Zobacz opis Zobacz opis sztuki: KRÓL ZOFIUS I CUDOWNA KURA
Kategoria BTL Nowa Dramaturgia
KATEGORIA WIEKOWA Dla rodziny
CZAS TRWANIA 75 min.

KRÓL ZOFIUS I CUDOWNA KURA

OPIS / OVERVIEW

KRÓL ZOFIUS I CUDOWNA KURA

Na pustym, biednym dworze królewskim wraz ze swoją wnuczką Rozalindą żyje Król Zofius. Życie toczy się wesoło i szczęśliwie do momentu, gdy młoda księżniczka sprowadza na dwór przyjaciółkę – kurę. Jej gdakanie w krótkim czasie doprowadza dziadka do takiej złości, że postanawia wyrzucić ją z zamku. Obrażona na Króla wnuczka postanawia odejść wraz z nią. Szczęśliwa rodzina rozpada się, a każdy z bohaterów przeżywa rozłąkę na swój sposób. Rozalinda wyrusza w niebezpieczny świat, a Zofius skazany na samotność, podupada na zdrowiu. Dwór opuszczają nawet przedmioty oburzone tym, jak uparty Król potraktował dziewczynkę. Rozalinda trafia razem z kurą pod most, gdzie mieszka wielu wyrzutków… Gdy dowiaduje się o samotności i smutku dziadka, postanawia do niego wrócić – w przebraniu. Dołączają do niej spotkani na wygnaniu Timo i Tomo. Wiedzą, że jeśli uda się im rozśmieszyć Króla, znów będzie jak dawniej. A za to należy się oczywiście nagroda! Wtedy wszystko się odmieni, zaś kura okaże się być… cudowną.

Baśń napisana przez znakomitego dramaturga Tankreda Dorsta w dowcipnym tłumaczeniu Jacka St. Burasa to znakomita opowieść o tym, jak brak poczucia humoru i dystansu może doprowadzić do niepotrzebnych kłótni. Szczególnie, gdy dziadek i wnuczka uparcie spierają się o sprawę tak banalną jak… gdakanie kury.

16 grudnia 2025
Konferencja prasowa przed premierą spektaklu "Król Zofius i Cudowna Kura"
Zobacz
18 grudnia 2025
Premiera spektaklu "Król Zofius i Cudowna Kura"
Zobacz

NAJBLIŻSZE POKAZY:

ZOBACZ WSZYSTKIE POKAZY

TWÓRCY / CREATORS

autor / author
Tankred Dorst
przekład / translation
Jacek St. Buras
reżyseria / direction
scenografia / scenography
Martyna Dworakowska
muzyka / music
konsultacje choreograficzne / choreographic consultations
Karolina Garbacik

OBSADA / CAST

ZAPOWIEDZI PRASOWE / PRESS ANNOUNCEMENTS

"Król Zofius i cudowna kura" do zobaczenia w Białostockim Teatrze Lalek. Będzie o międzypokoleniowych dramach i tym, do czego mogą prowadzić

Urszula Śleszyńska, "Kurier Poranny", 16.12.2025

ROZWIŃ

(...)

Mamy do czynienia niewątpliwie z wielowątkowym utworem opowiadanym na kilku poziomach, co może być atrakcyjnym dla widzów nie tylko młodszych, ale też i starszych - mówi Jacek Malinowski, reżyser spektaklu i dyrektor BTL. - Problem dziadek-wnuczka, czy też takie zderzenie generacji to coś co myślę, że przeżywamy na co dzień w rodzinach, ale także w naszym społeczeństwie (...) Myślę, że to spektakl typowo familijny. Z wnuczką utożsamią się zapewne ci najmłodsi, natomiast z królem i dziadkiem pewnie ci starsi. Jedni i drudzy mam nadzieję wyciągną wnioski, żeby nie popełniać prostych, egoistycznych błędów wynikających z tego, że stawia się na swoim i nie słucha się potrzeb tej drugiej strony.

(...)

"Król Zofius i Cudowna Kura". Ostatnia premiera roku w Białostockim Teatrze Lalek

Olga Gordiejew, Polskie Radio Białystok, 18.12.2025

ROZWIŃ

To familijna opowieść o potrzebie bliskości i o tym, jak brak poczucia humoru i dystansu może doprowadzić do niepotrzebnych kłótni. W Białostockim Teatrze Lalek w czwartek (18.12) ostatnia w tym roku premiera - "Król Zofius i Cudowna Kura" w reżyserii Jacka Malinowskiego.

Na pustym, biednym dworze królewskim wraz ze swoją wnuczką Rozalindą żyje Król Zofius. Życie toczy się wesoło i szczęśliwie do momentu, gdy młoda księżniczka sprowadza na dwór przyjaciółkę - kurę.

Jej gdakanie w krótkim czasie doprowadza dziadka do takiej złości, że postanawia wyrzucić ją z zamku. Obrażona na Króla wnuczka postanawia odejść. Szczęśliwa rodzina rozpada się, a każdy z bohaterów przeżywa rozłąkę na swój sposób.

Rozalinda wyrusza w niebezpieczny świat, a Zofius skazany na samotność, podupada na zdrowiu. Dwór opuszczają nawet przedmioty oburzone tym, jak uparty Król potraktował dziewczynkę. Rozalinda trafia razem z kurą pod most, gdzie mieszka wielu wyrzutków... Gdy dowiaduje się o samotności i smutku dziadka, postanawia do niego wrócić.

Baśń napisana przez Tankreda Dorsta to opowieść o tym, jak ważna jest otwartość na drugiego człowieka, jak złym doradcą jest upór. Szczególnie, gdy dziadek i wnuczka spierają się o sprawę tak banalną jak... gdakanie kury.

Premiera w Białostockim Teatrze Lalek o 19:00.

Za nami nowa premiera BTL - "Król Zofius i cudowna kura".

Urszula Śleszyńska, "Kurier Poranny", 19.12.2025

ROZWIŃ

To była ostatnia w tym roku premiera w Białostockim Teatrze Lalek. Reżyserią zajął się dyrektor teatru, Jacek Malinowski, a na tapet wziął tekst Tankreda Dorsta pt. "Król Zofius i cudowna kura". Było zabawnie, wciągająco i familijnie. A podczas premierowego spektaklu na widowni nie zabrakło miłośników teatru.

Premierze towarzyszyło otwarcie wystawy "Jawajki i bajki", na której można było oglądać projekty lalek wykonane przez Martynę Dworakowską. Były jawajki, lalki stolikowe, muppety.

(...)

GALERIA / GALLERY

RECENZJE / REVIEWS

Jest kolorowo, jest gitarowo

Anna Dycha, dziennikteatralny.pl, 23.12.2025

ROZWIŃ

Zaskakujące zwroty akcji i poczucie humoru, wyśmienita gra aktorów, nieoczywista scenografia i kostiumy, piosenki na żywo. Spektaklem „Król Zofius i Cudowna Kura" na podstawie tekstu Tankreda Dorsta w reżyserii Jacka Malinowskiego Białostocki Teatr Lalek kończy 2025 rok.

Wróćmy do roku 2024. Białostocki Teatr Lalek zamykał go premierą spektaklu „Amelka, Bóbr i Król na dachu" na podstawie tekstu niemieckiego dramaturga Tankreda Dorsta – familijną propozycją pełną zwrotów akcji. Czy to przypadek, że rok 2025 BTL kończy premierą spektaklu... na podstawie baśni Dorsta? Nie sądzę. To idealny repertuar na grudniową, często przytłaczającą rzeczywistość. Baśń „Król Zofius i Cudowna Kura" jest wielowarstwowa, pełna surrealistycznego humoru, nieprzewidzianych zwrotów akcji i naszpikowana zupełnie zaskakującymi zwrotami. Duża w tym zasługa tłumaczenia Jacka St. Burasa. Widzowie odnajdą w tym tekście ciekawe obserwacje ludzkich zachowań i filozoficzne przesłanie. Dodatkowo spektakl ma wielce atrakcyjną warstwę wizualną (scenografia i kostiumy), wyróżnia się też zaskakującą muzyką.

„Straszna rzecz, Rozalindkę przegnał precz"

Metafory, abstrakcyjne poczucie humoru, popkulturowe nawiązania pełne aluzji – spektakl będzie atrakcyjny dla dorosłego widza. Jednak pewne fragmenty mogą nie być do końca zrozumiałe dla widzów kilkuletnich (przedstawienie jest adresowane do dzieci od lat 5). To niby klasyka – jest król, księżniczka, królestwo, poddani, sługa i tron, ale wpleciona w bardzo abstrakcyjną fabułę, która na każdym kroku zaskakuje. Fantazji autorowi nie brakuje.

Na dworze królewskim żyje Król Zofius (Adam Zieleniecki) ze swoją wnuczką księżniczką Rozalindą (Urszula Chrzanowska). Są szczęśliwi do momentu, kiedy Rozalinda sprowadza na dwór... Kurę (Sylwia Janowicz-Dobrowolska). Jej gdakanie doprowadza Zofiusa do szału. Postanawia wypędzić wnuczkę, a ta odchodzi wraz z przyjaciółką. Rozalinda wyrusza w niebezpieczny świat, a Król coraz gorzej znosi rozłąkę. Nawet przedmioty go opuszczają! Na wygnaniu Rozalinda spotyka Timo i Tomo (Jacek Dojlidko), a Kura zniesie nawet złote jajka. Dzięki wspólnemu niekonwencjonalnemu pomysłowi wrócą na dwór. Czy będzie tam miejsce dla Cudownej Kury?

Barwne postaci, wyrafinowane aktorstwo

Aktorzy Białostockiego Teatru Lalek czują się świetnie w tym repertuarze. Adam Zieleniecki to idealny rozkapryszony Król. Ukazuje nie tylko komizm tej postaci, ale również jej bezradność. Złote buty, złota ryba – bogactwo przewróciło mu w głowie. Nie stan posiadania jest najważniejszy. Wybaczanie, szacunek wobec innych to tematy, z którymi musi zmierzyć się władca.

Po roli Prokurator w „Serial Killer Story" na scenie oglądać możemy Urszulę Chrzanowską, której nieoczywista Rozalinda to nie jest kolejna księżniczka z klasycznej bajki dla dzieci. Aktorka czerpie ze swojego talentu komediowego, muzycznego (brawurowa piosenka o tym, za kogo mogłaby się przebrać) i parodystycznego (udaje słynnego chińskiego lekarza Wu).

Przekomiczna jest Sylwia Janowicz-Dobrowolska, której gdakanie i zestaw min wywołują salwy śmiechu. Nie zawodzi Mateusz Smaczny w roli Sługi/Opowiadacza. To on prowadzi widza przez całość bajki i sprawia, że nadąża on za galopującą fabułą. Precyzja, energia, taneczno-wokalne fragmenty – to jest to, co widzowie lubią oglądać. Żeby tego było mało, w drugiej części spektaklu błyszczy Jacek Dojlidko (Timo i Tomo) animujący gąbczastą lalkę Tomo.

Gdy przedmioty opuszczają Króla, czyli znikająca scenografia

Mocną stroną spektaklu jest warstwa wizualna. Surrealistyczne rozwiązania – unosząca się w powietrzu parasolka, uciekający tron, znikająca szafa, zwijający się chodnik... Tutaj gra nawet kurtyna!

Ze znikającą scenografią musiała się zmierzyć Martyna Dworakowska i wyszła ze skomplikowanego zadania zwycięsko. Ciekawym pomysłem są retro rozwiązania (np. telewizor) oraz zderzenie destrukcji z królewskim przepychem. Przykuwają oko kostiumy – złote pikowane wdzianko króla z orderami zestawione z domowymi papuciami, podwójny strój i podwójna maska Sługi/Opowiadacza, pełna dziewczęcego uroku kreacja księżniczki Rozalindy czy nieoklepany strój Cudownej Kury.

Kolorowo-gitarowo – tak swoją muzykę do tej baśni określił Marcin Nagnajewicz. I rzeczywiście, jest kolorowo, jest gitarowo. Kompozytor sięga po estetykę rockową i bluesową, a także piosenki śpiewane na żywo. Dopełnieniem całości są świetne pomysły choreograficzne Karoliny Garbacik, które podkreślają surrealistyczny charakter tekstu.

„Król Zofius i Cudowna Kura" to zaskakująca opowieść z cennym przesłaniem. Poczucie humoru i dystans – warto o nich nie zapominać. A upór jest złym doradcą.

Król każe wybierać, czyli co z tą kurą

Monika Żmijewska, bialystokonline.pl, 15.01.2026

ROZWIŃ

Gdy wokół was któregoś dnia zaczną znikać przedmioty - oznaczać to może wiele. Choćby to, że obraziły się i wyprowadziły w proteście przeciw samolubstwu właściciela. Co wtedy? Pomóc może pewna kompania, a także rozmowa w szafie, choć czy po niej właściciel znikających przedmiotów rzeczywiście pojmie, co czynił nie tak? Na to gwarancji brak.

Opisany wyżej przypadek to casus niejakiego króla Zofiusa, którego historię (oraz jego wnuczki i poddanych, a także poniekąd nas samych, niekiedy zbyt samolubnych) opowiada w najnowszej premierze Białostocki Teatr Lalek. Surrealistyczny spektakl w reżyserii Jacka Malinowskiego - świetnie zagrany i zainscenizowany (choć jednocześnie też obarczony pewnym zasadniczym mankamentem) - jest adaptacją baśni Tankreda Dorsta „Król Zofius i Cudowna Kura” (w przekładzie Jacka St. Burasa). To historia bardzo baśniowa, w rzeczywistości jednak też bardzo ludzka - pod bajkowym kostiumem kryje się opowieść o ludzkich relacjach, egoizmie, braku otwartości i lekceważącym traktowaniu wszystkiego wokół.

Tron znika

A baśń, w największym skrócie, brzmi tak: za górami, za lasami, w pewnym zamku mieszka król. Niezwykle skupiony na sobie, rzec by można - król mocno egocentryczny, ale jeszcze do zniesienia. Pewnego dnia jednak bańka względnego spokoju pryska - oto na zamek swoją ulubienicę - kurę Belindę - sprowadza Rozalinda, wnuczka Zofiusa. A ten jej gdakania nie może znieść - do tego stopnia, że w końcu rzuca kategorycznie: albo kura, albo ja. Co oznacza, że kura ma zniknąć. W ślad za wyrzuconą Belindą zamek opuszcza Rozalinda - obrażona, zasmucona, ale wierna zasadom przyjaźni. Rozdarta między królem a kurą, wybiera kurę. Obie trafiają pod most, gdzie już mieszka pokątnie dwóch osobników… Tymczasem na pustoszejącym zamku król udaje, że nic nadzwyczajnego się nie stało.
Ale jednak się stało, skoro dwór cichcem zaczynają opuszczać nawet jego ulubione, lecz obrażone na zachowanie króla, sprzęty. Z tronem na czele - a to już wyraźny sygnał, że problem faktycznie jest.
I cóż dalej? Dalej ktoś kurę będzie chciał zjeść, ktoś mocno szemrany okaże się całkiem niezłym kompanem, ktoś wreszcie też sprawi, że Rozalinda spróbuje do zamku wrócić, by króla przekonać, że przecież rodzina rozpaść się nie powinna. Do tego potrzebna jest jednak dyplomacja (z jednej strony) i redukcja wielkopańskich gestów (z drugiej). Czy jednak można w ogóle połączyć skrajne interesy obu stron? I czy w związku z tym misja się uda?

Pewna luka

Ostatecznie sprawa okaże się dużo bardziej skomplikowana. Finał tej historii, a w związku z nim oczekiwana przemiana którejś ze stron (a może obu?) - nie okaże się zbyt wiarygodny. I w tym tkwi cały też ambaras i fabularny mankament opowieści: trudno orzec, kto tak naprawdę jest potencjalnym adresatem tej słodko-gorzkiej bajki. Jeśli są nim młodsze, kilkuletnie dzieci - finał baśni, z założenia edukacyjnej, może nie spełnić swojej misji: przemiana samoluba w człowieka z otwartą głową, nie wydaje się być do końca autentyczna, co raczej skalkulowana. Bo czy nasz egoista faktycznie się zmienia? Czy raczej - po pobycie w pewnej szafie - zmienia front, bo nagle stwierdza, że to, co go wcześniej denerwowało, może mu się jednak przydać? Słowem: przyda mu się potakiwacz, łechcący jego próżność? I czy w związku z tym widz może - jak przystało na baśń dla dzieci - liczyć tu na jakiś morał, podany w jasnym przekazie?
A może też nie ma o co kruszyć kopii, a tym bardziej o odbiorców, bo - być może - ci najmłodsi okażą się mądrzejsi, niż nam się wydaje, i wyciągną ze spektaklu dużo więcej? Może.

Różne odcienie kompromisu

Problem z niejednoznacznością adresata i przesłania spektaklu jednak znika, gdy uznamy, że baśń skierowana jest do starszych dzieci, młodzieży i dorosłych - szczególnie ci ostatni już raczej wiedzą przecież, że życie bywa dużo bardziej skomplikowane. Że kompromis miewa różne odcienie i że w codziennych realiach, zamiast autentycznej wewnętrznej przemiany człowieka, z którym próbujemy się spotkać w pół drogi, odnajdziemy czasem nie tyle otwartość i szacunek dla drugiego, co po prostu zestaw wypracowanych zachowań i gestów. Jeśli jednak działa - cóż, dobre i to.
Choć więc pozornie to bajka dla dzieci, widzowie starsi też znajdą tu coś dla siebie: zestaw ciekawych rozwiązań inscenizacyjnych i scenograficznych, dużo humoru i dobrej muzyki (Marcin Nagnajewicz), ciekawych aktorskich kreacji. Wartością przedstawienia jest klimat łagodnego absurdu - zarówno na poziomie tekstu i inscenizacji, jak i aktorskich kreacji - co sprawia, że w tej surrealistycznej piance, która spowija spektakl, znikają gdzieś dłużyzny czy fabularne luki.

Kura niepospolita

Spektakl jest świetnie zagrany - w lalkowym i żywym planie - a na finalny efekt składa się tu wszystko: słowo, mimika, gest, ale też ciekawa scenografia i kostiumy (Martyna Dworakowska), podkreślające charakter każdej z postaci, choreografia (Karolina Garbacik), inscenizacyjne sztuczki i rozmaite formy lalkowe. Aktorzy zresztą - za sprawą kostiumów - sami przypominają wielkie lalki.
Show często kradnie innym tytułowa Kura - w tej roli świetna Sylwia Janowicz-Dobrowolska - kura jak żywa, niepospolita i przezabawna, która nic więcej - poza „Ta, taaa tak” - nie powie, ale za to jak powie! To prawdziwy koncert emocji, fuknięć, rozciągniętych sylab i dźwięków, w których zmieści się: i gniew, i radość, zdumienie i niedowierzanie - i wszystko inne też: pełna paleta na zawołanie. A gdy wesprze to jeszcze kostium i mowa ciała (te rozstawione nogi, te ręce zaciśnięte na torebeczce, te oczy strzelające na boki!) to mamy istną mistrzynię gatunku - od tej pory wszystkie kury świata mają fizys kury ze sceny BTL.

Rozdwojenie, czyli dwóch na jednego

Świetnym inscenizacyjnym pomysłem (i prawdziwym popisem znakomitych animacyjnych umiejętności Jacka Dojlidki) okazało się oddanie dwóch bohaterów spektaklu jednemu aktorowi: Dojlidko w jednej chwili wciela się i w Timo, i w Tomo: dwóch wyrzutków spod mostu, wałęsających się i kombinujących, co by tu jeszcze zdziałać. To dwie zupełnie odmienne charakterologicznie postaci, pozostające w nieustannym sporze, mające inny temperament, inny zasób słownictwa, ba, inny akcent nawet! (posłuchajcie tylko, jak jeden z nich mówi: „Belynda”, w słowie tym mieszcząc wszystkich rasowych cwaniaczków wszelkich szemranych dzielnic całego świata). Jednemu z tych osobników Dojlidko oddaje swoją twarz i postać, drugiego odgrywa plastyczną lalką ze specjalnej pianki, która zdaje się wyrastać mu z tułowia. I po wielekroć zagarniać wręcz swego animatora. Świetne są sceny, gdy Timo i Tomo walczą ze sobą, a ten z większym temperamentem (lalka) zaczyna przejmować władzę nad drugim (aktorem w żywym planie).

Ściemniacz pociąga za sznurki

Szaleńczy temperament i energia scen z Timo i Tomo kontrastują ze scenami, w których pojawia się król Zofius, odziany w paputki i pikowany złoty szlafrok (idealny w tej roli Adam Zieleniecki). Wielkopańskie gesty, powolne ruchy, przemądrzałe (ale i zabawne) oracje, wygłoszone napuszonym tonem - o, to już zupełnie inna dynamika, inny świat, jakby wzięty w cudzysłów. Swoją energią ów powolny świat zbija niczym żywe srebro postać grana przez Mateusza Smacznego. Jego bohater to ciekawy osobnik: po trosze narrator, po trosze sługa, czasem błazen i koryfeusz, który siebie nazwie raz Ściemniaczem, a raz Opowiadaczem. A może to demiurg całej tej historii, bo to on zdaje się tu pociągać za fabularne sznurki, popychać akcję do przodu lub ją zatrzymywać, sugerować to i owo bohaterom, a czasem, faktycznie, po prostu ściemniać. Tu coś szepnie, tam podpowie, tu wda się w absurdalną dyskusję (choćby o znikającej chusteczce), tam rozmontuje scenografię (bo przecież znikające przedmioty należy wprawić w ruch). A wszystko to z udziałem różnych środków wyrazu, masek, wdzianek symbolicznie podzielonych kolorem na pół, a nawet kurtyny, która, gdy trzeba zamienia się w lalkę.

Rozalinda ma potencjał

I wreszcie Rozalinda, wiotka i milcząca wnuczka Zofiusa, troszkę roztrzepana, troszkę zalękniona. Niech no tylko jednak zacznie działać, gdy poczuje się pewniej i gdy wreszcie ma jakiś plan (mniejsza, że podpowiedziany). Z przestraszonego dziewczątka zamienia się wtedy w… By nie odbierać widzom przyjemności z niespodzianki, na tym poprzestaniemy. Tak czy inaczej - Rozalinda w ciekawym wykonaniu Urszuli Chrzanowskiej to postać wyjątkowo charakterystyczna i niejednoznaczna, mająca w sobie coś z dziecka, ale i mrocznej, chmurnej kobiety. Jest w Rozalindzie - bohaterce - spory potencjał. Ciekawie byłoby zobaczyć, jak jej się wiedzie w życiu za kilka lat.
A tymczasem - warto zobaczyć, jak Rozalinda (i jej barwne towarzystwo) - radzi sobie teraz.

MULTIMEDIA

relacja Olgi Gordiejew, Polskie Radio Białystok
"Król Zofius i Cudowna Kura". Ostatnia premiera roku w Białostockim Teatrze Lalek
relacja Olgi Gordiejew, Polskie Radio Białystok
Wrażenia widzów po premierze spektaklu "Król Zofius i Cudowna Kura"
odtwórz trailer
trailer

Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

Korzystając z serwisu internetowego Białostockiego Teatru Lalek akceptują Państwo zasady Polityki prywatności, wyrażają zgodę na zbieranie danych niezbędnych do administrowania stroną i prowadzenia statystyk oraz wyrażają zgodę na używanie plików cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów na stronie.

Do góry btl kształt