później okaże się, że Christian Teodor jest łakomym kąskiem dla politycznej wierchuszki, a tam już w tym względzie (bycia dziwolągiem) osiągnięto prawdziwe mistrzostwo. Minister (świetny Ryszard Doliński, ukryty za maską i gestykulacją przypominający znaną postać z polskiej sceny politycznej) i jego pomagier (Artur Dwulit) to fascynujący tandem z wypracowanym karykaturalnym systemem komunikacji: ich broń to półsłówka, półgębek i półsylaby; do tego gesty, rozkazy, miny...

I wreszcie Cień (ciekawy Karol Smaczny), demoniczna postać, wcielenie dyspozycyjności, obłudy i żądzy władzy, do której prze bez skrupułów. W tym gronie tylko Annunziata ma w sobie naturalność, i doktor (Paweł S. Szymański), który spacyfikowany kiedyś przez władzę już na początku przyjął strategię spoglądania na świat przez palce.

Czerń i biel w jednym zwarciu

I oto w pewnej chwili Christian Teodor traci swój własny cień i nagle wszystko okazuje się zmierzać do tragicznego końca. Zdradzać puenty nie będziemy, dość powiedzieć, że utrata cienia generuje mroczne siły, a on sam jak w soczewce zaczyna skupiać wszystko to, co złe w człowieku.

Wymowa tej mrocznej baśni jest prosta - przewaga ciemnej strony ludzkiej natury jest niebywale ryzykowna, gdy weźmie górę - robi się niebezpiecznie.

Kobrzyński i jego zespół opowiadają o tym w ciekawy inscenizacyjnie sposób. Bohaterowie sztuki to wręcz symbole, świetnie podkreślone kostiumami (Joanna Braun) w niemal każdym przypadku. Czarne charaktery noszą maski, taksator obwieszony jest łańcuchami, dziennikarz-szpieg odziany jest w lateks, a medale nosi... na plecach (może otrzymał je za swe niecne zasługi). Cień obowiązkowo ubrany jest na czarno, uczciwy Christian zaś - oczywiście na biało. Czytelność tej kostiumowej symboliki nie jest nachalna, to też zabawa konwencją - jak choćby zwracanie się do widza i informowanie o zmianie dekoracji.

Dużo tu zabawnie rozegranych scen. Jak choćby spotkanie ministra noszonego przez lokajów i śpiewaczki, obijającej się o parawany. To spotkanie - pojedynek. Ona się przygotowuje, samej sobie ordynując: "mobilizacja uroku!". On pokrzykuje na lokajów: "Lokaje! Poza oszołomienia!". I to właśnie lokaje czynią - unosząc ministra stosownie do dyrektywy i animując go jak marionetkę.

Zresztą cały ów zniekształcony karykaturalny światek pełen jest marionetek, co widać w finałowej scenie, w której sztuczność jest już świadomym zabiegiem. Rozbija ją czasem muzyka Prokofiewa, która niesie w sobie i pewną frywolność, i dramat, mieszając nastroje jak w tyglu.

Cień jak co dzień

Elżbieta Sawicka, bia24.pl, 23.03.2017

ROZWIŃ

Białostocki Teatr Lalek dał sobie i nam widzom niezwykły prezent na Międzynarodowy Dzień Lalkarstwa - spektakl "Cień" w reżyserii Wojciecha Kobrzyńskiego. Chociaż lalek w nim nie zobaczymy, to oglądając przedstawienie mam wrażenie, jakby na scenie poruszały się idealnie poprowadzone, żywe lalki jak z bajki. W taki sposób reżyser robi ukłon w stronę teatru lalkowego. A dzieci i dorośli są zachwyceni, chociaż dostrzegają w tym spektaklu całkiem coś innego.

Nie zrozumcie tylko, że aktorzy poruszają się sztywno, czy naśladują ruchy mimów. Nic z tych rzeczy, no może poza dwiema scenami, gdzie świadomie reżyser wprowadza efekt pewnej sztuczności. Chodzi mi o niezwykłą plastyczność postaci - ubiorów, masek, makijażu, nakryć głowy oraz o sposób uwypuklenia cech, również przez grę aktorów. Te wszystkie tricki inscenizacyjne sprawiają, że dzieci widzą "Cień" jako bajkę, gdzie każda postać jest nierzeczywista, baśniowa, jak z dziecięcych rysunków o księżniczkach, otoczonych dworzanami. A dorośli dostrzegają w "Cieniu" naszą codzienną rzeczywistość - świat przedstawiony w połamanym zwierciadle, gdzie każda postać to marionetka... i czyjaś karykatura.

Dzieci wyobrażają więc sobie królewnę w złotej sukni na krynolinie, w kolorowych pończoszkach i zgrabnych pantofelkach, i oczywiście z wymyślnym uczesaniem na kształtnej główce. Zwykle królewna jest rozkapryszona i całe życie czeka na swojego księcia z bajki. Potem okazuje się jednak, że los podsuwa jej na oblubieńca zwykłego, szczerego i dobrego człowieka. I tak jest w naszej bajce. Lecz dobry i mądry uczony - Christian Teodor (Mateusz Smaczny) - posiada Cień, który jest jego odwrotnością. Cień o imieniu Teodor Christian (Karol Smaczny) zostaje w dziwny sposób uwolniony z więzi, jaka łączy go od urodzenia z jego Człowiekiem i zaczyna żyć swoim życiem oraz powoli stawać na drodze do szczęścia swojego właściciela. Cień ma duże ambicje - pragnie nie tylko ręki królewny, ale i władzy tak wielkiej, która sprawi, że będzie mógł rozkazać swojemu Człowiekowi, żeby stał się jego Cieniem. Ale nie chcę zdradzać całej treści, dodam tylko, że jak to w bajkach wszystko zakończy się dobrze, chociaż nie wszyscy będą żyli "zdrowo i szczęśliwie". Oczywiście zwycięży dobro, ale u widzów dorosłych pozostanie przykra świadomość, że świat, w którym dzieje się akcja sztuki, ma wiele wspólnego z naszą szarą rzeczywistością, w której takie zakończenia rzadko się zdarzają.

Przesłanie scenariusza jest proste - nawet dobry człowiek ma swoją ciemną naturę, której absolutnie nie może pozwolić na objęcie władzy nad sobą. Zły świat tylko na to czeka, a inni ludzie wykorzystają to do swoich egoistycznych celów. Nie można też być obojętnym na zło. Trzeba być pogodnym i szczerym, ale i odważnym, i nie bać się powiedzieć "nie" swojej ciemnej naturze. Taki właśnie jest nasz Człowiek - Christian Teodor. To najjaśniejsza, najbardziej ludzka i najmniej "lalkowa" postać w inscenizacji. Christian po chwilowym zwątpieniu odzyskuje siły i stawia czoła swojemu Cieniowi, wybierając jedynie proste, jasne rozwiązania, co metaforycznie zostało przedstawione jako stąpanie wyłącznie po białych polach szachownicy - w przeciwieństwie do Cienia, stąpającego jedynie po polach czarnych. Bardzo symboliczne i do zrozumienia bez słów. A słowa są w tej sztuce momentami dosyć zawiłe i trudne w odbiorze dla dziecka. Sztukę napisał Rosjanin Jewgienij Szwarc w roku 1940 i mimo że oparta jest na motywach baśni Andersena, to tekst z założenia autora przeznaczony był dla widzów dorosłych. I w tym cała trudność. Choć dzisiejsze dzieci są tak inteligentne i wygadane... możliwe, że zrozumiały z tekstu całkiem sporo.

Mam jednak wrażenie, że na tej sztuce najlepiej bawili się dorośli - wyłapywali wszystkie słowne i sytuacyjne niuanse i dwuznaczności oraz wyczuli specyficzny humor spektaklu. A satyry i dwuznaczności jest w nim co niemiara. Przez widza dorosłego baśń może być odebrana nawet jako kabaret z tymi wszystkimi dziwnymi minami, gestami, pozami i z całą gamą postaci, które dzieci odbierają jako bajkowe, a dorośli jak pomysłowe, ale dziwaczne karykatury. Wszystkie są przerysowane mniej lub bardziej, zarówno w wyglądzie jak i zachowaniu.

Tu należą się też szczególne brawa dla Joanny Braun za wspaniałe kostiumy, przygotowane z dbałością o wymyślne detale, podkreślające charakter każdej postaci. Musicie po prostu to zobaczyć i przyjrzeć się dokładnie tym wszystkim lampasom, łańcuchom, medalom, okularom, kapeluszom - tu każdy detal i nawet kolor ma jakieś znaczenie i nie jest przypadkowy. Mamy tu królewnę (Magdalena Bocianowska), z pozoru jak z bajki, która nosi krynolinę również na zewnątrz sukienki, a jej piszczący fałszywy głosik drażni i sprawia, że widz dorosły od razu czuje do niej antypatię. Oraz miłą Anunzziatę, wyglądającą wypisz wymaluj jak wymarzona lalka z dzieciństwa (Łucja Grzeszczyk). Albo dwa osobniki z kręgów władzy, porozumiewające się półsłówkami, z twarzami zakrytymi przez maski - z których na pierwszy plan wysuwa się na swoim krzesełku Minister, zagrany świetnie przez Ryszarda Dolińskiego. Jest też i Dziennikarz-Szpieg (Błażej Piotrowski), w śmiesznym garniturku, zesztukowanym z lateksu, idealnie pasującym do jego śliskiej natury i Taksator-ludożerca (Adam Zieleniecki), który przypomina gangstera, obwieszonego złotymi łańcuchami, i wysztafirowana Spiewaczka (Sylwia Janowicz-Dobrowolska), która nawet w okularach nie rozpoznaje twarzy i obija się o ściany i elementy scenografii.

Scenografia jest bardzo prosta, ale pomysłowa, a zmiany następują na żywo na scenie i stanowią atrakcyjny element spektaklu. Najważniejsze moduły scenografii pełnią niezwykle ważną rolę i grają razem z aktorami. W jaki sposób? A to musicie zobaczyć sami.

Wizualny obraz dopełniony jest przez muzykę idealnie pasującą do konwencji inscenizacji. Muzyka Sergiusza Prokofiewa potęguje wrażenie pięknej scenicznej bajki w starym dobrym klasycznym stylu. A muzyczny motyw stanowiący łącznik pomiędzy scenami jeszcze długo gra w uszach po zakończeniu spektaklu.

Całość jest jak smaczny słodko-kwaśny karmelek, który długo rozpuszcza się w ustach, a jak się skończy to żałujesz, że już po wszystkim. Ja mam ochotę na co najmniej jeszcze jeden.

Cień uwodzi, czyli wszystko zostaje jak było, tylko zmienimy dekoracje

Jerzy Doroszkiewicz, "Kurier Poranny", 23.03.2017

ROZWIŃ

(...)
Pod pretekstem baśni i Eugeniusz Szwarc w mrocznych latach 40. XX wieku, i Wojciech Kobrzyński w XXI wieku w Polsce, stawiają pytania o godność człowieka. I nie tylko. Przy okazji przestrzegają przed postaciami, które mogą wyjść z cienia i zupełnie niespodziewanie, przy cichym przyzwoleniu mas, przejąć władzę. A co mają zrobić ci uczciwi? Machnąć ręką, patrzeć na całe zamieszanie przez palce? Jak zachować zdrowy rozsądek, kiedy takich rad udziela medyk, a Wojciech Kobrzyński w swoim opracowaniu tekstu wybija choćby kwestię o urzędnikach, którzy miast stać na straży porządku i sprawiedliwości, wszystko mają za nic.

Uczony w końcu wybierze prawdziwą miłość, ale układ, który chciał go zniszczyć, pozostanie nienaruszony. "Grunt to nie stracić głowy" mówią między sobą taksatorzy-ludożercy, a dla zmylenia gawiedzi, po prostu zarządzają zmianę dekoracji. Poza tym wszystko zostaje po staremu. Samo życie.

MULTIMEDIA

odtwórz Trailer spektaklu "Cień"
Trailer spektaklu "Cień"
materiał Polskiego Radia Białystok
Premiera spektaklu "Cień" - relacja Olgi Gordiejew

Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów na stronie.

Do góry btl kształt