Uniwersalne pytania, klasyka łącząca się ze współczesnością, zapadające w pamięć kreacje aktorskie, urzekająca scenografia i piosenki. Białostocki Teatr Lalek proponuje familijny spektakl „Słowik" na motywach baśni Hansa Christiana Andersena według sztuki i w reżyserii Roberta Jarosza. To polska prapremiera.
Andersenowska XIX-wieczna baśń zyskała na białostockiej scenie nową formę. Chiny, rządzący nimi cesarz i marzenie o pięknie śpiewającym słowiku – te tematy zostały twórczo przetworzone przez autora sztuki i reżysera Roberta Jarosza. Zainspirowały go do napisania tekstu, w którym Chiny to mocarstwo masowo wysyłające swoje towary w świat, a cesarz wybiera opakowania paczek.
Spektakl ma atrakcyjną dla młodego widza warstwę wizualną pełną współczesnych nawiązań, ale nie stracił oryginalnego przesłania. Konsekwentnie zrealizowane, oryginalne, a zarazem spójne przedstawienie może się podobać i niewątpliwie stanie się hitem Białostockiego Teatru Lalek.
Cesarz w złocie i czerwieni
Czerwień i złoto – oto kolory cesarza Chin (Artur Dwulit). Rządzi mocną ręką i jak każdy despota nie znosi sprzeciwu. Do pełni szczęścia brakuje mu jednego – słowika, którego śpiewu chciałby posłuchać.
Artur Dwulit po mistrzowsku kreuje postać cesarza. Stanowczy, bezwzględny, nieobliczalny. Tutaj gra nawet jego physis (głowa pokryta złotą powłoką). To jednak osoba, która przechodzi przemianę. Poszukuje równowagi między ciałem a duszą. Odrzuci złoto na rzecz rozmowy i bliskich relacji.
Minister budzi respekt
Takiej zmiany nie przejdzie Minister (Jacek Dojlidko), który każdą nieobecność cesarza wykorzystuje, by zasiąść na jego tronie. Ministrem Pypciem – jak zwykł go nazywać cesarz – zawładnie marzenie o władzy. Przebiegły i wyrachowany. Jacek Dojlidko konsekwentnie buduje postać. Od zaufanego współpracownika cesarza po osobę, która pragnie zająć jego miejsce.
Cesarzową miałaby zostać Pumei (Agata Stasiulewicz) – kucharka, którą Minister wypatrzył na ulicy i sprowadził do cesarskiej kuchni. Pumei również przejdzie przemianę. Od skromnej dziewczyny po żądną władzy pewną siebie kobietę pragnącą zastąpić... słowika. Godna uwagi jest również Śmierć przychodząca po cesarza odtwarzana przez Agatę Stasiulewicz. Oglądamy również wielce udany śpiewający duet: Grażyna Kozłowska (Yin) oraz Iwona Szczęsna (Yang).
„Wciąż śpiewam i tańczę i tyle"
Kto tak pięknie śpiewa i tańczy? Oczywiście tytułowy Słowik (porywający Michał Jarmoszuk). Autor tekstu i reżyser ma pomysł na tytułową postać. Z pozoru szary, niepozorny (dres i adidasy), Słowik zachwyca jednak swoim śpiewem.
Robert Jarosz podjął świetne decyzje obsadowe. Jarmoszuk może wykorzystać swoje wokalne umiejętności (choreograficzne też są zresztą niczego sobie). Jego Słowik to uosobienie czystego piękna, talentu i skromności. Pokazuje się też w innej, nieco wydumanej i sztucznej wersji jako Mechaniczny Słowik. „Ten tata wcale nie oszalał" – parafrazując syna odtwórcy głównej roli podczas premiery spektaklu. Złoto i klejnoty z oryginału zastąpiła ogłupiająca zabawka, która wcale nie wygląda lepiej niż oryginalny Słowik.
W pałacu czy w klatce?
Pałac czy klatka? W pierwszej części spektaklu oglądamy cesarza w czerwonej komnacie otoczonej... złotą ramą. Niczym pełny przepychu obraz. Gdy czerwony wystrój opada, komnata staje się klatką, w której cesarz czuje się jak w więzieniu. Ten scenograficzny pomysł Pavla Hubički powoduje, że po konstrukcji można się też wspinać (dużej urody scena z udziałem Ministra i Pumei).
Autor scenografii zadbał o to, by widzowie poczuli się jak w Chinach – mamy neon z napisem „China Town", lampiony, chińskie jedzenie, orientalne wachlarze, smoka czy ruch sceniczny nawiązujący do sztuki tai chi. To inspirujące spotkanie z kulturą i tradycją Chin.
Są też ciekawe lalki, a tekst roi się od współczesnych inspiracji, w których autor mruga do widza okiem (czy wiecie, „ile pompek w ciągu minuty robi Chińczyk?").
„Mieć ciasteczko i zjeść ciasteczko"
Złota charakteryzacja, czerwone szaty, sygnety, lakierki – wykreowana przez Artura Dwulita postać budzi odrazę. Luźniejszy kostium przypadł w udziale Jackowi Dojlidko. Bluza, koszulka z napisem „Respect", adidasy. W podobnym stylu prezentuje się Słowik, który ma jedynie brokatową oprawę oczu.
W familijnej propozycji nie brakuje też różnorodnych stylistycznie piosenek (autorem muzyki jest Marcin Nagnajewicz), w które wpleść można nawet fragment utworu Bee Gees („Stayin' Alive"). Udane sceny muzyczno-taneczne (autorką choreografii jest Marta Bury) będą atrakcyjne nie tylko dla młodego widza.
„Mieć ciasteczko i zjeść ciasteczko" – czy to jest możliwe? Widzowie znają odpowiedź. Naturalne piękno, wolność i szczere uczucia biorą górę nad sztucznością i materialnymi dobrami. Przemyślany, pięknie wizualny, zachwycający mocnymi kreacjami „Słowik" przypomina te uniwersalne prawdy.