Zobacz opis Zobacz opis sztuki: CZARODZIEJSKA GÓRA
Kategoria BTL OFF
KATEGORIA WIEKOWA Dla młodzieży i dorosłych
CZAS TRWANIA 240 minut

CZARODZIEJSKA GÓRA

OPIS

CZARODZIEJSKA GÓRA

wg Tomasza Manna

 

Godzina siedemnasta Prinzregentheater: >Parsifal< z Bertramem, centralne miejsce. Bardzo silne wrażenie. Wzruszenie, podziw i znajome, wciągające niedowierzanie. Dzieło sztuki nie było jeszcze nigdy aż tak naiwnym wytworem uświęconej woli, najpotworniejszego pożądania i ugruntowanych umiejętności, które razem sprawiają wrażenie mądrości. Sfera choroby : >beznadziejnie znajome< Poczułem to i poinformowałem o tym Bertrama. Powiedzieliśmy jednocześnie: ‚To jest po prostu Czarodziejska góra’

Thomas Mann, „Pamiętniki”, 19 września 1919

Tomasz Mann wysyła swojego Parsifala, „wieczne życia strapienie”, do sanatorium dla gruźlików w odosobnionych wysokich górach. Hans Castorp zagubiony wśród trawionego przez gorączkę tłumu - którego aktywność rozgrywa się pomiędzy jadalnią a leżakami sanatoryjnymi - zostaje wydany na pokusę humanistycznych rozkoszy z jednej strony a idei terroryzmu z drugiej. Mann w ten sposób sprawdza właściwości czasu: chwila wahania, którą stronę teatralnego sporu wybrać, może kosztować Castorpa siedem lat. 

„Najbardziej uroczyście w roli mistrza i duchowego przewodnika Behrens występuje wobec Castorpa w laboratorium rentgenologicznym, gdy pozwala mu zobaczyć to, czego zwykły wzrok nie ogląda: pozwala mu obejrzeć wnętrze ludzkiego ciała. Pyta wówczas: „Czy widzisz, młodzieńcze?”. Na co Castorp odpowiada: „Tak, tak, widzę, Mój Boże, ja widzę!” (I, 317-319). Sceneria laboratorium (ciemność, błyskawice, huk wyładowań, widmowy obraz na ekranie) nadają wszystkiemu posmak romantycznej grozy, może ściślej – romantycznej grozy prezentowanej jako spektakl, przy użyciu rekwizytów. Pytanie Behrensa i odpowiedź Castorpa podkreślają inicjacyjny i rewelatorski walor wydarzenia: mistrz otwiera adeptowi oczy. Przedtem daje jeszcze komentarz: 

Przede wszystkim oczy muszą przywyknąć […]. Najpierw muszą się nam rozszerzyć źrenice, jak kotom, żebyśmy mogli zobaczyć to, co chcemy. Pan chyba rozumie, że bez przygotowania, naszymi zwykłymi dziennymi oczami nie możemy tego dobrze zobaczyć. Trzeba do tego zapomnieć o jasnym dniu i jego wesołych obrazach (I, 316n). 

Wyraźnie słychać tu głos Nietzschego z Narodzin tragedii. Jasny dzień i jego wesołe obrazy to sfera apollińska. Trzeba ja odrzucić, uchylić, zapomnieć o niej – a wtedy „otwiera się przed nami niejako czarodziejska góra Olimpu i ukazuje nam swe korzenie”.

Małgorzata Łukasiewicz „Jak być artystą na przykładzie Tomasza Manna”, Warszawa 2011

 

W spektaklu wykorzystano drewnianą lalkę kościotrupa wg projektu Wiesława Jurkowskiego z przedstawienia Niech żyje Punch! 

Koprodukcja Białostockiego Teatru Lalek i Teatru Malabar Hotel 

Zrealizowano dzięki Stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego przyznanego Marcinowi Bartnikowskiemu na napisanie scenariusza.

Zrealizowano przy wparciu finansowym Prezydenta Miasta Białegostoku. 

Projekt finansowany ze środków Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podlaskiego w Białymstoku.

8 listopada 2016
Konferencja prasowa przed premierą "Czarodziejskiej góry"
Zobacz
13 listopada 2016
Premiera "Czarodziejskiej góry"
Zobacz

TWÓRCY

przekład
Józef Kramsztyk, Władysław Tatarkiewicz
reżyseria
Hendrik Mannes
współpraca reżyserska
Antonia Christl
dramaturgia
Marcin Bartnikowski
scenografia i kostiumy
Marcin Bartnikowski, Marcin Bikowski
lalki
Marcin Bikowski
muzyka
Anna Stela
współpraca przy tłumaczeniach
Katarzyna Siergiej

OBSADA

Anna Stela

Anna Stela

(gościnnie)

Marcin Bartnikowski

Marcin Bartnikowski

(gościnnie)

Marcin Bikowski

Marcin Bikowski

(gościnnie)

Cezary Jabłoński

Cezary Jabłoński

(gościnnie)

ZAPOWIEDZI PRASOWE

Kościotrup w Czarodziejskiej Górze

Anna Kopeć, "Kurier Poranny", 8.11.2016

ROZWIŃ

Słynna opowieść o przemijaniu, chorobie i moralności zawita na teatralne deski. „Czarodziejska góra” to najnowsza wspólna produkcja Białostockiego Teatru Lalek i Teatru Malabar Hotel, które specjalizują się w teatrze formy.

- Z pewną bezczelnością bierzemy się za tak duże tematy, bo lubimy takie wyzwania i sprawdzamy, czy to będzie katastrofa. Dobrze się stało, że wzięła się za to ekipa niemiecka, bo ci twórcy na pewno lepiej czują tę literaturę - mówi Marcin Bartnikowski, który nie tylko gra w spektaklu, ale też odpowiada za dramaturgię, scenografię i kostiumy.

„Czarodziejską górę” reżyseruje duet z Niemiec - Hendrik Mannes i Antonia Christl.

- W tym dziele sprzed ok. stu lat o europejskiej polityce i społeczeństwie jest jakiś rodzaj nerwowej energii, która przepaja całą powieść. Pracując nad tym tekstem odkrywaliśmy na nowo tematy, które brzmią bardzo współcześnie - mówi reżyser. - „Czarodziejska góra” jest pewnego rodzaju dialogiem, dyskusją, komediowym kontrapunktem z opowiadaniem Manna „Śmieć w Wenecji”. Bardzo się starał żeby była czytana jako komedia. To jest bardzo widoczne w pierwszej części naszego spektaklu.

- Czytając tę powieść, odkrywaliśmy na nowo tematy, które brzmią wciąż współcześnie - dodaje Bartnikowski.

Na scenie zobaczymy aktorów Teatru Malabar Hotel, BTL oraz Magdalenę Dąbrowską i Cezarego Jabłońskiego, którzy niedawno skończyli Wydział Sztuki Lalkarskiej. Muzykę do spektaklu przygotowała Anna Stela. - Inspiruję się projektami scenograficznymi, kostiumami i scenariuszem. Staram się, by muzyka dodała jeszcze jedno piętro, żeby otwierała nowe przestrzenie w spektaklu - mówi kompozytorka.

Będzie dużo muzyki elektronicznej, trochę klasyki i jeden standard jazzowy. Jak w każdym „malabarskim” przedstawieniu ogromne znaczenie ma scenografia, kostiumy i lalki. W „Czarodziejskiej górze” pojawi się ogromny drewniany kościotrup autorstwa Wiesława Jurkowskiego, który powstał do legendarnego przedstawienia BTL „Niech żyje Punch”. Będą też inspiracje rzeźbą baroku hiszpańskiego. „Zagrają” tu także torby, karki, okulary, szkielet kota...

- Dużo tu śmierci, ale w wydaniu dowcipnym, a często też poetyckim. Do tematu śmierci i miłości podchodzimy z dużym dystansem i przymrużeniem oka - mówi Marcin Bikowski, który zaprojektował lalki. - To będzie dziwny miszmasz, ale bardzo ładny.

"Czarodziejska góra" na scenie. Teatr Malabar Hotel i BTL łączą siły

Anna Dycha, bialystokonline.pl, 9.11.2016

ROZWIŃ

Najbardziej znaną powieść Tomasza Manna "Czarodziejską górę" będzie można obejrzeć na scenie Białostockiego Teatru Lalek. To koprodukcja BTL-u i Teatru Malabar Hotel. Premiera 13 listopada.

- Jakiś czas temu wpadliśmy na pomysł, że z Teatrem Malabar Hotel wystawimy "Czarodziejską górę" - wspomina Jacek Malinowski, dyrektor Białostockiego Teatru Lalek. - Jak na literaturę niemiecką przystało, zaprosiliśmy reżysera z Niemiec - Hendrika Mannesa.

Za dramaturgię odpowiada Marcin Bartnikowski, a za współpracę reżyserską - Antonia Christl. Scenografię i kostiumy przygotowali Marcin Bartnikowski i Marcin Bikowski, a lalki - Marcin Bikowski. Muzykę skomponowała Anna Stela. W spektaklu występują aktorzy z zespołu BTL-u: Błażej Piotrowski i Wiesław Czołpiński oraz studenci Akademii Teatralnej - Magdalena Dąbrowska i Cezary Jabłoński, a także kompozytorka Anna Stela oraz Marcin Bikowski i Marcin Bartnikowski. Spektakl jest realizowany dzięki stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego przyznanego Marcinowi Bartnikowskiemu na napisanie scenariusza. Projekt wsparli także finansowo prezydent miasta i urząd marszałkowski.

Nerwowa energia i współczesne tematy

- Ten spektakl wpisuje się w działalność Teatru Malabar Hotel, który "przysysa się" do innych teatrów i wystawia przedstawienia na ich scenach - mówi Marcin Bartnikowski z Teatru Malabar Hotel. - Na scenie BTL-u wystawialiśmy już "Wesele", "Mewę" czy "Mistrza i Małgorzatę". Teraz współpraca jest najściślejsza. Zespół aktorski jest połączony - doświadczeni artyści grają ze studentami Akademii Teatralnej.

I dodaje: - Z pewną bezczelnością bierzemy się za duże tematy - a takim bez wątpienia jest "Czarodziejska góra" - i sprawdzamy, czy to będzie katastrofa.

Reżyser Hendrik Mannes przypomina, że "Czarodziejska góra" Tomasza Manna to dzieło sprzed około 100 lat. Przepowiada kataklizmy, które spadły na Europę w XX w. Posiada też pewien rodzaj nerwowej energii.

- Tomaszowi Mannowi w pisaniu tej powieści przeszkodziła I wojna światowa - mówi reżyser. - Wstrzymał nad nią pracę, potem do niej wrócił. Społeczeństwo przez ten czas się zmieniło i stwierdził, że jego dotychczasowa praca nie ma już takiej wartości. Zaczął przepracowywać temat, przepisywać książkę. Myślę, że to dało właśnie pewną nerwową energię.

- Czytając tę powieść, odkrywaliśmy na nowo tematy, które brzmią wciąż współcześnie - dodaje Bartnikowski.

Komediowy początek, dalej powaga

W "Czarodziejskiej górze" 23-letni Hans Castorp jedzie do Szwajcarii, by odwiedzić kuzyna, który przebywa w sanatorium "Berghof" dla gruźlików, położonym wysoko w górach. Pobyt zaplanowany na 3 tygodnie w rezultacie trwał 7 lat. Przerwał go dopiero wybuch I wojny światowej. Świat zastany przez Castorpa "na górze", tak odległy od normalności i różny od tego na "nizinie", to po mistrzowsku sportretowane panopticum napotkanych tam ludzi, dla których czas - konstytutywny czynnik powieści - upływa bez celu i bez refleksji. Dni spędzają pomiędzy jadalnią a leżakami sanatoryjnymi. Castorp wdaje się jednak w pełne humanistycznych idei rozmowy.

Bartnikowski zwraca uwagę, że powieść Manna jest rodzajem negatywnej utopii o społeczeństwie, które nie musi pracować. To także swoista odpowiedź na opowiadanie "Śmierć w Wenecji".

Antonia Christl dodaje: - Ten spektakl zaczyna się komediowo, a potem rzecz nabiera coraz większej powagi.

Elektronika, kościotrup i duży dystans

Muzykę do spektaklu przygotowała Anna Stela:
- Inspiruję się projektami scenograficznymi, kostiumami i scenariuszem. Staram się, by muzyka dodała jeszcze jedno piętro, żeby otwierała nowe przestrzenie w spektaklu.

Będzie to muzyka elektroniczna z dodatkiem klasyki, wykorzystany zostanie także jeden standard jazzowy.

- To będzie dziwny, ale bardzo ładny miszmasz - tak z kolei zapowiada scenografię Marcin Bikowski.

Towarzyszy jej pewna umowność. Wykorzystane zostaną lalki, formy plastyczne, nie zabraknie grania obrazem. Zagra też drewniana lalka kościotrupa zaprojektowana przez Wiesława Jurkowskiego do przedstawienia "Niech żyje Punch!".

- Przez przypadek znaleźliśmy ją w magazynie, była fragmentem dekoracji. Zaczęliśmy próby z tą lalką, inspirowała nas do działania - przyznaje Bikowski.

W warstwie plastycznej odnaleźć będzie też można inspirację rzeźbą baroku hiszpańskiego.

Jak zapewnia Bikowski: - Do tematu śmierci i miłości podchodzimy z dużym dystansem i przymrużeniem oka.

GALERIA

RECENZJE

Teatr Malabar Hotel - Czarodziejska góra wciąż uwodzi

Jerzy Doroszkiewicz, "Kurier Poranny", 14.11.2016

ROZWIŃ

Teatr Malabar Hotel wspólnie Białostockim Teatrem Lalek wyprodukował i przedstawił swoją wizję „Czarodziejskiej góry” Tomasza Manna. Świetne pomysły, wsparte hipnotyzującą grą młodych aktorów sprawiają, że do chce się natychmiast sięgnąć do książki. Bo cztery godziny to za mało!

Tu każdy z aktorów oprócz Marcina Bartnikowskiego odpowiedzialnego również za dramaturgię ma do zagrania kilka postaci. Od pierwszej sceny widać, że klasyczne dla Teatru Malabar połączenia lalek z żywym planem będą odgrywały tu niepoślednią rolę, choć wstępem jest powracająca w scenie niezwykłej uczty postać karlicy. Ale co tam karlica. Skoro jesteśmy w sanatorium dla gruźlików nie tylko będziemy mogli obserwować świetnie zagrane kompulsywne obżarstwo. Wzmożony apetyt seksualny na sporych rozmiarów manekinie zademonstruje Magdalena Dąbrowska. Chwilę później jest już mężczyzną, zaś Marcin Bartnikowski staje się obiektem ataków śmiertelnie chorych dam, uczestnicząc w biesiadach przy sanatoryjnym stole. Współczesne rekwizyty czy li tylko sygnały mówiące o zmianie charakteru postaci (bezapelacyjnie świetny i do rozpuku komiczny Błażej Piotrowski w roli równie wyuzdanej, co głupiej kuracjuszki) wystarczają młodym aktorom do podkreślenia zmiany scenicznej osobowości. Tak samo przydaje się dyktafon – jakby nieodzowne narzędzie współczesnego terapeuty psychiatry, co kawałek czerwonej peruki. Kiedy towarzyskie dysputy schodzą na płaszczyznę śmierci, początkowo pojawiają się niewielkie kościotrupy, wciąż obecny szkielet kota, ale kiedy sprawy przybierają poważniejszy obrót, na scenę wkracza odnaleziony w teatralnych magazynach gigantyczny kościotrup wg projektu Wiesława Jurkowskiego z przedstawienia Niech żyje Punch!. Analizując nazwisko eterycznej piękności (w tej roli także kompozytorka hipnotyzujących elektronicznych fraz Anna Stela) lodowato nieczułej Kławdii Chauchat mamy do czynienia z francuskimi słowami połączonymi w gorącą kotkę. Czyżby szkielet pupila oznaczał, że w sanatorium jest tylko Królową Śniegu? Zresztą śnieg, narciarstwo i śnieżna zamieć przedstawione przy pomocy wentylatora, skrawków papieru i kilku zszytych prześcieradeł to jeszcze jeden dowód na nieograniczoną wyobraźnię Malabaru, niemieckich reżyserów i magię żywego teatru razem wzięte.

Albo scena prześwietlenia. Jak pokazać wnętrze człowieka, działanie promieni Roentgena za pomocą drewnianego pudełka i kłębków nici? To trzeba koniecznie zobaczyć. Apogeum pomysłowości to zdecydowanie scena sylwestrowego balu, kiedy uczestniczymy w tańcach pomysłowo sprzężonych ze sobą kościotrupów. Aż się prosi o fotosy… Wcześniejsza rozmowa o ciele zilustrowana workiem z krwawą wydzieliną, którą pożerają tak samo łapczywie co lubieżnie niektórzy pensjonariusze jest równie plastyczna i wieloplanowa. A kiedy Bartnikowski – Castorp opowiada o protoplazmie, Anna Stela i Marcin Bikowski, jak nie przymierzając w „kalamburach” pantomimą ilustrują biologiczne mądrości.

Zupełnie inaczej zilustrowana została mądrość żydowskiego konwertyty. Dawny Lejb dostaje imię papieża Leona choć nazwisko Naphta zdradza jego korzenie. Jako świeży katolik cały składa się z krzyżyków i różańców, i jak przystało na satyrycznie obrazowanego przedstawiciela Kościoła, bliższe jest mu zainteresowanie złem i cielesnością niż dobrem. Marcin Bartnikowski bardzo naturalnie, nie tracąc młodzieńczej naiwności, wypowiada sławetne frazy „pozwól mi wchłaniać woń skóry pod twoimi kolanami, gdzie kunsztowna torebka stawowa wydziela swą śliską maź!” zakończone oziębłą odpowiedzią Rosjanki iż jego oświadczenia miłosne są „takie niemieckie”.

Błażej Piotrowski świetnie ogrywa decyzję Joachima Ziemssena o opuszczeniu sanatorium i wstąpieniu do wojska. Najpierw to tylko intonacja głosu, która nawet dyletantom nie znającym tekstu książki sygnalizuje, że mamy do czynienia z jakąś fascynacją służbami, wreszcie wzucie wojskowych trepów. Kiedy kuracjusze zastanawiają się, w jaki sposób rozkładowi ulega ludzkie ciało, ich rozterki ilustruje mały kościotrupek ekspresyjnie animowany przez Marcina Bikowskiego. Gdzieś spośród niekończących się dyskusji (wszak pobyt Castorpa przeciąga się w powieści do siedmiu lat) pojawiają się idee poprawy rasy, ale nikną w ciągu rozważań o istocie życia i śmierci. Śmierć zabiera kuzyna Castorpa, owego Joachima, który pojawia się na scenie z przypiętymi skrzydłami. Tu także pojawi się Wiesław Czołpiński w roli Holendra Peeperkorna, czyli według znawców nazwiska sygnalizującego spożywanie dużych ilości zbożowych alkoholi. Przypominający hipisowskiego guru, powracający do sanatorium wraz z Kławdią zachęca Castorpa do złożenia pocałunku na czole Rosjanki jednak młody inżynier ucieka przed namiętnością. Czyżby fascynacja cokolwiek demonicznym 60-latkiem zwyciężyła, a może ujawnia się tu jego prawdziwa natura, skoro do ruszenia w odległą podróż popchnęło go uczucie do kuzyna. Może wyznanie miłości do lodowatej Chauchat było tylko pokłosiem romantycznych lektur, jakże popularnych w XIX-wiecznych Niemczech?

Zanim Holender popełni samobójstwo widzowie mogą obserwować cudowną scenę orgiastycznego przyjęcia, gdzie powraca lalka karlicy, z ogromnym wyuzdaniem traktująca atrybut z jakim nie rozstaje się starzec, prostymi symbolami Malabar Hotel przedstawia także śmierć Naphty. Zanim umrą mentorzy Castorpa on sam doświadcza symbolicznie śmierci, kiedy nagle pojawia się w centrum sceny, zawinięty jakby w całun, z kuracjuszami pochylającymi się nad nim jak w barokowych malowidłach. Książkowy Hans ulega fascynacji muzyką z gramofonu. Nic zatem dziwnego, że białostocką adaptację „Czarodziejskiej góry” kończy duet Bikowski-Stela śpiewający oldschoolową melodię w rytm grającej na ukulele Annie Steli. Pewnie to także jej pomysł, by kilka scen zilustrować niepokojącymi dźwiękami klarnetu, nieco kojarzącymi się z muzyką Mikołaja Trzaski do „Domu złego”, a wygranymi przez absolwentkę szkoły muzycznej Magdalenę Dąbrowską. Ona też gra w pewnym momencie klasyczny temat na pianinie i nuci wspólnie ze Stelą „Habanerę” z opery „Carmen”.

„Czarodziejska góra”, nota bene zrealizowana dzięki Stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego przyznanego Marcinowi Bartnikowskiemu na napisanie scenariusza, zachwyca. To istota teatru i wynik międzynarodowej współpracy zarówno artystycznej jak i instytucjonalnej. Aż się nie chciało wychodzić na przerwy.

"Czarodziejska góra" zachwyca. Klasyka według Teatru Malabar Hotel

Anna Dycha, bialystokonline.pl, 15.11.2016

ROZWIŃ

Pełna zaskakujących lalek, oryginalnych form plastycznych, ze scenografią i kostiumami nawiązującymi do współczesności, z elektroniczną muzyką i aktorami wcielającymi się w kilka ról. Taka jest sceniczna wersja "Czarodziejskiej góry".

Wystawiony w BTL-u spektakl to koprodukcja Teatru Malabar Hotel i Białostockiego Teatru Lalek. Mierzenie się z "Czarodziejską górą" wymaga odwagi, czego nie kryli nawet sami realizatorzy podczas prób. Wszak to najsłynniejsza powieść Tomasza Manna, jedno z najbardziej wpływowych dzieł literatury w XX w. Jaka jest więc interpretacja na scenie BTL-u? W trwającym 4 godziny spektaklu roi się od oryginalnych pomysłów scenicznych. Przedstawienie wyreżyserowane przez Hendrika Mannesa z Niemiec jest przesycone duchem Teatru Malabar Hotel - grupy, która nie lubi oczywistych rozwiązań i ceni artystyczną wolność.

Gorączka trawi kuracjuszy

Akcja "Czarodziejskiej góry" toczy się przed I wojną światową w Szwajcarii, w luksusowym uzdrowisku Berghof w Davos w Alpach. Głównym bohaterem jest 23-letni Hans Castorp, który przyjeżdża w odwiedziny do swojego kuzyna Joachima Ziemssena. W sanatorium dla gruźlików trawionych przez gorączkę miał przebywać 3 tygodnie, ale jego wizyta nieoczekiwanie się wydłuża. Okazuje się, że musi pozostać tu jako pacjent.

Z każdym dniem Castorp wsiąka w atmosferę uzdrowiska, w filozoficzne rozmowy przy stole, uczy się werandowania i poznaje mieszkańców Berghofu. Pana Settembriniego - pisarza i myśliciela z Włoch, błyskotliwego humanistę, którego wpływowi ulega. Przeciwieństwem Settembriniego jest Leon Naphta, były jezuita o poglądach romantycznych. Z kolei dr Krokowski słynie z wykładów o miłości i śmierci. Najważniejszym lekarzem w sanatorium jest radca Behrens. To jednak Kławdii Chauchat Castorp poświęca najwięcej uwagi. Zakochuje się w Rosjance, kojarzącej mu się z 13-letnim chłopcem Przybysławem Hippe, od którego w szkole pożyczał ołówek. Nigdy oficjalnie jej nie poznaje, ale na balu przebierańców wyznaje kobiecie miłość. Ta następnego dnia wyjeżdża z Berghofu.

Trupia biel, lalki i elektronika

W jednej z pierwszych scen spektaklu bohaterowie usadzeni za stołem toczą żywiołowe dysputy. Błażej Piotrowski potrafi widowiskowo zagrać panią Stöhr (występuje też w roli Joachima i jego matki), a Marcin Bikowski jako Settembrini z wykrzywioną od grymasu twarzą naśladuje piwowara z Halle. Wokół leżą białe sztuczne kwiaty (jak na pogrzebie), stoją szklane karafki, wazony, a na tacy spoczywa trupia czaszka.

Motyw śmierci jest tu wszechobecny i kluczowy. Znajdziemy go w kostiumach - koszulki i skarpety z trupią czaszką. Przygotowane przez Marcina Bartnikowskiego i Marcina Bikowskiego stroje mają współczesny charakter. Dżinsowe spodnie (czasem hipstersko wywinięte), swetry, marynarka, dresowe bluzy i spodnie, adidasy, buty traperki, szpilki. Ten ruch przenosi bohaterów w nasze czasy, ale pozostawia ich życiowe filozofie. Śmierć daje znać o sobie także w warstwie scenograficzno-lalkowej. Trupia biel wyścieła scenę. Magdalena Dąbrowska (w dalszej części spektaklu w roli radcy Behrensa) głaszcze szkielet kota.

Większe wrażenie robi lalka przedstawiająca śmierć w kryzie z niebieskimi błyszczącymi oczami, animowana przez Marcina Bikowskiego (odpowiada za wszystkie lalki). Pojawia się ona w momentach, gdy któryś z bohaterów żegna się z życiem. Towarzyszy temu również niepokojąca, elektroniczna muzyka (jej autorką jest Anna Stela, występuje także w spektaklu w roli Kławdii Chauchat). Zaskakują fragmenty z klarnetem i aria z "Carmen".

Mamy też jeszcze jedną lalkę kościotrupa. Duża, drewniana konstrukcja została zaprojektowana przez Wiesława Jurkowskiego do spektaklu "Niech żyje Punch!" (można ją było kiedyś oglądać w kawiarni Lalek). Realizatorzy znaleźli ją w magazynie i postanowili umieścić w spektaklu.

Nad sceną wisi palący się napis "Der Zauberberg" ("Czarodziejska góra" po niemiecku), a na starym monitorze komputera wyświetlany jest film z drogi do górskiego uzdrowiska. Wszystko to tworzy urozmaiconą, ale zaskakująco spójną całość.

Taniec śmierci i #skelfie

Ciekawe sceniczne rozwiązania możemy oglądać w scenie, w której Hans Castorp i Joachim Ziemssen odwiedzają laboratorium rentgenowskie. Scenę zaczynają oplatać sznurki w różnych kolorach, imitujące system naczyń limfatycznych. W centrum bije czerwone serce. Z powieszonej na stojaku do kroplówki torebki wycieka czerwona żelowa substancja. Jest też drewniane pudełko przypominające sprzęty wykorzystywane w tego rodzaju badaniach. Pacjenci odkrywają tajemnice swojego wnętrza.

Kulminacyjnym momentem spektaklu jest bal przebierańców, w którym Hans Castorp zrzuca dresową bluzę i zostaje w czerwonym T-shircie z trupimi czaszkami i napisem "#skelfie" (skrzyżowanie angielskich słów "skeleton" i "selfie"). Wszak to "Czarodziejska góra" w czasach Facebooka! Bawiący się w rytm elektronicznej muzyki kuracjusze - niedługo będą już kościotrupami - co chwila robią sobie zdjęcia. Zabawa jeszcze bardziej się rozkręca, gdy na scenę wchodzą aktorzy ze specjalnymi konstrukcjami, na których umieszczone są szkielety. To się nazywa prawdziwy taniec śmierci!

Splątane różańce i igliwie we włosach

W drugim akcie spektaklu pojawia się Naphta. Jego postać jest niezwykle oryginalna. To jedynie biała głowa z przyczepionymi do niej różnokolorowymi różańcami i drewnianymi krzyżykami. Tę formę Bikowski często opiera o barki, zestawia z własną twarzą, jakby się w niej przeglądał. Ciekawy to zabieg - przypomnijmy, że aktor występuje też w roli Settembriniego, który toczy spór z Naphtą.

Do galerii postaci w trzecim akcie dołącza Mynheer Pepperkorn (Wiesław Czołpiński) - holenderski towarzysz Kławdii Chauchat. Spektakl zaczyna przypominać orgię (przecież gruźlicy mają wzmożony apetyt nie tylko na jedzenie, ale też na seks). Orgia to dość nietypowa - aktorzy leżą na stosie manekinów, nie brakuje tu też bezpruderyjnej, roznegliżowanej lalki. Wycieczka do lasu też jest nietypowa - oznacza wysypanie na aktorów kilku worków igliwia, którego zapach niesie się po sali.

Kryzys wartości we współczesnej Europie

"Czarodziejska góra" to nie tylko opowieść o miłości, przemijaniu i śmierci, ale przede wszystkim o kryzysie europejskich wartości. O odciętej od świata społeczności, w której do głosu dochodzą różne ideologie - racjonalizm, komunizm czy romantyzm. To one walczą o zawłaszczenie ludzkich serc i umysłów.

Białostocko-niemiecki spektakl wyróżnia rodzaj nerwowej energii - zarówno w sposobie opowiadania, jak i pomiędzy bohaterami oraz aktorami. Przypomina, że dzieło sprzed stu lat nie straciło na aktualności. Przejrzeć może się w nim współczesna Europa. Realizacja pokazuje też, jak klasykę Tomasza Manna można przefiltrować przez własną wyobraźnię. Efekt jest nie tylko zaskakujący, ale prawdziwie inspirujący.

Czarodziejska góra, czyli niekonwencjonalne spotkania na szczycie

Anna Kopeć, "Kurier Poranny" / Magazyn "Magnes", 28.11.2016

ROZWIŃ

„Czarodziejska góra” – klasyka literatury niemieckiej, jedno z najbardziej uznanych dzieł Tomasza Manna – przefiltrowana przez Białostocki Teatr Lalek i specjalizujący się w witkiewiczowskim teatrze formy Teatr Malbar Hotel magnetyzuje rozmachem, oryginalną plastyką i nad wyraz aktualnym wydźwiękiem. Trwający niemal 4 godziny spektakl w reżyserii Hendrika Mannesa i Antonii Christl ani na chwilę nie traci swojego rytmu.

Wypełniona nerwową energią filozoficzna polemika o miłości, chorobie trawiącej ciało i duszę, cielesności i wartości człowieka zaskakuje oryginalną kompozycją, która pociąga za sobą kolejne gesty, słowa, sceny...

Oprócz Marcina Bartnikowskiego, który wciela się tu w głównego bohatera Hansa Castorpa, każdy z aktorów gra po kilka intrygujących postaci. Co ważne, fantastycznie potrafią je rozdzielić nie tracąc przy tym kontaktu z widzami. „Czarodziejska góra” jest bowiem spektaklem interaktywnym – aktorzy często zwracają się do widowni, która nie jest całkowicie wygaszona.

Doborowe towarzystwo spotyka się w luksusowym sanatorium w Alpach. Tu w odwiedziny do swojego kuzyna Joachima Ziemssena przyjeżdża wspominany Hans. Na początku zapiera się, że zabawi tu zaledwie trzy tygodnie. Jednak na skutek dziwnych okoliczności i intryg zostaje tu na dużo dłużej i na dobre zatraca się w atmosferze tajemniczego uzdrowiska. Tytułowa góra to miejsce niezwykle. Panują tu dość niekonwencjonalne stosunki. Oprócz wzmożonego apetytu pacjentów charakteryzuje też podwyższone libido. W czasie kokieteryjnych dysput przy suto zastawionym stole poznajemy panią Stöhr (brawurowa rola komicznego Błażeja Piotrowskiego) – kuracjuszkę, która ochoczo „zaleca się nie tylko do zaleceń lekarza”, tajemniczą Rosjankę wyobcowaną Kławdię Chauchat (doskonała Anna Stela), która hipnotyzuje Hansa Castorpa, dr Krokowskiego (interesujący Cezary Jabłoński) specjalizującego się w prelekcjach o miłości i śmierci, radcę Behrensa (wielotwarzowa Magdalena Dąbrowska) czy filozofa, humanistę z Włoch Pana Settembriniego (znakomity Marcin Bikowski). W drugiej części przedstawienia do galerii tych osobowości dołącza Mynheer Pepperkorn (efemeryczny Wiesław Czołpiński), którego pojawienie się wywołuje niemały zamęt w życiu pacjentów.

Sporo tu naturalizmu. Wyznania miłosne Castorpa nawiązują do ludzkiej fizjologii. Zdegustowana tym pani Chauchat komentuje, że oświadczyny są „bardzo gruntowne, takie niemieckie”.

Przestrzeń sanatorium jest sterylna, nieskazitelnie biała, by nie powiedzieć trupioblada. Motyw śmierci jest tu znaczący – obecny jest w kostiumach, pomysłowych lalkach. Potężny drewniany kościotrup Wiesława Jurkowskiego znany z legendarnego przedstawienia „Niech żyje Punch!” wykorzystywany jest w scenach śmierci, ale też w erotycznym tańcu. Fenomenalna scena rozrywa się w laboratorium rentgenowskim. Tu kuracjusze mogą zdobyć „portret wewnętrzny”, którym następnie dzielą się z ukochanymi. Klatka piersiowa to drewniana skrzynka, z której rozciąga się sieć czerwonych nici imitujących ludzki krwioobieg.

Niezwykle plastyczną sceną jest bal karnawałowy. Kuracjusze bawią się w rytm eklektycznej muzyki skomponowanej przez Annę Stelę. Istny danse macabre rozgrywa się gdy wychodzą aktorzy sprzężeni w konstrukcjach ze szkieletami. Scenografia i kostiumy to wspólne dzieło Marcina Bartnikowskiego i Marcina Bikowskiego. Ten drugi skonstruował także mroczne lalki. Jedną z ciekawszych jest postać jezuity Leona Naphty – ideologiczny przeciwnik Pana Settembriniego. To biała maska obwieszona koralikami różańców, krzyżykami i wotami dziękczynnymi. Formę tę animuje Bikowski tak, jakby toczył z nim nieustanną dyskusję (aktor wciela się także w postać Włocha).

„Czarodziejska góra” to pełne nerwowej energii wizyjne przedstawienie o istocie miłości, przemijaniu, dojrzewaniu, chorobie wyniszczającej europejskie społeczeństwo i idei poprawy rasy. Niezwykle wymowna historia na dzisiejsze, niespokojne czasy.

Miłość, energia, gruźlica

Monika Woronicz, teatrdlawas.pl, 13.11.2016

ROZWIŃ

„Czarodziejska góra” to najnowszy spektakl powstały przy współpracy Białostockiego Teatru Lalek oraz Teatru Malabar Hotel, specjalizującego się w witkacowskim teatrze formy. W tym wydaniu prawie stuletnia powieść Tomasza Manna o miłości, chorobie i śmierci zaskakuje swoją aktualnością.

Chociaż na scenie widzimy zaledwie siedmiu aktorów, artyści przedstawiają widzowi cały wachlarz przeróżnych charakterów. W inscenizacji ogromną rolę odgrywają lalki oraz rekwizyty. To one sprawiają, że poważny doktor w jednej chwili może zmienić się w (pozornie) nieśmiałą karlicę.

„Czarodziejska góra” jest filozoficzną dysputą na temat dobra i zła, pojęcia miłości jako choroby doprowadzającej człowieka do śmierci, cielesności oraz prawdziwej wartości człowieka.

Koprodukcja obu teatrów jest rewelacyjnie zakomponowanym ciągiem zdarzeń, gdzie jeden gest, słowo, skojarzenie automatycznie pociąga za sobą drugie.

Twórcy spektaklu w niezwykle ciekawy sposób odnieśli się do koncepcji miłości. W szpitalu, gdzie leczy się chorych na gruźlicę, zamiast zdjęcia ukochanej w portfelu nosi się RTG jej płuc, kochankowie zwracają się do siebie w różnych językach, wyznając sobie miłość zachwycają się gruczołami potowymi oraz torebkami stawowymi.

Autorami scenografii są Marcin Bikowski i Marcin Bartnikowski, założyciele Teatru Malabar Hotel. Wszystko, co dzieje się na scenie sprawia wrażenie kontrolowanego bałaganu, co doskonale wpisuje się w konwencję całego przedstawienia. Ciekawym pomysłem jest fakt, że aktorzy ani przez chwilę nie tracą kontaktu z widownią - zadają jej pytania, spoglądają w oczy zaciekawionych widzów. Światło na widowni nie jest do końca zgaszone, sprawia to wrażenie jakby „współtworzenia” historii przez oglądających.

Cały spektakl składa się ze szczegółowo dopracowanych epizodów - „perełek”. Na uwagę zasługują rewelacyjnie przygotowane monologi, scena balu z kościotrupami oraz wywoływania z zaświatów zmarłych dusz.

Warto zauważyć, że w tym przedstawieniu obok doświadczonych artystów w jednym rzędzie z nimi stają świeżo upieczeni absolwenci Wydziału Sztuki Lalkarskiej - Cezary Jabłoński oraz Magdalena Dąbrowska.

Spektakl Hendrika Mannesa zaskakuje odbiorców swoją symboliczną formą. Czterogodzinne widowisko wciska widza w fotel, z każdą minutą zadziwia swoją perfekcją i doskonałością. Młodość, energia i witalność uzewnętrznione na scenie, okraszone wieloletnim doświadczeniem Wiesława Czołpińskiego (BTL), tworzą wysmakowaną inscenizacyjnie kompozycję scalającą treść z formą, którą warto zobaczyć!

MULTIMEDIA

odtwórz Trailer spektaklu "Czarodziejska Góra"
Trailer spektaklu "Czarodziejska Góra"

Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów na stronie.

Do góry btl kształt