Zobacz opis Zobacz opis sztuki: NAGI KRÓL
Kategoria BTL Nowa Dramaturgia
KATEGORIA WIEKOWA Dla rodziny
CZAS TRWANIA 80 minut

NAGI KRÓL

OPIS / OVERVIEW

NAGI KRÓL

wg Eugeniusza Szwarca

Rzecz dzieję się nie wiadomo gdzie i nie wiadomo jak się zaczyna. Wiadomo, że nagle przenosi się w świat baśniowy gdzie świniopas kocha się w księżniczce z wzajemnością.

Andresen? - Niezupełnie. Nagi król wg Eugeniusza Szwarca zręcznie łączy w sobie elementy znanych baśni autora Królowej śniegu.

Oto Henryk, ubogi książę, postanawia pojąć za żonę Królewnę. By się do niej zbliżyć, w przebraniu świniopasa podejmuje służbę na królewskim dworze. Za pomocą magicznego kociołka z dzwoneczkami, który wygrywa i wyśpiewuje cudne melodie i prócz tego opowiada, co u kogo będzie na obiad, zyskuje sobie względy Królewny. Król ojciec za nic jednak nie chce zgodzić się na ten mezalians i pragnie oddać rękę córki władcy sąsiedniego królestwa.

Wkrótce rozpoczynają się tam przygotowania do ceremonii zaślubin. Pojawiają się też dwaj starzy, tajemniczy tkacze, którzy obiecują panu młodemu strój ślubny wykonany z niezwykłej tkaniny - może zobaczyć ją tylko ten, kto mądry, a niewidzialna jest dla tych ludzi, którym nie należą się zajmowane stanowiska albo którzy są patentowanymi durniami. Propozycja wydaje się królowi bardzo kusząca...

 

w spektaklu wykorzystano muzykę Gioacchino Rossiniego

 

9 października 2010
Premiera Nagiego króla w reż. Wojciecha Kobrzyńskiego
Zobacz
29 września 2010
Konferencja prasowa przed premierą Nagiego króla
Zobacz

TWÓRCY / CREATORS

przekład / translation
Jerzy Pomianowski
reżyseria / direction
Wojciech Kobrzyński
scenografia / scenography
Joanna Iwanicka
wybór muzyki / music selection
Wojciech Kobrzyński
współpraca / cooperation
Adam Dzierma

OBSADA / CAST

ZAPOWIEDZI PRASOWE / PRESS ANNOUNCEMENTS

Nagi król jak gobelin

Monika Żmijewska, "Gazeta Wyborcza", 29.09.2010

ROZWIŃ

Po 40 latach mogę wreszcie powiedzieć: rzeczywiście król jest nagi - mówi Wojciech Kobrzyński, reżyser, zapraszając na premierę w Białostockim Teatrze Lalek. Najnowszy spektakl wieńczy cztery dekady jego pracy artystycznej.

Premiera "Nagiego króla" już w sobotę. Będzie to przedstawienie familijne, oparte na tekście Eugeniusza Szwarca. Bo też i twórczością tego rosyjskiego autora baśni (1896-1958), którego niemal połowa życia przypadła na czasy stalinizmu Kobrzyński interesuje się od dawna. - Przed rokiem w Arlekinie w Warszawie przygotowałem spektakl oparty na jego sztuce, teraz czas na Białystok. U Szwarca są świetne dialogi i precyzyjna konstrukcja postaci scenicznej. Lubię go - mówi reżyser, który w BTL ma szczególne miejsce. Przez 15 lat był jego dyrektorem, przejął szefostwo po Krzysztofie Rau. Kilka lat temu nastąpiła zamiana ról - Kobrzyński został dyrektorem Akademii Teatralnej, a szef tej ostatniej instytucji zajął stanowisko dyrektora naszego teatru. Wczoraj Waszkiel na konferencji prasowej komplementował swego poprzednika: - To jeden z najwszechstronniej wykształconych reżyserów teatralnych swego pokolenia. Mam w głowie wiele jego znakomitych spektakli. Teraz 40-lecie swojej pracy artystycznej - a przez ten czas pracował w Lublinie, Wałbrzychu, Łodzi, by wreszcie osiąść w Białymstoku - będzie obchodził właśnie u nas, baśnią Szwarca.

Niektórych może zmylić i poprowadzić w stronę Andersena tytuł baśni - "Nagi król". I słusznie, bo tekst Szwarca to rodzaj trawestacji andersenowskiej baśni "Nowe szaty cesarza".

- Szwarc sięgał po Andersena często, w baśni, którą wystawimy łączył "Nowe szaty cesarza" i "Świniopasa" - mówi Kobrzyński. - Dokonaliśmy sporej adaptacji, bo tekst Szwarca jest dość obszerny. Gdybyśmy mieli go wystawić w całości, spektakl trwałby z pewnością ponad trzy godziny. Choć prawdą jest, że ile dokładnie trwa nasz spektakl jeszcze dokładnie nie sprawdziliśmy - żartuje.

Treść? Henryk, ubogi książę, chce się zbliżyć do Królewny, więc przebiera się za świniopasa, by zacząć służbę na królewskim dworze. Ojciec dziewczyny chce jednak wydać ją za władcę sąsiedniej krainy. Wkrótce zaczynają się przygotowania do zaślubin. Pojawiają się dwaj starzy tajemniczy tkacze, którzy obiecują panu młodemu strój wykonany ze ślubnej tkaniny. Co ciekawe - nie każdy może ją zobaczyć.

I właśnie tkanina, proces tkania stanowią istotną część spektaklu. Na scenie oglądamy ciekawą scenografię: ruchome ramy do tkania gobelinów, wśród których uwijają się bohaterowie. A oni sami skonstruowani są z dużej ilości kolorowych włóczek.

- Na taki pomysł zorganizowania przestrzeni wpadliśmy razem z reżyserem - mówi Joanna Iwanicka, scenografka, białostoczanka na co dzień mieszkająca w USA (tam kończyła studia scenograficzne). - Nasi bohaterowie w drugiej części spektaklu zajmują się tkaniem tkaniny, której tak naprawdę nie ma.

Kobrzyński: - U Szwarca tekst jest bardzo polityczny. Zrobiliśmy wiele, by usunąć ten polityczny kontekst. I skupiliśmy się na socjologicznym, wręcz gombrowiczowskim wydźwięku. Oto żyjemy w świecie, w którym szata zmienia człowieka. Bez ubioru jesteśmy niczym. Toteż nagość i ubiór mają duże znaczenie w tym spektaklu. Musieliśmy umieścić akcję w miejscu, gdzie ubiór jest rzeczą naturalną - w pracowni tkackiej.

Reżyser chwali scenografkę: - Asia jest niebywałym człowiekiem teatru, towarzyszy nam w każdej minucie. Reaguje na bieżąco, od rana do nocy jest w pracowni.

Chwali też aktorów. W przedstawieniu gra większość zespołu aktorskiego BTL oraz dwójka debiutujących młodych aktorów: Łucja Grzeszczyk (absolwentka białostockiej Akademii Teatralnej) i Adam Majewski (student IV roku tej uczelni). - Łucję znam ze szkoły, cenię ją jako aktorkę. Adam nie ma jeszcze takiego doświadczenia, ale jego gra jest obiecująca.

Premiera spektaklu - w sobotę o godz. 18. Pół godziny wcześniej w foyer teatru zostanie otwarta wystawa kompozytora teatralnego Lecha Jankowskiego, pt. "Geometria poranna. 1 litr powietrza dla pana k.o.".

Nagi król w BTL

Anna Kopeć, "Kurier Poranny", 29.09.2010

ROZWIŃ

Sztuka na motywach tekstu Eugeniusza Szwarca to najnowsza propozycja Białostockiego Teatru Lalek.

– To baśń adresowana zarówno do dzieci, jak i dorosłych – mówi reżyser. Premiera już w sobotę, 2 października.

Spektakl według powieści Eugeniusza Szwarca to propozycja dla całych rodzin. Zarówno ci najmłodsi i nieco starsi widzowie odnajdą w niej motywy dobrze znanych z dzieciństwa baśni Andersena, ale także uniwersalną prawdę, że to nie szata zdobi człowieka.

Zanim zostało ustalone, że jubileusz będę obchodził w Białymstoku, miałem już pomysł, by wystawić "Nagiego Króla” – przyznaje Wojciech Kobrzyński, reżyser sztuki. – Zarówno ten, jak i inne teksty Szwarca interesowały mnie od dawna.
W tym roku Wojciech Kobrzyński – polonista, aktor, reżyser teatralny – obchodzi 40-lecie swojej pracy artystycznej. Białostockim Teatrem Lalek kierował 15 lat.

– O prawo do zorganizowania tego jubileuszu ubiegało się kilka teatrów w Polsce – mówi Marek Waszkiel, dyrektor BTL-u. – Tym bardziej się cieszę, że ten znakomity reżyser zdecydował się świętować właśnie u nas.

Jubileuszowi towarzyszy premiera sztuki "Nagi król” autorstwa rosyjskiego pisarza, która zgrabnie łączy w sobie elementy dwóch baśni Hansa Christiana Andersena "Świniopas” i "Nowe szaty króla”. Do współpracy reżyser zaprosił scenarzystkę Joannę Iwanicką – mieszkającą w USA białostoczankę – która tą sztuką debiutuje w teatrze lalkowym. W spektaklu wystąpi w sumie 10 aktorów. Główne role zagrają Łucja Grzeszczyk i Adam Majewski.

– To młodzi, bardzo obiecujący artyści – mówi Wojciech Kobrzyński. – W obsadzie musili się znaleźć młodzi ludzie, inaczej sztuka nie byłaby wiarygodna.

"Nagi król” to historia dwojga ludzi, którzy się w sobie zakochali. Ubogi książę Henryk, chcąc zdobyć serce pięknej królewny, przebiera się za świniopasa i na specjalnym kociołku wygrywa dla niej najpiękniejsze melodie. Tym zdobywa jej miłość. Budzi to gniew jej ojca, który chce wydać córkę za władcę sąsiedniego królestwa.

– Ogromną zaletą tekstów Szwarca jest znakomity dialog i konstrukcja postaci scenicznych – mówi reżyser. – Dlatego ta sztuka obfituje w niezwykłą treść i znakomite role.

Eugeniusz Szwarc tworzył w mrocznych czasach stalinowskich, przez co jego tekst jest mocno polityczny. Twórcy spektaklu robili jednak wszystko, aby wszelkie aluzje polityczne dotyczące tamtej rzeczywistości złagodzić. W adaptacji Kobrzyńskiego największe znaczenie ma nagość.

– Bo to szata zmienia człowieka, bez ubrania wszyscy jesteśmy bez rangi. Jak mówił Gombrowicz, dupa księcia nie różni się niczym od dupy lokaja, chyba, że jest w portkach – tłumaczy reżyser. – Żyjemy zakłamanych czasach, nawet nagiego króla oklaskujemy za to, że jest wspaniale ubrany.

Kolejna premiera w BTL!

(azda), "Gazeta Współczesna", 30.09.2010

ROZWIŃ

"Nagi król" w Białostockim Teatrze Lalek 

Premiera spektaklu wg Eugeniusza Szwarca odbędzie się już w sobotę o godz. 18. – Szwarc pisał bajki dla dorosłych, często z podtekstem politycznym – mówi Wojciech Kobrzyński, reżyser spektaklu. – My postaraliśmy się wygładzić jego sztukę.

Dzięki temu z pewnością spodoba się młodszej publiczności. Dzieci znajdą w niej dwie dobrze opowiedziane bajki Andersena: „Nowe szaty króla” i „Świniopas”. Dorośli, mogą odczytać między wierszami coś więcej. Byliśmy na jednej z prób przed premierą spektaklu. Zapowiada się bardzo obiecująco. 

Przedstawienie połączone będzie z jubileuszem jego reżysera, Wojciecha Kobrzyńskiego, który obchodzić będzie 40-lecie pracy artystycznej. Znany artysta wystawiał swe sztuki w całym kraju. Od 20 lat związany jest z Białymstokiem. Przez 15 lat był dyrektorem Białostockiego Teatru Lalek. Od roku 2005 jest prorektorem ds. Zamiejscowego Wydziału Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku Akademii Teatralnej w Warszawie.

GALERIA / GALLERY

RECENZJE / REVIEWS

Nagiego króla przypadki

Monika Żmiejwska, "Gazeta Wyborcza", 3.10.2010

ROZWIŃ

Królewna wcale nie jest taka niewinna, jej ojciec ma zielone włosy, a kandydat na zięcia to ruina człowieka: bezwłosa i bezzębna. Nic w tej bajce nie jest takie, jak można by oczekiwać

Białostocki Teatr Lalek wystawia drugą już w tym sezonie premierę i jednocześnie spektakl wieńczący 40-lecie pracy artystycznej reżysera Wojciecha Kobrzyńskiego. "Nagi król" według tekstu Eugeniusza Szwarca to dwie proste bajki Andersena zmiksowane w jedną - rozpoznać można tu motywy ze "Świniopasa" i "Nowych szat cesarza". Do tego podlane są nieco rubasznym sosem - wypadkową tekstu Szwarca i inwencji reżyserskiej.

Całość? Bajka - dziwaczna hybryda, w której czasem bywa śmiertelnie nudno, a czasem bywa bardzo zabawnie, czasem dowcip jest przyciężkawy i wydumany, a czasem lekki i finezyjny, czasem na scenie nic się nie dzieje i wszystko się rozłazi w palcach, a czasem niespodzianek - inscenizacyjnych, aktorskich - jest aż nadto. I tak to się jakoś przez całe przedstawienie plecie, raz lepiej, raz gorzej, zresztą przeplatanie (ale też rżnięcie, o czym później) jest tu istotne, bo tworzy na swój sposób ramę spektaklu. Scenografia Joanny Iwanickiej stylizowana jest tu na warsztat tkacki, a sploty, tkaniny, kolory są ważne. I tak czasem przedstawienie można oglądać przez kotarę ze sznurków, jakby przez osnowę, lalki i aplikacje animowane przez aktorów są uszyte z kolorowych włóczek, a najważniejszy sprzęt na scenie to ruchome ramy tkackie, które jak trzeba - zamieniają się w sypialnię królewską czy garderobę, wypełnioną mnóstwem ubrań na wieszakach.

W takiej przestrzeni rozgrywa się historia ubogiego księcia (Adam Majewski), który zakochuje się w rozkapryszonej królewnie (Łucja Grzeszczyk). By się do niej zbliżyć, chłopak przyjmuje na dworze pracę świniopasa. Król (Piotr Damulewicz) przyłapuje młodych na całowaniu, świniopas musi uciekać, a król wynajduje innego kawalera dla córki - władcę sąsiedniego królestwa (Adam Zieleniecki). Książę duma, co tu zrobić, wreszcie wraz ze służącym (Artur Dwulit) wpadają na szatański pomysł, by ośmieszyć kandydata do ręki dziewczyny, a raczej pozwolić, by sam się ośmieszył. I podając się za tkaczy - proponują - lubującemu się w strojach królowi - uszycie tkaniny, jakiej nigdy nie miał: zobaczyć ją mogą tylko ludzie mądrzy, nie dostrzegą jej zaś ci, którzy są głupcami.

Zanim jednak dojdzie do momentu, w którym król objawi się przed publicznością w szacie, której nie widać, zobaczyć można, jak bez szat żyć nie może. To ciekawa scena - prawie jak groteskowy pokaz mody: Zieleniecki wystylizowany na infantylnego głupca ślini się do portek świątecznych, majtasów obszytych koronką brabancką, mundurów; służący znoszą mu kolejne naręcza, król pod nimi niknie, dyszy, korona zjeżdża mu na czoło, w oku szaleństwo. Bezzębna, łysa ruina człowieka (jak oceniła zdenerwowana takim kandydatem do ręki królewna) w całej okazałości. Ale też przecież (jak rzekł jej ojciec): "Córko, nie współżyje się z zębami, ale z człowiekiem". Takich intrygujących bon motów od Sasa do lasa usłyszeć w spektaklu można zresztą wiele, ni stąd, ni zowąd. Ni to przejęzyczenia, ni to zabawne omyłki, niektóre śmieszne, niektóre już mniej (dialog o zarżnięciu baronowej czy wersja "rżnij całą prawdę"). Sporo w spektaklu dwuznaczności, mrugnięć okiem w stronę dorosłej publiczności. Najmłodsi śledzą przygody księżniczki i jej adoratora, a ci starsi doczytają swoje między wierszami. Najmłodsi ekscytują się kociołkiem, który wie, co się akurat gotuje w kuchniach dam dworu, a starsi dowiedzą się, jaki jest temperament erotyczny tychże. I tak dalej, i dalej.

Są w spektaklu nowe twarze - reżyser zaprosił do współpracy młodych aktorów: studenta Adama Majewskiego i absolwentkę białostockiej Akademii Teatralnej - już zatrudnioną w BTL - Łucję Grzeszczyk. Oboje grają z lekkością, sprawiając wrażenie, jakby się po prostu dobrze bawili. Szczególnie Łucja Grzeszczyk wiedzie prym w spektaklu: jej królewna jest zadziorna, pyskata, dobrze wie, co w trawie piszczy, i dobrze wie, czego chce od życia. Pełnokrwista, wyrazista postać. Z wielką przyjemnością ogląda się też Sylwię Janowicz-Dobrowolską w roli premiera-służbisty. To dopiero figura: uosobienie służalczości i pokrętnej dyplomacji. Pochwały wykrzykuje, cedzi przez zęby, podskakując, gnąc się ukłonach, drobiąc nogami, upuszczając wskazówkę. I za każdym razem konstruując tak zawiłe afirmacje, że rzecznicy mogliby się od premiera nagiego króla wiele nauczyć.

Bajka ma oczywiście swoją puentę, choć prawdę mówiąc w całym tym kociołku dwuznaczności, trochę ginie. Z białostockim "Nagim królem" jest trochę jak z gobelinem, w którym nie połapano wszystkich nitek i powstały dziury, puste przestrzenie. Ale i tak warto zobaczyć.

Baśniowa miłosna intryga wcale nie grubymi nićmi szyta, czyli Nagi król w BTL-u

Anna Kopeć, "Kurier Poranny", 4.10.2010

ROZWIŃ

Spektakl dla całych rodzin. Pyskata królewna, pomysłowy świniopas, obleśny książę i premier-służbista. To najciekawsze postaci, jakie możemy oglądać na scenie Białostockiego Teatru Lalek.

W nieco ironicznym spektaklu "Nagi król” historia miłości dwojga młodych ludzi przeplata się z obrazem zadufanego w sobie księcia-idioty.

Nagi król Eugeniusza Szwarca to zgrabna kompilacja dwóch baśni Andersena "Świniopasa” i "Nowych szat cesarza”. Baśni ponadczasowych, które mówią o pewnym dystansie do otaczającej nas rzeczywistości.

Podobnie jest ze sztuką w reżyserii Wojciecha Kobrzyńskiego. Choć na pozór historia dość błaha, ma ona swoje drugie dno. Historia zaczerpnięta z dwóch andersenowskich baśni jest brawurowo połączona niewidzialnymi nićmi w jedną całość. Właśnie wokół nici, tkanin i warsztatu tkackiego zbudowana jest całość przedstawienia. Nawet lalki, których co prawda tu niewiele, wykonane są z kolorowej włóczki.

Jak to w bajkach bywa, jest tu piękna królewna i książę, który zakochuje się w niej niemal od pierwszego wejrzenia. Ojciec królewny nie może zgodzić się na taki mezalians i postanawia wydać córkę za bogatego władcę sąsiedniego królestwa.

Historia jak z bajki, ale postaci sceniczne dość nietypowe jak na bajkę. Królewna jest zadziorną pewną siebie kobietką, która nie boi się mówić o kandydacie na męża szczerej prawdy opisując go jako "bezzębną, łysą ruinę człowieka”. Bo jest on nie tylko okropnym narcyzem, zachwycającym się swoimi strojami, ale też tępakiem,

Wykorzystuje to ubogi książę i razem ze służącym, w przebraniu tkaczy, obiecują przyszłemu panu młodemu ślubny strój. Stój niecodzienny, bo uszyty z materiału, który jest niewidzialny dla durniów lub osób, które zajmują niewłaściwe stanowiska. I tu rozwija się cała historia. Jesteśmy świadkami niezwykłej sceny, kiedy w rytm muzyki Gioacchino Rossiniego fruwają królewskie fatałaszki. Wszystkim dyryguje premier – w tej roli wspaniała Sylwia Janowicz-Dobrowolska, niezwykle wyrazista i przekonująca.

Właśnie aktorzy i oryginalna scenografia są największymi atutami tego spektaklu.

Sztuka "Nagi król” aż opływa w sceniczne pomyłki i celowe żarty sytuacyjne. Spodoba się publiczności w każdym wieku. Najmłodsi widzowie zachwycą się barwną scenografią i niezwykłymi lalkami, a starsi miedzy wierszami odczytają kąśliwe uwagi i dwuznaczności. Na "Nagim królu” wszyscy bawią się bajecznie.

Pastelowy "Nagi król"

bż.

ROZWIŃ

W dawnych czasach, kiedy młode dziewczyny nie myślały nieustannie o odchudzaniu się, zachodziłam z koleżankami do cukierni w pobliżu szkoły na ciastka. Szczególnie lubiłam ptysia z kremem – a raczej nie kremem, tylko leciutką pianką zaróżowioną sokiem malinowym. To wspomnienie przysmaku z młodości wróciło do mnie podczas oglądania przedstawienia pt. Nagi król w Białostockim Teatrze Lalek. Nie zadowoli ono kogoś, kto ma akurat apetyt na krwisty befsztyk lub rybę pod beszamelem – trzeba mieć właśnie chęć na coś lekkiego, słodkiego i smakowitego.

Reżyser, Wojciech Kobrzyński, sięgnął do baśni Eugeniusza Szwarca, odpolityczniając jej wydźwięk i znacznie skracając. Tak więc podwójny dystans dzieli nas od pierwowzoru – dwóch baśni Andersena: Nowe szaty cesarza oraz Świniopas. W płaszczyźnie fabularnej spektakl BTL-u opowiada widzom dzieje starań księcia Henryka (przebranego najpierw za świniopasa, a potem za tkacza) o rękę początkowo niechętnej mu, lecz potem sprzyjającej królewny Henrietty. Wspomniane opory Królewny zostały zepchnięte do przedakcji, a widzowie niemal od początku śledzą perypetie dwojga z wzajemnością zakochanych. To zupełnie inna sytuacja niż u Andersena, gdzie królewna została pokazana jako osoba bez serca, nieumiejąca docenić skarbów, a goniąca za zabawkami nawet za cenę pocałunków ze świniopasem. U Andersena nie ma lirycznego happy endu, jest kara, odrzucenie i gorzkie łzy panienki bez serca. Inaczej dzieje się w białostockim przedstawieniu. Co prawda młodzi muszą pokonać rozmaite przeszkody, zwłaszcza decyzję starego króla, by wydać córkę za władcę sąsiedniego królestwa, ale nie mamy wątpliwości, że skoro młodzi się kochają, to wszystko skończy się szczęśliwie.

Dzieci oglądają bajkę – dobrze opowiedzianą, zabawną w słowach i działaniach scenicznych, atrakcyjną plastycznie. Starsi widzowie – i to oni mają z przedstawienia najwięcej przyjemności – czerpią satysfakcję ze wszystkich planów widowiska.

Zasadniczy wątek miłości dwojga młodych został poprowadzony niezwykle subtelnie. Królewna (w znakomitym wykonaniu Łucji Grzeszczyk, świeżo upieczonej absolwentki Akademii Teatralnej w Białymstoku) jest kwintesencją młodości – rezolutna, wygadana, walczy o swoje i sięga po to, czego chce. Zachwycona pierwszą miłością, niczego nie udaje. Skoro pragnie pocałunków, to głośno o tym mówi i hojnie obiecuje nawet sto, choć chłopiec prosił tylko o sześćdziesiąt. Królewna nosi ze sobą włóczkową lalkę – chwilami tak, jak dziewczynki noszą ulubione lalki-zabawki, a chwilami (częściej) jako lalkę teatralną, poddawaną animacji i traktowaną jako rodzaj bezpiecznego bufora między nią samą a życiem. W ślicznej scenie, w której damy dworu zajęte są rozmową z magicznym kociołkiem, młodzi korzystają z chwili spokoju i uczą się pierwszych czułych gestów. Henryk chce pogłaskać Henriettę po ręce, ale ona najpierw ostrożnie podsuwa mu rączkę lalki, a widząc czułość chłopca, po chwili podaje własną dłoń.

Takich mikroscenek, dopracowanych i reżysersko, i aktorsko, jest w przedstawieniu mnóstwo. Choćby przygotowywanie się do całuskowego maratonu obojga – buzia w ryjek Królewny i gimnastyka mięśni twarzy Królewicza, scena rozpoznania na dworze sąsiedniego króla, końcowe radosne objęcia, gdy znika lalka Henrietty, bo już żadne ochronne bariery nie są potrzebne. Łucja Grzeszczyk każdym drgnieniem, spojrzeniem, smutkiem i uśmiechem pokazuje na scenie istotę młodości. Zachwycona nowymi doznaniami nie chodzi, lecz nieomal unosi się nad ziemią – zarazem jak szczęśliwie zakochana kobieta i jak podskakująca z radości mała dziewczynka.

Bardzo dobrze spisał się też grający Henryka Adam Majewski (student IV roku białostockiej Akademii Teatralnej). W jego przypadku urok młodości został wzbogacony o męską stanowczość – Królewicz wie, czego chce, nie zraża się kłopotami, obmyśla skuteczną strategię i konsekwentnie dąży do celu. W dodatku postępuje przezornie i bardzo inteligentnie. Nie jątrzy konfliktu z niedoszłym teściem, lecz deprecjonuje konkurenta, ujawniając jego pozerstwo i głupotę. Wraz z pomocnikiem, Chrystianem (świetny Artur Dwulit) przebiera się za tkacza i kochającemu stroje Królowi-rywalowi obiecuje utkanie najpiękniejszych materiałów i uszycie z nich najwspanialszego stroju ślubnego.

Obraz krosien i tkania stanowi plastyczny leitmotiv całego przedstawienia. Z włóczki zrobione są też lalki. Nie ma ich zbyt wiele, bowiem pojawiają się na specyficznych zasadach. Są w państwie Królewny, a nie ma ich w państwie Nagiego Króla. W tym pierwszym wszystkie postacie są zdublowane – grane równolegle w planie żywym i lalkowym (Królewna, jej ojciec, damy dworu), co można odczytać jako sugestię, że w państwie tym bohaterowie kreują własne wizerunki (lalki), ale wychylają zza nich swą ludzką twarz. Natomiast państwo Nagiego Króla to świat ludzi całkowicie zrośniętych ze swymi wizerunkami, rolami, stanowiskami. Z kolei przychodzący z zewnątrz Książę Henryk i Chrystian, choć się przebierają (Henryk za świniopasa, potem obaj za tkaczy), w największym stopniu są sobą i przez cały czas widzimy ich prawdziwe twarze. W dodatku to oni dwaj snują całą opowieść, przechodząc chwilami z funkcji postaci do funkcji narratora.

Słynna opowieść o nagim królu daje twórcom przedstawienia mnóstwo okazji do kpin i żartów – z dworskich obyczajów, z lizusostwa wobec władzy, politycznego zakłamania, blichtru, oszustwa i ludzkich kompleksów. Kto umie na tych brzydkich strunach grać – zawsze zdoła manipulować ludźmi. Wystarczyło powiedzieć, że magicznych tkanin nie zobaczy ktoś, kto jest głupcem lub kto zajmuje nieodpowiednie stanowisko, by każdy z dworaków oraz sam król postanowił udawać, że widzi, choć nie widzi.

Wokół podglądania tkaczy przy pracy, oceniania tkanin, a wreszcie podziwiania ubioru nagiego króla, reżyser i aktorzy zbudowali całą sekwencję gierek, żartów – wręcz lazziw stylu komedii dell’arte. Niech wystarczy jeden przykład: Premier (grany brawurowo przez Sylwię Janowicz-Dobrowolską) zostaje jako pierwszy wezwany przez Króla, by ocenił piękno nowych szat. Widzowie oglądają górną połowę okazałej królewskiej postaci (pyszny Adam Zieleniecki), odzianą jedynie w małą koronę na łysej głowie i barwne mankiety, widać uszyte z niemagicznej materii. Premier widzi Króla z boku – w całej krasie. Cielesno-mimiczna gra Sylwii Janowicz-Dobrowolskiej oraz fakt, że Premier jest w istocie kobietą, to popis sztuki aktorskiej. Premier walczy z odruchem wymiotnym i dokonuje nadludzkich wysiłków, by zapanować nad sobą i wydusić ze ściśniętej krtani pochwalny komplement. Premier nieustannie kłamie, a jednak w tym momencie opanowuje się resztką sił. Tym mocniej wybrzmi w dalszej scenie akt buntu i wykrzyczenie prawdy, że Król jest nagi i głupi, a on sam – Premier – jest kobietą. Nie od dzisiaj Sylwia Janowicz-Dobrowolska zachwyca wyjątkowym opanowaniem ciała, precyzją najmniejszego gestu, wyrazistością swojego bycia na scenie.

Ciepły humor w podejściu do każdej postaci doskonale widać w osobie tytułowego Nagiego Króla. Z jednej strony to satrapa, autorytarny władca, z majestatyczną postawą i tubalnym głosem, głupi, groźny, ale z racji urzędu rządzący wszystkimi naokoło. Zarazem jednak, odziany w różową piżamę i bambosze, ma coś z wielkiego dziecka – pulchnego, z okrągłą główką, bawiącego się koroną i ładnymi ubrankami. Można zrobić z opowieści o Nagim Królu zjadliwą satyrę na wszelką władzę, ale dobry gust reżysera skłonił go do złagodzenia ostrza satyry (znacznie mocniejszej w dziele Szwarca). Ta satyra też jest i uważny widz jej nie przeoczy, ale dla dobra jednolitej tonacji całości przedstawienia, ostrze zostało stępione, a postać satrapy złagodzona. Nagi Król jest bardziej śmieszny niż zły, w czym jest też niemała zasługa aktorstwa Adama Zielenieckiego.

Kiedy reżyser łączy inteligencję i poczucie humoru z doświadczeniem i rzemiosłem, a do tego pracuje z tak wybitnymi aktorami jak zespół BTL-u, to doprawdy opowiadana historia, choć piękna i mądra sama w sobie, jak wszystkie baśnie, schodzi poniekąd na drugi plan wobec przyjemności obcowania ze sztuką teatru.

Szczególnie ważne jest utrzymanie jednolitej tonacji wszystkich elementów przedstawienia. Ta tonacja w Nagim królu Wojciecha Kobrzyńskiego jest pastelowa – poczynając od wykorzystanej w przedstawieniu muzyki Gioacchino Rossiniego, przez kostiumy i scenografię (Joanny Iwanickiej), aż po grę aktorską. Ze światem oper komicznych Rossiniego szczególnie współgrają kostiumy – stylizowane fraczki, kokardy, peruki i żaboty. Cała kolorystyka – od różów i seledynów po „naturalne” kolory ubrań tkaczy (beż, brąz) – jest barwna, ale ściszona, pastelowa właśnie. Motyw krosien, chwilami zasłaniających pionowymi sznurkami osnowy całość okna scenicznego, oddala niektóre sceny, pozwalając oglądać je jak przez woal.

To samo z komizmem. Nie ma w przedstawieniu dowcipu nachalnego, wrzaskliwego zjadliwego czy wulgarnego (a łatwo o to, skoro mowa o nagości). Panuje humor łagodny, ciepły, rozumiejący, obnażający co prawda różne ludzkie głupstwa i grzechy, ale czyniący to z domieszką wybaczającego zrozumienia. W ten sposób zabawny jest pomocnik Henryka, Chrystian – dyskretny, oddany, acz płochliwy, czasem ironicznie komentujący działania Księcia. Podobnie damy dworu i frejliny (Ewa Żebrowska, Eliza Krasicka, Sylwia Janowicz-Dobrowolska i Maria Rogowska) śmieszą swymi wielkopańskimi pretensjami, zakłamaniem czy służbistością na dworze Nagiego Króla, ale zarazem są w jakiś sposób sympatyczne i nieodparcie zabawne. Podobne uczucia budzi Kamerdyner (Wiesław Czołpiński) – kolejne kółko w łańcuszku zwierzchników i podwładnych, narzekający na ciężki los dworskiego mistrza ceremonii, ale za nic nie chcący stracić tego męczącego stanowiska. Także ojciec Królewny (Piotr Damulewicz) to nie apodyktyczny tyran, zmuszający córkę do niechcianego zamążpójścia, ale uczciwy człowiek, zakłopotany trudną rolą ojca panny na wydaniu, który chce jak najlepiej, potrafi przyznać się do błędu i odstąpić od niesłusznej decyzji. To on w spektaklu Wojciecha Kobrzyńskiego pierwszy wykrzyknie głośno, że Król jest nagi i że to oburzające. Wszyscy aktorzy stronią od szarży i spektakl jako całość wiele na tym zyskuje.

Brak ostrych konturów, pastelowość i jednolitość przyjętej tonacji dały w sumie ujmujący efekt. Spektakl nie ma ambicji wyznaczania nowych dróg w sztuce teatru, nie walczy i nie atakuje, daje widzom półtoragodzinny reżysersko-aktorski popis harmonii, dowcipu i finezji. Tylko trzeba lubić figurki z saskiej porcelany, muzykę Rossiniego lub mieć apetyt na ptysia z pianką.

Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

Korzystając z serwisu internetowego Białostockiego Teatru Lalek akceptują Państwo zasady Polityki prywatności, wyrażają zgodę na zbieranie danych niezbędnych do administrowania stroną i prowadzenia statystyk oraz wyrażają zgodę na używanie plików cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów na stronie.

Do góry btl kształt