Zobacz opis Zobacz opis sztuki: JAŚNIEPANIENKA
Kategoria BTL Nowa Dramaturgia
KATEGORIA WIEKOWA Dla młodzieży i dorosłych
CZAS TRWANIA 100 minut

JAŚNIEPANIENKA

OPIS

JAŚNIEPANIENKA

według opowiadania "Wij" Nikołaja Gogola

Scenariusz „Jaśniepanienki” autorstwa wybitnej rosyjskiej dramatopisarki, Niny Sadur, osnuty został na kanwie „Wija” Mikołaja Gogola. W mistrzowski sposób łączy w sobie elementy realizmu oraz niezwykłości staro-ukraińskich podań.

Oto filozof, Choma Brut, rezolutny kijowski seminarzysta, trafia do tajemniczej chaty, w której na licznych dyskusjach i przy licznych trunkach spędzają czas trzej Kozacy. Zaproszony do stołu młodzieniec chętnie korzysta z gościny. Zajada świeżutkie racuchy, pije, bryluje, mędrkuje, rezonuje – nic nie zapowiada jeszcze przerażających wydarzeń nadchodzącej nocy… Co przydarzy się Filozofowi? 

„Jaśniepanienka” to niesamowita opowieść, w której niczym w starodawnym tyglu mieszają się ze sobą groza, tajemniczość i niezwykłość – lecz także humor. To przede wszystkim świetna literatura, okraszona przepiękną plastyką i odczytana w całkiem nowy sposób. Ktokolwiek ceni sobie dobry rosyjski teatr, nie rozczaruje się oglądając spektakl BTL.

Zapraszamy na „Jaśniepanienkę”!

 

Spektakl zrealizowany w ramach Projektu "Wschód Kultury / Inny Wymiar" 2013. 

26 września 2013
Premiera Jaśniepanienki
Zobacz

TWÓRCY

autor
Nina Sadur
przekład
Alicja Lazar
reżyseria
Oleg Żiugżda (Białoruś)
scenografia
Vitalia Samuilova (Litwa)
choreografia
Anna Kołosow
inspicjent

OBSADA

ZAPOWIEDZI PRASOWE

Czy jest możliwy cud? "Jaśniepanienka" w BTL-u

Anna Dycha, www.bialystokonline.pl, 26.09.2013

ROZWIŃ

Najnowszy spektakl w Białostockim Teatrze Lalek dotyka rozważań na temat metafizycznego i racjonalnego postrzegania rzeczywistości, a także styku nauki i religii. Premiera w czwartek, 26 września.

"Jaśniepanienka" to pierwsza premiera BTL-u w tym sezonie artystycznym

Scenariusz "Jaśniepanienki" autorstwa wybitnej rosyjskiej dramatopisarki, Niny Sadur, osnuty został na kanwie "Wija" Mikołaja Gogola. W mistrzowski sposób łączy w sobie elementy realizmu oraz niezwykłości staro-ukraińskich podań. "Jaśniepanienka" to niesamowita opowieść, w której niczym w starodawnym tyglu mieszają się ze sobą groza, tajemniczość i niezwykłość - lecz także humor.

Spektakl - z wykorzystaniem technik białego śpiewu - Białostocki Teatr Lalek realizuje we współpracy z twórcami z zagranicy: reżyserem Olegiem Żiugżdą (Teatr Lalek w Grodnie) i scenografką Vitalią Samuilovą (Wilno). Występują: Agnieszka Sobolewska, Izabela Maria Wilczewska, Ryszard Doliński, Jacek Dojlidko, Mateusz Smaczny i Błażej Piotrowski.

Premiera o godz. 17. Spektakl powstał w ramach festiwalu Inny Wymiar/Wschód Kultury.

GALERIA

RECENZJE

Lekcja nalewania gorzałki. Czyli jak to się robi u lalkarzy

Monika Żmijewska, "Gazeta Wyborcza", 04.10.2013

ROZWIŃ

Gdy Doliński rozlewa siwuchę do kufli, Dojlidko płacze na wieść, że cudów nie ma, a Piotrowski wpatrzony jest w nich jak w święty obrazek - to jest dopiero coś... Nie dzieje się nic, gadają trochę od rzeczy, ale słucha się ich i ogląda - świetnie. Bo też i wartość "Jaśniepanienki" - najnowszego spektaklu Białostockiego Teatru Lalek - opiera się nie tyle na fabule, co na takich leniwie ciągnących się scenkach rodzajowych.

Przy stole w karczmie siedzi trzech Kozaków. Popijają, rozprawiają, podpuszczają się nawzajem. Cóż to za rozmowy! O wszystkim i o niczym. O cudach, które przecież są, ale tak naprawdę ich nie ma (tu każdy ma inne zdanie na ten temat), a jeden z Kozaków (Jacek Dojlidko) aż rozpłacze się z żalu, "bo jak tu żyć teraz, skoro do Kijowa można nawet zawędrować, a cudu nie znajdziesz". O tym, że "każda baba ma ogon, takie prawo natury". O kozaczych duszach, "po których gorzałka gorącem się rozlewa...". Czasem wejdzie dziewka z kuflami (Izabela Maria Wilczewska), rzuci coś przez ramię, wyśmieje naukowe biesiady. Potem zjawi się przybysz, rezolutny filozof, co to gadane ma, udaje mądrzejszego niż jest, coś tam mówi o środku ziemi, do którego zaglądać nie wolno...

Czas wolno płynie, właściwie prawie stanął w miejscu. Ale w tych akurat momentach nie dłuży się nic a nic. Bo całą tę gromadkę ogląda się świetnie. Te miny, te gesty, te podparcia bród, to wymądrzanie się... Sporo tu znakomitych scenek, choćby ta, w której jeden Kozak (Ryszard Doliński) nalewa gorzałkę drugiemu (Błażej Piotrowski), przybysz (Mateusz Smaczny) zapuszcza tęsknie żurawia do cudzego kufla, myśląc, że też dostanie, ale jeszcze się obejść ze smakiem musi...

Niby nic, a jednak coś - przyciąganie uwagi widza w chwili, gdy na scenie nie dzieje się za wiele, to nie byle co.

I właśnie takie drobiazgi, wybrane scenki, tworzenie klimatu chwili - w tym przypadku powszedniości ukraińskiej karczmy - są istotniejsze tu niż cała fabuła. Gwoli formalności napisać trzeba: fabuła potem się rozwija, owszem, ale wcale nie robi się ciekawiej niż na początku. Nadchodząca noc przynosi pełne grozy wydarzenia, pojawi się wiedźma, latawica, tytułowa "Jaśniepanienka" - niby zwykła córka miejscowego setnika, ale jednak nie zwykła, bo wda się w konszachty z siłą nieczystą. Z czasem nastrój opowieści się zmieni, wędrowny filozof osiwieje, wiedźma (Agnieszka Sobolewska) wezwie na pomoc szatana, słowem - będzie się działo. Choć będzie to momentami dziejstwo nawet nudnawe, rozciągnięte niepotrzebnie w czasie, jedną noc oczekiwania lepiej byłoby skrócić do trzech....

Może to dziwić, ale tak właśnie jest - gdy na scenie fabularnie nie dzieje się nic, jest ciekawiej, niż gdy historia nabiera tempa. Stąd też spektakl jest trochę nierówny, ma swoje mielizny i dłużyzny, ale zobaczyć go warto. Właśnie ze względu na kwestie wspomniane na początku: aktorskie popisy, sporo humoru, przewrotną muzykę (Bogdan Szczepański) - co wszystko pospołu tworzy klimat, w którym odnaleźć można nastrojowość ukraińskiej dumki. W końcu to spektakl oparty na opowiadaniu Mikołaja Gogola "Wij", inspirowanym podaniami ukraińskimi właśnie i przearanżowanym dramaturgicznie przez Ninę Sadur. Przedstawienie wyreżyserował Oleg Żiugżda, reżyser na co dzień pracujący w Grodnie, choć urodzony w Wilnie, z Litwy jest też scenografka - Vitalia Samuilova. W spektaklu wizualnie postawiono na prostotę - jest stół, który potrafi zamienić się w trumnę, okiennice w tle (pięknie wyglądają w efektownym epizodzie chodzenia ze świecami), po bokach sceny zaś wycięte z tektury sylwetki "Jaśniepanienki", w zależności od zmian w fabule, zmieniające...głowy.

Wszystko to powoduje, że w spektaklu jak w tyglu mieszają się ze sobą groza, tajemniczość i niezwykłość, bohaterowie też wyznają różne poglądy na temat duchowości i racjonalności w życiu, ale egzystencjalnej warstwy w spektaklu nie ma co przeceniać. Lepiej "Jaśniepanienka" wypada w pojedynczych scenach, niż jako całość. Lepiej zapamiętuje się klimat przedstawienia, poszczególne aktorskie występy niż ogólne przesłanie, które, jeśli jest, schodzi na plan dalszy.

Co ważne - mamy w "Jaśniepanience" teatr w teatrze. A wręcz teatr przedmiotu. Kozacy opowiadają sobie leniwie historie - a to o szeptusze, a to o psiarze, którzy sczezł od rzuconego uroku. I nagle ni stąd, ni zowąd powstaje całe miniprzedstawienie. W ruch idzie to, co na stole: łyżka, kubek, kawałek szmatki. Aktorzy skupiają się obok siebie, animują przedmioty i tak snuje się historia, króciutka, malutka, czasem groźna, czasem zabawna, towarzystwo przy stole się nakręca...

Niby szczegół. Ale diabeł, jak wiadomo, tkwi w szczególe.

„Jaśniepanienka” w Białostockim Teatrze Lalek

Teresa Radziewicz, sZAFa - kwartalnik literacko-artystyczny

ROZWIŃ

Czy są na świecie jeszcze cuda? To pytanie zdaje się przenikać całą historię opowiedzianą w „Jaśniepanience” – spektaklu wg scenariusza Niny Sadur na podstawie opowiadania Mikołaja Gogola „Wij”. Narzekaniem na brak cudów rozpoczynają bohaterowie, mieszkańcy chutoru gdzieś na końcu świata, swoją opowieść, a kończą ją pełnymi zachłyśnięcia się i zadumy słowami, że tak, że jeszcze na świecie pojawiają się jednak cuda. Cud staje się klamrą trzymającą mocno historię, która dzieje się przed oczyma widzów: oto wśród kozaków, pijących samogon i prowadzących iście metafizyczne rozważania, pojawia się młody filozof z kijowskiej uczelni. Gdzieś w tle majaczy tytułowa „jaśniepanienka", która za moment wysunie się na pierwszy plan i całkowicie zagarnie scenę, a widownia przeżyje zarówno chwile grozy, jak i będzie śmiać się w głos. Co takiego jest w tym spektaklu, że okazuje się wart nie jednego, a wielokrotnego obejrzenia? Poszukajmy odpowiedzi na to pytanie.

Pierwszą rzeczą, która zachwyca od początku spektaklu jest scenografia (autorstwa Vitalii Samuilovej z Litwy). Każda scena zdaje się być obrazem. Czy kozacy zasiadają przy stole, czy do zasypiającego filozofa przychodzi nocą tajemniczy gość, czy scena rozgrywa się w cerkwi, widzów czarują kolejne scenerie, jakby z obrazów Ilji Repina czy Józefa Brandta. Tę szczególną malowniczość podkreśla prostota scenografii: na środku stoi skrzynia, która w miarę potrzeb staje się stołem, łóżkiem, trumną… W tle – stare okna, po obu stronach – postacie jaśniepanienki. Jakieś stołki, kubki, butelki, miski. Wszystko. Jednakże efekt jest zachwycający, a szczególnym blaskiem, szczególnym urokiem jaśnieje scena, kiedy ramy okienne stają się ramami ikon, a wraz z upozowanymi postaciami tworzą ikonostas.

Druga sprawa to metafizyka spektaklu i połączenie humoru z – można by powiedzieć – horrorem. Zbudowanie napięcia tak, aby – z jednej strony – groza nie stała się głównym bohaterem, a – z drugiej strony – by motyw upiora, wiedźmy nie wywołał efektu komicznego, to prawdziwa sztuka. Reżyser balansuje na granicy rozciągniętej pomiędzy śmiechem a strachem i dawkuje nam odpowiednią ilość jednego i drugiego.

I kolejny walor – cudowni aktorzy, zespół w składzie: Agnieszka Sobolewska, Izabela Maria Wilczewska, Ryszard Doliński, Jacek Dojlidko, Mateusz Smaczny i Błażej Piotrowski. Kiedy Kozacy piją wódkę, gotowi jesteśmy się do nich przyłączyć, drżymy, gdy na scenie zjawia się jaśniepanienka, rozpaczamy nad niespełnioną miłością.

Magia spektaklu, realizm ukraińskiej wsi przeplatany wiarą i zabobonami ukraińskiego ludu sprawia, że mamy możliwość podróży w czasie i przestrzeni. Także i widzów dopada pytanie-wątpliwość, pytanie-wyzwanie: czy są jeszcze cuda na tym świecie? Ale żeby na to pytanie odpowiedzieć, trzeba koniecznie zobaczyć „Jaśniepanienkę”.

MULTIMEDIA

odtwórz Zapowiedź spektaklu "Jaśniepanienka"
Zapowiedź spektaklu "Jaśniepanienka"

HISTORIA

Udział w festiwalach, przeglądach, nagrody

ROZWIŃ

2015 r. 28. Międzynarodowy Festiwal Teatralny WALIZKA w Łomży

2015 r. 22. Międzynarodowy Festiwal Teatrów Lalek "Spotkania" w Toruniu

  • nagroda za muzykę dla Bogdana Szczepańskiego
  • nagroda za najlepszą rolę męską dla Mateusza Smacznego

 

Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

Korzystając z serwisu internetowego Białostockiego Teatru Lalek akceptują Państwo zasady Polityki prywatności, wyrażają zgodę na zbieranie danych niezbędnych do administrowania stroną i prowadzenia statystyk oraz wyrażają zgodę na używanie plików cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów na stronie.

Do góry btl kształt