Zobacz opis Zobacz opis sztuki: FAZA REM PHASE
Kategoria BTL OFF
KATEGORIA WIEKOWA Dla młodzieży i dorosłych
CZAS TRWANIA 90 minut

FAZA REM PHASE

OPIS

FAZA REM PHASE

Ja, Chuang Tzu, śniłem kiedyś, że jestem motylem, który latał tu i tam. W każdym calu motylem. Byłem świadom, że jestem motylem, nie wiedziałem zaś nic o tym, iż jestem człowiekiem. Wtem obudziłem się i ujrzałem, że znowu jestem zwykłym Ja. Teraz nie wiem już: czy byłem człowiekiem śniącym, że jest motylem, czy motylem śniącym, że jest człowiekiem.

Teatralna analiza marzeń sennych przeprowadzana przez aktorów z Niemiec i Polski.

Punktem wyjścia do pracy nad spektaklem są sny, czyli świat, który leży na uboczu realności, a w którym poruszamy się, żyjemy i działamy. Czym jest świat marzeń sennych: innym światem odwiedzanym przez wszystkich śniących, indywidualną przestrzenią, w której fale mózgowe mamią obrazami, odrębną rzeczywistością? Jakich narzędzi potrzeba, by zbadać tę dziedzinę nauki dotyczącą snów? Jakich środków teatralnych, muzycznych czy obrazowych użyć, by do nich dotrzeć?

Po sukcesie sztuki Krabat spektakl REM to kolejna wspólna realizacja teatrów Wilde&Vogel (Niemcy) i Grupy Coincidentia (Polska), do której dołączyła dwójka młodych aktorów z Białostockiego Teatru Lalek, dwoje absolwentów kierunku: teatr lalek Państwowej Wyższej Szkoły Muzyki i Sztuk Scenicznych w Stuttgarcie - Lehmann & Wenzel - oraz rysownik i grafik Robert Voss.

„Czy nie macie już żadnych snów, dzikich czy delikatnych, pomiędzy dwoma ciężkimi dniami? A czy nie wiecie przypadkiem, dlaczego niekiedy stara baśń, krótka piosenka, nawet tylko takt piosenki, bez trudu wdziera się w serca, do których walimy krwawiącymi pięściami?” Anna Seghers

 

Produkcja Figurentheater Wilde&Vogel (Leipzig, Stuttgart) i Grupy Coincidentia (Białystok) w koprodukcji z Białostockim Teatrem Lalek, FITZ! Stuttgart oraz Lindenfels Westflügel Leipzig.

Projekt zrealizowany przy wsparciu finansowym: Kulturamt Leipzig, Kulturstiftung des Freistaates Sachsen, Fonds darstellende Künste, Programm Scenenwechsel der Robert Bosch Stiftung und des Internationalen Theaterinstituts, Urzędu Miejskiego w Białymstoku, Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podlaskiego, Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach stupendium „Młoda Polska”.

9 września 2014
Konferencja prasowa przed premierą Fazy REM Phase
Zobacz
12 września 2014
Premiera: Faza REM Phase
Zobacz
22 - 25 września 2014
Faza REM Phase w Niemczech
Zobacz
23 - 31 października 2014
Faza REM Phase w w Stuttgarcie
Zobacz
13 - 15 maja 2015
Faza REM Phase w Norymberdze i Erlangen
Zobacz
18 - 23 września 2015
Faza REM Phase za granicą
Zobacz
25 października 2015
Faza REM Phase w Monachium
Zobacz
26 - 28 listopada 2015
Faza REM Phase w Lipsku
Zobacz
20 maja 2016
Teatr na Obcasach / Faza REM Phase
Zobacz
4 - 10 października 2018
"Faza REM Phase" wyrusza w świat
Zobacz

TWÓRCY

reżyseria, lalki i scenografia
Michael Vogel (Niemcy)
muzyka na żywo
Charlotte Wilde (Niemcy)
grafiki
Robert Voss (Niemcy)
asystentka reżysera
Katharina Muschiol (Niemcy)

OBSADA

Samira Lehmann

Samira Lehmann

(gościnnie)

Dagmara Sowa

Dagmara Sowa

(gościnnie)

Paweł Chomczyk

Paweł Chomczyk

(gościnnie)

Robert Voss

Robert Voss

(gościnnie)

Stefan Wenzel

Stefan Wenzel

(gościnnie)

ZAPOWIEDZI PRASOWE

Faza Rem Phase. Czyli jak Polacy i Niemcy analizują sny

moż, "Gazeta Wyborcza", 10.09.2014

ROZWIŃ

Byłem motylem? Czy tylko śniłem? W Białostockim Teatrze Lalek trwają ostatnie próby do spektaklu "Faza REM Phaze" - premiera już w piątek, 12 września.

To międzynarodowa koprodukcja - spektakl firmowany jest przez Grupę Coincidentia oraz Figurentheater Wilde&Vogel przy współpracy z BTL oraz stuttgarckim FITZ!

Ci, którzy zachwycili się ich ostatnim wspólnym dziełem - wizyjnym "Krabatem", liczą pewnie na podobne klimaty. Tym razem twórcy przygotowali teatralną analizę marzeń sennych - studium nad fazą snu REM - realizowane w planie żywym i lalkowym.

Jeden z bohaterów spektaklu mówi: "...Ja, Chuang Tzu, śniłem kiedyś, że jestem motylem, który latał tu i tam. W każdym calu motylem. Byłem świadom, że jestem motylem, nie wiedziałem zaś nic o tym, iż jestem człowiekiem. Wtem obudziłem się i ujrzałem, że znowu jestem zwykłym Ja. Teraz nie wiem już: czy byłem człowiekiem śniącym, że jest motylem, czy motylem śniącym, że jest człowiekiem".

- Punktem wyjścia do pracy nad spektaklem są sny, czyli świat, który leży na uboczu realności, a w którym poruszamy się, żyjemy i działamy. Czym jest świat marzeń sennych: innym światem odwiedzanym przez wszystkich śniących, indywidualną przestrzenią, w której fale mózgowe mamią obrazami, odrębną rzeczywistością? Jakich narzędzi potrzeba, by zbadać tę dziedzinę nauki dotyczącą snów? Jakich środków teatralnych, muzycznych czy obrazowych użyć, by do nich dotrzeć? - mówią o spektaklu jego realizatorzy.

Do twórców teatru niemieckiego Wilde&Vogel (Michael Vogel odpowiada za reżyserię, scenografię i lalki, Charlotte Wilde - za muzykę na żywo) i aktorów Grupy Coincidentia (Paweł Chomczyk i Dagmara Sowa) dołączyła dwójka młodych aktorów z Białostockiego Teatru Lalek - Łucja Grzeszczyk oraz Michał Jarmoszuk oraz dwoje absolwentów Państwowej Wyższej Szkoły Muzyki i Sztuk Scenicznych w Stuttgarcie - Samira Lehmann i Stefan Wenzel, a także rysownik i grafik Robert Voss, który jest autorem grafik. Asystentką reżysera jest Katharina Muschiol (Niemcy).

Spektakl będzie można zobaczyć też w sobotę i niedzielę (13-14.09) o godz. 18, potem zaprezentowany zostanie na scenach Lindenfels Westfluegel w Lipsku oraz FITZ! w Stuttgarcie.

******

"Czy nie macie już żadnych snów, dzikich czy delikatnych, pomiędzy dwoma ciężkimi dniami? A czy nie wiecie przypadkiem, dlaczego niekiedy stara baśń, krótka piosenka, nawet tylko takt piosenki, bez trudu wdziera się w serca, do których walimy krwawiącymi pięściami?" - Anna Seghers

BTL wystawia Faza REM Phase

(dor), "Kurier Poranny", 9.09.2014

ROZWIŃ

Animowane pająki, wizualizacje sennych marzeń, muzyka na żywo i dużo więcej czeka na miłośników teatru, którzy przyjdą na międzynarodowy spektakl "Faza REM Phase" do Białostockiego Teatru Lalek.

Łucja Grzeszczyk, Samira Lehmann, Dagmara Sowa, Paweł Chomczyk, Michał Jarmoszuk, Robert Voss, Stefan Wenzel biorą udział w teatralnym projekcie Kulturamt Leipzig, Kulturstiftung des Freistaates Sachsen, Fonds darstellende Künste, Programm Scenenwechsel der Robert Bosch Stiftung und des Internationalen Theaterinstituts, Urzędu Miejskiego w Białymstoku, Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podlaskiego, Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach stupendium „Młoda Polska”.

To teatralna analiza marzeń sennych przeprowadzana przez aktorów z Niemiec i Polski. Punktem wyjścia do pracy nad spektaklem są sny, czyli świat, który leży na uboczu realności, a w którym poruszamy się, żyjemy i działamy.

Czym jest świat marzeń sennych: innym światem odwiedzanym przez wszystkich śniących, indywidualną przestrzenią, w której fale mózgowe mamią obrazami, odrębną rzeczywistością?

Spektakl stawia pytania: Jakich narzędzi potrzeba, by zbadać tę dziedzinę nauki dotyczącą snów? Jakich środków teatralnych, muzycznych czy obrazowych użyć, by do nich dotrzeć?

Po sukcesie sztuki Krabat spektakl REM to kolejna wspólna realizacja teatrów Wilde&Vogel (Niemcy) i Grupy Coincidentia (Polska), do której dołączyła dwójka młodych aktorów z Białostockiego Teatru Lalek, dwoje absolwentów kierunku: teatr lalek Państwowej Wyższej Szkoły Muzyki i Sztuk Scenicznych w Stuttgarcie - Lehmann & Wenzel - oraz rysownik i grafik Robert Voss.

W spektaklu muzyka powstaje na żywo, na oczach widzów.

Premiera już w piątek, 12 września, o godz. 18.

Zbadają sen na teatralnej scenie. I to na naszych oczach

Urszula Krutul, "Gazeta Współczesna", 12.09.2014

ROZWIŃ

Ten spektakl ma bardzo osobliwą strukturę - mówi Paweł Chomczyk, aktor z Grupy Coincidentia. - Grupa naukowców czy też artystów, lalkarzy, spotyka się w jakimś dziwnym miejscu. Próbuje przy pomocy narzędzi artystycznych dowiedzieć się czegoś więcej o fazie snu REM, niż jest to możliwe z literatury, filmu czy muzyki. Punktem wyjścia do pracy nad spektaklem "Faza REM Phase" są sny, czyli świat, który leży na uboczu realności, a w którym poruszamy się, żyjemy i działamy.

Po sukcesie sztuki "Krabat" to kolejna wspólna realizacja niemieckiego teatru Figurentheater Wilde&Vogel i białostockiej Grupy Coincidentia. Do tych artystów dołączyła dwójka młodych aktorów z Białostockiego Teatru Lalek - Michał Jarmoszuk i Łucja Grzeszczyk. W spektaklu gra też dwoje absolwentów kierunku teatr lalek Państwowej Wyższej Szkoły Muzyki i Sztuk Scenicznych w Stuttgarcie - Samira Lehmann i Stefan Wenzel. Z artystami współpracuje też rysownik i grafik Robert Voss oraz Charlotte Wilde (muzyka).

Spektakl "Faza REM Phase" to rzecz nowatorska i ciekawa. Na oczach widzów aktorzy będą badać zjawiska związane ze snem. Warto zobaczyć.

- Nie staramy się stworzyć kolejnego spektaklu, w którym pokażemy na scenie sen, jakąś oniryczną rzeczywistość - zapewnia Paweł Chomczyk. - Staramy się dotrzeć do tego snu i go wyciągnąć naszymi artystycznymi narzędziami, zatrzymać go.

- Staramy się szukać sposobów, by dowiedzieć się czegoś na temat fazy REM snu. Wykorzystujemy do tego środki związane z teatrem lalek - twierdzi Michael Vogel, reżyser. - To faza przed samym obudzeniem, bardzo aktywna, w której gałki oczne szybko się poruszają. My, w sposób artystyczny, chcemy przeprowadzić badania nad tą właśnie fazą snu. Zapraszamy widzów, żeby ocenili czy nam się udało.

Premiera spektaklu odbędzie się w piątek o godz. 18 w Białostockim Teatrze Lalek (ul. Kalinowskiego 1).

GALERIA

RECENZJE

Patrz pan, mózg! Jak polsko-niemiecka ekipa bada sny

Monika Żmijewska, "Gazeta Wyborcza", 15.09.2014

ROZWIŃ

Kołysanki, upiorne strzygi, rozkwitające kwiaty, Hitler na rowerze, piasek w oczach... Gdzie to wszystko? We śnie, on wszystko pomieści, ani logiką, ani czasem się nie przejmuje. W surrealistyczne rejony snu z humorem zagląda międzynarodowa kompania: Figurentheater Wilde&Vogel oraz nasza rodzima Grupa Coincidentia. Efekt - jak zawsze, zaskakujący. Do zobaczenia w niedzielę (14.09), o g. 18

Spektakl "Faza REM Phase" powstał we współpracy z Białostockim Teatrem Lalek (i tam właśnie w weekend miał polską premierę) oraz stuttgarckim FITZ!

Niemcy: Michael Vogel i Charlotte Wilde oraz Coincidentia, czyli Dagmara Sowa i Paweł Chomczyk, już wielokrotnie współpracowali - dość przypomnieć wizyjnego, pełnego niezwykłych obrazów "Krabata". Ale też wcześniej Vogel razem z tymi aktorami (wówczas w Kompanii Doomsday) przygotowali "Salome", czy "Latającego Holendra" (jeszcze w Akademii Teatralnej). Świetne widowiska utrzymane w klimacie teatru ożywionej formy zapadały w pamięć, niektóre sceny, mimo upływu lat, ma się przed oczami do dziś. W najnowszym przedstawieniu do znanej dwójki z Coincidentii dołączają aktorzy BTL - Łucja Grzeszczyk oraz Michał Jarmoszuk, a także dwoje absolwentów szkoły aktorskiej ze Stuttgartu: Samira Lehmann i Stefan Wenzel.

Oko do publiczności

Ów międzynarodowy skład pochylił się teraz nad tematem obiecującym, bo snem, i to w fazie REM, a więc w fazie takiej, gdy mózg pracuje, a my śnimy. Dla mistrzów surrealistycznego obrazu to temat jak znalazł, choć niektórzy inscenizacyjnymi zabiegami mogą być zaskoczeni. Oto bowiem twórcy kpiąco sprowadzają analizę sennych rojeń do laboratoryjnej, humorystycznej wiwisekcji, w której snom się przygląda przy pomocy halogenowej lampy, szklanych menzurek, dziwacznych mechanicznych "ustrojstw".

Szaleni laboranci sobie, a sen jednak sobie, prędzej czy później okaże się, że wszelkim próbom zmierzenia, zważenia, mądrym minom badaczy się oprze i wymknie, ulatując w niedostępne analizom rewiry (przy okazji też pod teatralny sufit). Możemy się mądrzyć, naukowo spierać, używać tajemniczo brzmiących terminów, a on - sen - i tak zwiedzie nas na manowce.

O poświęconej snom dziedzinie nauki twórcy spektaklu postanowili opowiedzieć, sprawdzić, jakich środków teatralnych i muzycznych można użyć, by do owego świata dotrzeć. Jeśli to w ogóle możliwe.

I opowiedzieli po swojemu.

Na poły ironicznie, na poły fantasmagoryjnie, z dystansem i powagą jednocześnie. Tak jak sen mami nasz mózg odrealnionymi obrazami, tak oni mamią widza teatrem ożywionej formy, w którym i frankensteinowskie, upiorne wątki się zmieszczą, i stare legendy, i popkulturowe ikony, i usypiające prastare kołysanki. Puszczają oko do publiczności, analizowanemu obiektowi zaglądają pod skórę (w plastycznej warstwie spektaklu niemal dosłownie!). A wszystko to w swoistym gabinecie osobliwości, gdzie grupka szalonych naukowców, jakby z kilku epok (bo przecież sen intrygował od zawsze) stroi srogie, mądre miny i rozbiera problem na części.

Gabinet sennego alchemika

Czegóż w tym laboratorium nie ma! Specjalnie przygotowana scenografia, podkreślająca zderzenie świata naukowego z nieuchwytnym, to choćby komiczna maszyneria do snu, pełna pokręteł (jak instruują twórcy: trzeba powiesić tam jeszcze żarówkę, "przez nią wchodzi światło, ono nam bije w oczy i wtedy widzimy sen"). Albo zestaw butelkowo-kabelkowo-lejkowy, przelewający wodę. Potrzebne są też, jak się okazuje wędki, lusterka, świeczki, latarenki, lampki, piórka, nożyczki, nawet filiżanka. W tym senno-alchemicznym laboratorium wszystko się najwyraźniej przyda, naukowcy piszą, mierzą, wzdychają pod nosem, czytają naukowe opisy. Sen ma prawdziwą architekturę, a ta zmienność warstw snu (bo, jak się dowiemy, nawet faza REM ma cykle) wydaje się objawiać też poprzez wielowarstwowość scenografii. Krzesła, stoliki, stoliczki, podwyższenia dla naukowców są tu różnych rozmiarów, panuje jakiś rodzaj hierarchii, uporządkowania w tym nieuporządkowanym świecie.

Upiorne pyszczki

Powaga miejsca co chwila jest zderzana z komicznymi minami, jakby naukowcy sami nie mogli usiedzieć we własnej skórze.

- Patrz pan, mózg! - mówi jeden z bohaterów (opowiadając dalej o neuronach, które, gdy człowiek jest w stanie czuwania, "odpalają dwa razy na sekundę").

W tym momencie na ziemi pojawia się dziwna, nieokreślona materia - rozciągnięta guma, skóra zrzucona przez zwierzę, sparciały kawałek lateksu (?). Cokolwiek to jest, i upiorne, i intrygujące zarazem, działa na wyobraźnię, a w rękach twórców nabiera życia. Taka jest też tajemnica teatru Vogla - ożywianie materii na oczach widza poprzez dotknięcie aktora - to prawdziwe misterium.

Aktorzy rozciągają ją szczypcami, testują, strzelają, naciągają na twarz, materia gdziekolwiek się znajdzie - zaczyna żyć. Czy to jako upiorny pyszczek, przypominający zmutowanego gremlina, czy strupieszała ręka, wspinająca się po plecach, czy oddychający kawałek skórki zamknięty w menzurce i podświetlony. W końcu już nie wiadomo, czy tajemnicza materia to mózg (w komiczno-upiornej formie animowany przez aktora), czy senny majak. Jego animacja, choć pokazana w całej technicznej krasie, animacją być przestaje. Trochę straszny, trochę piękny moment: złożona w misce kupka poszarpanej gumy, przypominająca mózgową materię, powoli rozciągana jest przez sznurki z różnych stron sceny (znany u Vogla motyw). I nagle na oczach widza z tej nieokreślonej masy rodzi się upiorna postać. Unosi się do góry, coraz wyżej i wyżej, już poza teatralną maszynerię. Aż w końcu senny demon znika.

Stolik na plecach

Sporo w spektaklu takich czarodziejsko-upiornych obrazów, w których widać talenty animacyjne twórców - choćby moment, w którym pojawiają się motyle - z długimi odnóżami i czułkami osiadają na twarzach bohaterów, dotykają nosa, policzków, coś tam chrzęszczą, mruczą do siebie - śpiący jest w ich całkowitym władaniu.

Albo surrealistyczne kadry, w których scena porasta wściekle czerwonymi kwiatami. Ktoś zamienia się w ślimaka, który unosi domek-stoliczek na plecach, a komuś wyrastają skrzydła. Albo humorystyczna scena, w której szalony naukowiec, klinicznie testuje pewną niemiecką legendę o Piaskunie, zgodnie z którą dwa ziarnka piasku wystarczą, by wywołać prawidłowy sen. I bada to, rzucając pozostałym naukowcom piachem w oczy, a ci padają jak podcięci, przybierając komiczne pozy.

Muzyczny miks

Tak w żartobliwy, ale i wizyjny sposób, zderzając rozmaite nastroje i klimaty twórcom udaje się wyczarować senny świat, w którym możliwe jest wszystko - choćby pomstujący Hitler, którego rower złapał gumę. Jak w jednym śnie może być i strasznie, i cudownie, tak i tu, na BTL-owskiej scenie, splątać można wszystko - Vogel trawestuje różne motywy popkulturowe, literackie, muzyczne.

Cukierkowa angielska piosenka śpiewana przez The Chordettes w latach 50. - "Mr Sandman", miesza się z rockową balladą, i niemieckimi pięknymi kołysankami mającymi wielowiekową tradycję. Powraca też konkretna postać z niemieckiego folkloru, a rozpowszechniona przez opowiadanie E.T.A. Hoffmanna, czyli Piaskun, usypiający dzieci poprzez sypanie im piasku w oczy (z niemieckiego - Sandmann, a jakże). A jakby ktoś Piaskuna nie kojarzył, to Piaskowego Dziadka z niemieckiego serialu animowanego z lat 80. skojarzy na pewno.

Piosenki śpiewane są na żywo, i to ciekawie, na żywo tworzona jest też muzyka do spektaklu - Charlotte Vogel siedzi wśród aktorów z gitarą, śledzi ich ruchy, na bieżąco ilustruje je muzycznie. Tu wszystko jest ze sobą sprzężone. Ba, muzyką są tu wszystkie dźwięki - stukot łyżeczek do herbaty, szelesty, świsty.

Jedna wielka niekonwencjonalna wariacja na temat snu. Zobaczyć trzeba koniecznie. Gratisowo dowiemy się też, jak budować maszynę budzącą, gdybyśmy mieli problem z majakami. Potrzebna jest miska, woda, jajko...

*******

Spektakl można zobaczyć jeszcze dziś (14.09) w Białostockim Teatrze Lalek o godz. 18. Potem będzie prezentowany na scenach Lindenfels Westfluegel w Lipsku oraz FITZ! w Stuttgarcie. Do Białegostoku powróci w marcu.

Teatralna analiza snu na scenie

(UK), "Gazeta Współczesna", 15.09.2014

ROZWIŃ

To spektakl, którego podobnie jak snu, nie da się streścić w kilku zdaniach. Taki, w którym pozornie nic do siebie nie pasuje, ale który wciąga od pierwszej minuty i sprawia, że widz do końca siedzi w napięciu, co będzie dalej. Momentami chce się obudzić, a w innych chwilach - pragnie, żeby ten teatralny sen trwał jak najdłużej.

Mowa o spektaklu "Faza REM Phase", który stworzyli wspólnie Niemcy i Polacy. Powstał dzięki współpracy Figurentheater Wilde&Vogel (Leipzig, Stuttgart) i Grupy Coincidentia (Białystok) w koprodukcji z Białostockim Teatrem Lalek, FITZ! Stuttgart oraz Lindenfels Westflugel Leipzig. Artyści nie chcieli po raz kolejny pokazać na scenie snu. Postanowili pójść o krok dalej i - przy pomocy artystycznych środków - wydobyć sen ze swoich umysłów, rozebrać go na czynniki pierwsze i - niczym badacze - zbadać go od podstaw. A widzowie? Byli świadkami tych niezwykłych praktyk.

Na scenie bardzo dobrze wypadł Michał Jarmoszuk z Białostockiego Teatru Lalek oraz Samira Lehmann. Potrafili rzeczy poważne przekazać w dość ciekawy i zabawny sposób.

Idealnie sprawdziła się też muzyka na żywo w wykonaniu Charlotte Wilde, która wyczarowała senny, a przy tym niezwykle realny świat. Warto zobaczyć.

Senne majaki w laboratorium

Monika Żmijewska, "Teatr Lalek" nr 3-4/2014

ROZWIŃ

Z kawałka sparciałej gumy narodzi się demon, śpiących obsiądą owady, zakwitną kwiaty. Niby nic nowego, na tym polega magia teatru. Ale Vogel idzie dalej: ożywianie materii na oczach widza to u niego prawdziwe misterium, w którym aktor jest i uczestnikiem obrzędu, i jego zafascynowanym świadkiem. A gdy jeszcze bohaterem spektaklu jest sen - o, wtedy złudzenie, że materia rządzi się sama, jest jeszcze większe.

Najnowszy spektakl "Faza REM Phase" to wspólne dzieło polsko-niemieckiej kompanii - Grupy Coincidentia i Figurentheater Wilde & Vogel. Powstał przy współpracy Białostockiego Teatru Lalek (gdzie miał polską premierę) i stuttgarckiego FITZ!, grają w nim aktorzy z obu placówek. I oczywiście z Coincidentii - współpraca twórców tej grupy Dagmary Sowy i Pawła Chomczyka z Michaelem Voglem wywodzi się jeszcze z czasów, gdy ta dwójka studiowała w białostockiej Akademii Teatralnej. Z ich rocznikiem, który zawiązał się z czasem w Kompanię Doomsday, Vogel przygotował m.in. "Latającego Holendra", potem zaś "Salome". Aktorzy Kompanii po kilku latach rozeszli się w różnych kierunkach, stworzyli nowe grupy. Ta, która nazwała się Coincidentią, nadal rozumie teatr podobnie jak Vogel. Z czasem dawny mistrz stał się partnerem, zdarza im się tworzyć wspólnie.

I tak kilka lat temu powstał wizyjny "Krabat", a teraz - "Faza REM Phase", surrealistyczna wyprawa w senne rewiry.

Cóż to za wyprawa...

Tu nic, jak to we śnie, nie jest takie, jakie być powinno, tu wszystko zdarzyć się może, bez logiki, ładu i składu. Cóż z tego, że nieobliczalną naturę snu próbują ujarzmić naukowcy - sen się wymyka wszelkim zabiegom, trudno go zważyć, zmierzyć, rozłożyć na części pierwsze.

Ale bohaterowie spektaklu początkowo wydają się być pewni siebie - nad przedmiotem badań (faza snu REM) robią srogie miny, co jedna to lepsza. Naukowa analiza sennych rojeń szybko sprowadza się do laboratoryjnej humorystycznej wiwisekcji. A wręcz sekcji, bo to, co w przedstawieniu czeka umysł ludzki obserwowany w czasie snu, trudno inaczej nazwać.

Badacze, odziani w różne stroje, jakby przybyli z różnych epok. Miejsce - swoisty gabinet osobliwości, w którym hierarchia ma znaczenie (stoliczki różnych rozmiarów, piętra, są ważni i ważniejsi). Malownicze towarzystwo przygląda się snom z powagą, za pomocą menzurek, lamp, dziwacznych urządzeń, wśród których znajdzie się i domowym sposobem robiona maszyna do zasypiania oraz budzenia, i piasek, wędka, notesy, i jajko nawet.

Wszystkie używane tu przedmioty są na swój sposób "lalką". Ale nie ich animacja jest najciekawsza - tajemnica Vogla i talentu animacyjnego zaproszonych aktorów objawia się gdzie indziej: w momencie, gdy ożywiają coś, co chwilę wcześniej właściwie nie wiadomo nawet... czym było. Moment dotknięcia owej nieożywionej materii staje się momentem wyjątkowym, niczym prastary obrzęd. Jego wyjątkowość polega też na tym, że w voglo-coincidentialnym tyglu mieszają się kwestie, którym na co dzień nie po drodze: magia, naukowość, ironia i humor.

Ożywają demony

Jeden z bohaterów spektaklu, opowiadając drugiemu o neuronach i fazach snu, nagle mówi: "Patrz pan, mózg!". Wzrok wszystkich wędruje ku leżącemu na ziemi kawałkowi czegoś: skóry? gumy? lateksu? Niepozorny szczątek zostaje schwytany przez szczypce, wepchnięty do menzurki, pod halogenową lampę. Rozdwaja się, roztraja, mnoży. Za chwilę każdy ma na swoim stoliczku jakiś fragment, kawałki fruwają pod sufitem, są rozciągane do granic możliwości... i nagle zdają się żyć własnym życiem. Te naciągane na twarz zamieniają się w wykrzywione maski - prawie zwierzęce pyszczki. Te na rękach wyglądają jak strupieszałe kończyny. Te zamknięte w menzurce zdają się oddychać.

Brzmi paskudnie? Tylko brzmi. Za to jak wygląda! I upiornie, i pięknie. Odstręcza i hipnotyzuje. Ambiwalencja to nieodrodna córa tego spektaklu, stan permanentny - szalenie pociągający. Naukowe przyglądanie się mózgowi pozostającemu w fazie snu zyskuje ciekawy efekt wizualny. W końcu już nie wiadomo, czy to jeszcze mózg, czy już senny majak. Na oczach widzów otwiera się surrealistyczna przestrzeń snu, ożywają demony. W niektórych scenach wręcz dosłownie, jak choćby w tej, gdzie w misce leży niepozorna kleista kupka, przypominająca mózgową materię. Tylko przez chwilę - bo oto z kupki, animowanej przez kilku aktorów rozciągających sznury (znany u Vogla motyw), rozwija się, unosi coraz wyżej i wyżej - upiorna postać. Demon ze snu?

Wszystko tu widać jak na dłoni: przepięcia, teatralne kable, podświetlenia, aktora mocującego się ze sznurem - animacja w całej technicznej okazałości. A jednak w pewnym momencie animacją być przestaje - tak sugestywne jest wrażenie samodzielności materii.Czarodziejski straszny moment, działający na wyobraźnię.

Dwa ziarnka piasku wystarczą

Ale tak, jak różne są cykle snu i nasze w nim odczucia (czy też, jak chcieliby naukowcy: "sensoryczne doznania"), tak i w spektaklu są różne momenty. Demon ustępuje surrealistycznym wizjom, scenę nagle porastają czerwone kwiaty, wśród nich przeciąga się kobieta w czerwonym swetrze. Naukowiec przed chwilą z zapałem coś skrobał w notesie, teraz włazi pod swój stoliczek, oddala się niczym ślimak z domkiem na plecach. Z pleców kogoś innego dla odmiany wystrzelą skrzydła. Gdy bohaterowie spektaklu, poddani pewnemu eksperymentowi, nagle zasną - na twarzy siądą im owady. Długie odnóża chrzęszczą, metodycznie dotykają nosa i policzków. Zasady się zmieniły, bohaterowie nie mają już władzy nad snem. Teraz oni są w jego władaniu. A widzowie urzeczeni talentami animacyjnymi aktorów - owady-mutanty wydają się być żywe.

Jak we śnie, tak i tu w opowieści o śnie wszystko się ze sobą plecie. To, co nieprzystawalne, tu wchodzi w porozumienie. Przenikają się nastroje, upiorne frankensteinowskie klimaty łączą z urzekającą miękkością kołysanek. A naukowa powaga - z komizmem. Jak w zabawnej scenie, w której jeden z naukowców testuje niemiecką legendę, wedle której zaledwie dwa ziarnka piasku wystarczą, by wywołać prawidłowy sen. Sypie więc piaskiem w oczy kolegom, ci padają jak podcięci i zasypiają w jednej chwili w dziwacznych pozach. Przekomiczna scena, zresztą w całym spektaklu humoru i mrugnięć do publiczności nie braknie.

Konotacje

To żartobliwy, ale i intensywny spektakl, szalona wariacja, pełna różnych tropów: literackich, muzycznych, popkulturowych. Vogel sięga po kontrast nie tylko w plastycznej tkance spektaklu, ale zderza też gatunki, trawestuje różne motywy. Zmieszczą się tej historii stare niemieckie legendy, z których czerpał E.T.A. Hoffmann, tworząc opowieść o Piaskunie (z niemieckiego Sandmann), usypiającym dzieci piaskiem. Zmieści się też znana chyba wszystkim cukierkowa piosenka The Chordettes z lat 50. Mr Sandman, śpiewających: przynieś mi marzenie, włącz magiczne promienie (w wykonaniu aktorów brzmi to znakomicie, podobnie jak kołysanki mające wielowiekową tradycję).

Muzyka do spektaklu tworzona jest na żywo - w samym środku akcji siedzi Charlotte Wilde, drugi filar niemieckiego duetu. Obserwuje poczynania aktorów, każdy ruch ma tu dźwiękowe odzwierciedlenie na bieżąco. Muzyka współistnieje z obrazem, bywa jego komiczną lub poważną ilustracją, wszystko jest ze sobą sprzężone. Ale ważne są też inne dźwięki - szelesty, stuki, świsty pokręteł, brzęk łyżeczek do herbaty.

Międzynarodowa kompania mami nas teatrem ożywionej formy, niczym sen mamiący mózg odrealnionymi wizjami. Twórcy sięgają po najróżniejsze środki, testując, na ile przydatne są w opowieści nie tyle o samym śnie, co jego badaniu.

W ich wersji banału nie uświadczysz. Niespodzianek za to zatrzęsienie.

Mr.Sandman

Renate Klett

ROZWIŃ

Program Scenenwechsel: „Faza REM Phase”, koprodukcja Teatru Figur Wilde&Vogel z Lipska, Grupy Coincidentia i Białostockiego Teatru Lalek toruje drogę przez gąszcz snów.

Teatr Figur Wilde&Vogel należy do najlepszych w kraju. Przez 18 lat istnienia, początkowo w Stuttgarcie, a od 2009 roku w Lipsku, stworzył ponad trzy tuziny spektakli – własnych, jak również koprodukcji, prezentując je na wszystkich najważniejszych festiwalach lalkowych w Europie i poza nią, od Syberii po Indonezję, od USA do Afryki i Japonii, zdobywając na nich liczne nagrody. W kolejnych projektach eksperymentalnych, wspólnie z innymi artystami, udaje się im przekształcać tradycję, estetykę i narrację teatru, a formę czy format lalek/figur/przedmiotów stawiać na równi z teatrem aktorskim. Wraz z centrum Lindenfals Westflügel w Lipsku grupa stworzyła niezwykłe miejsce, w którym próbuje, gra i do którego zaprasza zaprzyjaźnione teatry, by i one prezentowały tam swoje spektakle.

Wieloletnia współpraca zawodowa łączy Charlotte Wilde i Michaela Vogla z Białymstokiem - miastem położonym na wschodzie Polski, gdzie wielokrotnie pracowali ze studentami tamtejszej Akademii Teatralnej. Owe spotkania zaowocowały powstaniem grupy teatralnej Kompania Doomsday. Od tamtej pory powstało pięć polsko-niemieckich koprodukcji - najnowsza odbyła się w roku 2014 w ramach programu Scenenwechsel zainicjowanego przez Międzynarodowy Instytut Teatralny (ITI) i Fundację Roberta Froscha. Obok Doomsday’owców, którzy w międzyczasie stworzyli nowy teatr o nazwie Grupa Coincidentia i teatru z Lipska tym razem w projekcie wzięli również udział aktorzy Białostockiego Teatru Lalek, gdzie we wrześniu odbyła się prapremiera spektaklu.

Spektakl „Faza REM Phase” tytuł zapożyczył od intensywnej fazy snu, podczas której występują szybkie ruchy gałek ocznych (Rapid Eye Movement). To bowiem sztuka o snach i ich następstwach, o śnie, który (gdy rozum śpi) rodzi potwory oraz o naukowych metodach, za pomocą których możemy oddziaływać na sny. Nóżki królika i podejrzani goście w mieszkaniu nocą, Adolf Hitler łapiący gumę na rowerze, niesforne nici wychodzące z dywanów, ubrań czy ust to tylko niektóre obrazy spektaklu, który zaczyna się motywem muzycznym z „Series of Dreams” Boba Dylana. Później słyszymy Bacha i Brahmsa, kolejne kolaże dźwięków, muzykę sfer niebieskich. Kompozytorka Charlotte Wilde, na żywo - na scenie, tworzy muzyczną sferę przedstawienia za pomocą dźwięków wydawanych przez samodzielnie zbudowane maszyny, doprawiając ją mocno brzmiącymi dźwiękami gitarowymi. Ta przestrzeń rezonacyjna zdaje się doskonale pasować do osobliwego laboratorium, w którym sześcioro naukowców zasiadło do maleńkich pulpicików.

Komunikują się po angielsku, polsku, niemiecku lub bez słów. Piją herbatę, notują tajemniczo, wykładają, dyskutują, wpadają we wspólny sen albo wspólnie śpiewają. Woda kapie, piasek się sypie, sztuczne chmury unoszą się w powietrzu, i tylko czasem wielkie komary szybują między śpiącymi, szukając sposobności, by ukąsić. Nierealna atmosfera unosi się nad wszystkim, by po chwili eksplodować gromkim śmiechem albo przerażeniem. Jest niepewna jak sen albo śmierć. 

„Sny nie dają się zatrzymać.” – mówi Michael Vogel. „W momencie, gdy się budzisz jeszcze należą do ciebie, ale po chwili już ich nie ma.” Owo rozpływanie Vogel tłumaczy jako sytuację bez wewnętrznej siły ciężkości, bez logiki. Tożsamość się zmienia, dobrze znane okazuje się obce, wszystko jest zagadką. 

Jednak w tym przypadku nie chodzi o „teatr snów”, z którego formuły często korzysta teatr lalek. W tym przypadku snów się nie przedstawia czy opisuje. Tutaj raczej bada się ich funkcjonowanie. Zamiast linearnej historii mamy w spektaklu wiele małych scenek ukrywających kolejne znaczenia, które nie budują całości, a zwyczajnie następują jedna po drugiej, nie będąc ze sobą w żaden sposób połączone. Kiedy Michał Jarmoszuk w oszalałym pędzie nałoży maskę lub ją wyrzuci, kiedy Paweł Chomczyk zacznie recytować Szekspira ozdabiając tekst pięknym tremolo, czy kiedy Dagmara Sowa rozpocznie majsterkowanie przy aparacie do zasypiania i budzenia – to okaże się, że ich działania nie funkcjonują w połączeniu ze sobą. Są raczej oddzielnymi akcjami, zamkniętymi całościami scenicznymi. Jedynym połączeniem między działaniami scenicznymi jest miejsce akcji – scena. Taka konstrukcja spektaklu może sprawiać wrażenie przypadkowej, ale jednocześnie odpowiada ona zawiłej dramaturgii snu, która ma sens tylko, kiedy śnimy. I może właśnie dlatego kiedy sen się kończy, śniący momentalnie o nim zapomina.

Jednakże, są w spektaklu również bardzo konkretne sceny, jak komiczna scena o wpadającym w szał tytułowym Sandmanie (Stefan Wenzel). Albo porównanie znanej przemowy Martina Luthera Kinga „I have a dream” z niszczycielem snów „Dublin III”, jak nazwano rozporządzenie w sprawie procedur azylowych. To, co najpiękniejsze, to fakt, że przedstawienia nie da się łatwo opowiedzieć: ono również jest z materiału, z którego powstają sny. Jest wypełnione incydentami, kruchymi, łamliwymi epizodami, którym nadajemy znaczenie. Wiele detali i posunięć, wspomnień i akcji umyka widzom z przepełnienia. Nikt nie jest bowiem w stanie zapamiętać wszystkiego. Jednak to również nie ma znaczenia, ponieważ twórcy spektaklu odrzucają wszelkie hierarchie. Przedstawienie, jak również każda oddzielna scenka, są równie ważne lub nieważne. W ten sposób każdy może na własny użytek torować własne indywidualne ścieżki prowadzące przez gąszcz snów. „Faza REM, szybkie ruchy gałek ocznych, prowadzi widza w stan czuwania” – śmieje się Vogel, i od razu dodaje: „Jestem lalkarzem. Dla mnie zawsze najważniejszy jest obiekt, nie tekst czy wykonawca. Dlatego nienawidzę, kiedy aktorzy zaczynają grać.” Vogel kładzie nacisk, by wszystkie pomysły wypracowane podczas improwizacji pozostały tak lekkie i cząstkowe, tak jak w „magicznym momencie” ich powstania. „Pomysł powinien być gwiazdą, która rozbłyska, a ty malujesz cały pejzaż” - Vogel powiedział do jednego z aktorów. Vogel kocha materiały, takie jak woda i piasek, „ponieważ one przyczepiają się do do aktora, coś z nim odgrywają”.

„Nie rób tego tak pięknie, rób to brzydko”, reżyser często nakazuje aktorowi. Te słowa padają najczęściej podczas pracy nad ostatnią sceną. Na scenie leży tajemniczy stos; to kawałki lateksowej lalki powiązanej sznurami. Lalka to potwór, przerażająca kreatura, jakby prosto z obrazów Füssliego. Jest ostrożnie badana przez naukowców, rozplątywana i wciągana do góry za pomocą sznurów. Lalka szarpie się, szamocze, kapie z niej woda.

Ten piękny obraz jedocześnie budzi grozę. W walce z człowiekiem, tyle jest pewne, lalka (i jej tworzywo) zawsze zwycięża. Może właśnie dlatego teatr lalek czy figur jest tak przestronny, wolny, ekstatyczny, ma rozmach, wykorzystuje wyobraźnię, ponieważ sam sobie buduje niezbędne elementy sceniczne. We wschodniej Europie taki teatr ma większe oddziaływanie niż na zachodzie. 
Białostocki Teatr Lalek to średniej wielkości teatr miejski, położony w pięknym parku w bezpośrednim sąsiedztwie opery - symbolu prestiżu w najczystszej formie. W BTL-u lalki jednak tańczą tak jak nikt nigdy nie śpiewał w operze. 

 

Spektakl„Faza REM Phase” został dofinansowany z programu Scenenwechsel zainicjowanego przez Międzynarodowy Instytut Teatralny (ITI) i Fundację Roberta Froscha. Program dofinasowania wspiera inicjatywy i rozwija współpracę pomiędzy teatrami i niezależnymi grupami teatralnymi z krajów niemieckojęzycznych i partnerami z krajów Europy Wschodniej oraz północnych regionów Afryki. Theater der Zeit to partner medialny tego Programu regularnie piszący o dofinansowywanych projektach.

MULTIMEDIA

odtwórz Trailer spektaklu "Faza REM Phase"
Trailer spektaklu "Faza REM Phase"

HISTORIA

Udział w festiwalach, przeglądach, nagrody

ROZWIŃ

2014 r. gościnne spektakle w Westflügel Leipzig (Niemcy)

2014 r. gościnne spektakle w FITZ! Stuttgart (Niemcy)

2015 r. gościnne spektakle w Norymberdze i Erlangen (Niemcy)

2015 r. gościnne spektakle w Schaubude Berlin (Niemcy)

2015 r. Festival Mondial des Theatres de Marionnettes w Charleville-Mézières (Francja)

2015 r. Międzynarodowy Festiwal Teatrów Lalek (Internationales Figurentheaterfestival) w Monachium (Niemcy) 

2015 r. gościnne spektakle w Westflügel Leipzig (Niemcy) 

2018 r. Lindenfels Westflügel w Lipsku (Niemcy)

2018 r. festiwal Bábkarska Bystrica TOUR, Double Impulse w Bańskiej Bystrzycy (Słowacja)

2018 r. Teatr Eko Studio w Opolu.

Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

Korzystając z serwisu internetowego Białostockiego Teatru Lalek akceptują Państwo zasady Polityki prywatności, wyrażają zgodę na zbieranie danych niezbędnych do administrowania stroną i prowadzenia statystyk oraz wyrażają zgodę na używanie plików cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów na stronie.

Do góry btl kształt