Zobacz opis Zobacz opis sztuki: ŚLUBY PANIEŃSKIE
Kategoria BTL Scena Propozycji
KATEGORIA WIEKOWA Dla młodzieży i dorosłych
CZAS TRWANIA 75 minut

ŚLUBY PANIEŃSKIE

OPIS

ŚLUBY PANIEŃSKIE

Wg teorii Franza Mesmera w ciele człowieka istnieją fluidy, za sprawą których ludzie przyciągają się nawzajem. Czy rzeczywiście istnieje miłość od pierwszego wejrzenia? Czy magnetyzm serc to sprawa fluidów, czy może ciężkiej, czasem upokarzającej walki o względy drugiej osoby? A może to sprawa dojrzałości i doświadczenia.

Połączenie klasycznego wiersza, klasycznych form lalkowych ze współczesną oprawą scenograficzną i intrygującą muzyką to właśnie Śluby panieńskie Aleksandra Fredry w Białostockim Teatrze Lalek.

Zapraszamy na jedną z najważniejszych komedii w polskiej dramaturgii klasycznej.

 

Spektakl brał udział w II edycji Konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej „Klasyka Żywa” 

11 września 2016
Premiera "Ślubów panieńskich"
Zobacz
8 września 2016
Konferencja prasowa przed premierą "Ślubów panieńskich"
Zobacz

TWÓRCY

autor
Aleksander Fredro
scenariusz i reżyseria
scenografia
muzyka
Piotr Chociej

OBSADA

ZAPOWIEDZI PRASOWE

Śluby panieńskie w wersji lalkowej

AK, "Kurier Poranny", 9.09.2016

ROZWIŃ

Pierwsza premiera w Białostockim Teatrze Lalek to "Śluby panieńskie".

Nie koncentrujemy się na obyczajowości, ale na relacjach między ludźmi. Zadajemy pytania czy istnieje coś takiego jak miłość od pierwszego wejrzenia, czy trzeba ją wypracować, przejść drogę, by uruchomić uczucia w drugim człowieku - mówi Artur Dwulit, reżyser spektaklu „Śluby panieńskie” według tekstu Aleksandra Fredry. To pierwsza w tym sezonie premiera w Białostockim Teatrze Lalek. Spektakl ma łączyć klasykę ze współczesnością - klasyczny teatr lalki i cieni, wiersz zestawiony będzie ze współczesną scenografią i muzyką.

Pierwsza premiera w nowym sezonie. BTL wystawia "Śluby panieńskie"

Anna Dycha, bialystokonline.pl, 8.09.2016

ROZWIŃ

"Śluby panieńskie" w reżyserii Artura Dwulita połączą klasykę i nowoczesność - tradycyjny wiersz Fredry, teatr jawajski i współczesną scenografię. Premiera spektaklu 11 września w Białostockim Teatrze Lalek.

Spektakl jest realizowany w ramach Sceny Propozycji Aktorskich.

- To pierwsza premiera w tym sezonie - mówi Jacek Malinowski, dyrektor BTL-u. - Rzadko na scenach lalkowych widuje się tego typu klasykę - zagrają w niej lalki jawajki.

Jawajka to rodzaj lalki teatralnej z głową osadzoną na kiju, animowanej nad parawanem - z ruchomymi rączkami prowadzonymi za pomocą czempurytów (drutów).

Lalki jawajskie na fali

Reżyser Artur Dwulit wspomina, że pomysł spektaklu zrodził się kilka lat temu.

- W szkole teatralnej mieliśmy przedmiot "gra jawajką". Często ten rodzaj lalki utożsamiany jest z postaciami bajkowymi, jednak my znaleźliśmy "Śluby panieńskie" Aleksandra Fredry. Łucja Grzeszczyk przygotowała projekty lalek, zrobiliśmy egzamin ze studentami. Okazało się, że wiersz Fredry dobrze współpracuje z tą techniką. Jest wyjątkowa, bo prowadzona przez aktora obiema rękami. Zastanawialiśmy się, co by było, gdyby z takim repertuarem spotkał się zwykły widz. Z propozycją wystawienia spektaklu zwróciliśmy się do dyrektora Jacka Malinowskiego, a on się zgodził - dodaje Artur Dwulit.

Podkreśla, że tę pracę traktują jako rodzaj laboratorium - spotkanie z tekstem i wspólną pracę zespołu.

W tekście konieczne były skróty, ale główny wątek jest zachowany.

- Koncentrujemy się nie na obyczajowości, ale na relacjach między ludźmi. Zadajemy pytanie, czy istnieje coś takiego jak miłość od pierwszego wejrzenia, czy miłość trzeba sobie "wypracować". Teraz obserwujemy przecież modę na związki partnerskie - mówi reżyser.

Kostiumy jak z witryn sklepowych

Scenografię do spektaklu przygotowała Łucja Grzeszczyk, aktorka BTL-u.

- Wcześniej mogła się plastycznie "wyżyć" w czasie pracy nad spektaklem "Piotruś i wilk" Bernardy Bieleni. Tutaj było większe wyzwanie, bardziej monumentalna praca. Jestem aktorem-lalkarzem, ale z zamiłowania plastykiem. To zaszczyt móc stworzyć obraz w spektaklu - przyznaje Łucja Grzeszczyk.

Inspiracji do stworzenia scenografii i kostiumów szukała we współczesności, m.in. w witrynach sklepowych.

- Chcieliśmy podołać wyzwaniom, które stawia przed nami młody człowiek, zarzucany kulturą obrazkową, podążający za modą - wyjaśnia Grzeszczyk.

Do teatru jawajskiego twórcy dołożyli też teatr cieni, by odciążyć widzów i nie zmęczyć zbytnio lalką.

Muzykę do spektaklu skomponował Piotr Chociej. Pobrzmiewają w niej jazzowe i współczesne dźwięki. W spektaklu występują: Łucja Grzeszczyk, Iwona Szczęsna, Izabela Maria Wilczewska, Wiesław Czołpiński, Błażej Piotrowski i Mateusz Smaczny.

Połączenie współczesności i klasyki

Twórcy spektaklu łączą współczesność i klasykę. Wykorzystują teatr cieni, lalki jawajki, teatr parawanowy, a jednocześnie stawiają na współczesną oprawę scenograficzną i intrygującą muzykę. To zderzenie może być interesujące.

- Zadanie jest bardzo trudne - mówi o grze w spektaklu Mateusz Smaczny. - Jednak bardzo lubię jawajkę. Uważam, że ta lalka ma duże możliwości - można nią naśladować człowieka i oddać jego charakter. Problemem jest wybór środków, by widza nie znudzić. Dlatego chcemy opowiedzieć więcej, niż mógł opowiedzieć Fredro, przenieść "Śluby panieńskie" w nasze czasy.

Premiera spektaklu jest zaplanowana 11 września godz. 18.00 na małej scenie BTL-u.

Niech kocha, płacze, jęczy, kona. "Śluby panieńskie" inne niż zwykle

Monika Żmijewska, "Gazeta Wyborcza", 10.09.2016

ROZWIŃ

Przystojny fircyk, łzawy kochanek i one dwie: panienki, które postanawiają dręczyć mężczyzn swoją obojętnością i nie wychodzić za mąż. Fredrowską historię zna prawie każdy, ale niekoniecznie ... zagraną przez lalki. A taką nietypową wersję sceniczną komedii Aleksandra Fredry proponuje Białostocki Teatr Lalek. Premiera "Ślubów panieńskich" - w niedzielę (11.09) o godz. 18. Spektakl można zobaczyć też w sobotę (10.09) o tej samej porze.

Spektakl przygotowywany jest w ramach Sceny Propozycji, w której zespół Białostockiego Teatru Lalek może się realizować dodatkowo. - Nasi aktorzy są tak ambitni, że poza nurtem codziennej pracy w teatrze chcą robić coś więcej - mówi Jacek Malinowski, szef. BTL. I oddaje scenę Arturowi Dwulitowi i Łucji Grzeszczyk. Oboje na co dzień grają w teatrze, tym razem jednak Dwulit reżyseruje spektakl, a Łucja Grzeszczyk odpowiada za scenografię (i gra jedną z głównych ról). A właściwie daje życie jednej z jawajek - które na scenie sugestywnie, każdym gestem wyrażają emocje, mówią wierszem, płaczą, uwodzą, pokrzykują.

To dla aktorów duże wyzwanie. - Rzadko widuje się klasykę w lalkach, tym bardziej chętnie pokażemy to na naszej scenie - mówi szef teatru.

Motoryka ciała aktora

Artur Dwulit: - Pomysł narodził się kilka lat temu, gdy w szkole teatralnej współpracowaliśmy wraz z Łucją ze studentami nad przedmiotem "gra aktora jawajką". Studenci muszą przejść przez to obowiązkowo. Wszelkie bajki i baśnie bardzo dobrze działają w tej formie. Ale klasyka? Łucja przygotowała projekty lalek i zrobiliśmy ze studentami egzamin. I okazało się, że to działa. Wiersz 8-, 11-, 13-zgłoskowy dobrze współpracuje z tą techniką, która jest specyficzna, dlatego, że lalka jest prowadzona przez aktora dwoma rękami. A w związku z tym motoryka ciała aktora przenosi się na lalkę. I wygląda to bardzo ciekawie. Zastanawialiśmy się w szkole, co by się wydarzyło, gdyby z takimi lalkami i z klasycznym tekstem spotkał się widz. Postanowiliśmy to sprawdzić - stąd ten spektakl - mówi reżyser. - Traktujemy tę pracę jako laboratorium, spotkanie - i z tekstem, i z techniką . To, że ja jestem podpisany na afiszu jako reżyser, nie znaczy, że wszystkie pomysły użyte w spektaklu sa moje. Przedstawienie to efekt współpracy, laboratoryjnego podejścia do tematu.

Przedstawienie w BTL trwa nieco ponad godzinę, powstało po licznych skrótach oryginalnego tekstu Fredry.

- Gdybyśmy mieli zaprezentować całość - spektakl pewnie trwałby 2,5 godziny. Lalka tego nie uniesie. Skróty były konieczne - mówi Artur Dwulit. - Koncentrujemy się na relacji między ludźmi, zadajemy sobie pytanie: czy istnieje miłość od pierwszego wejrzenia? Czy magnetyzm serc to sprawa fluidów, czy może ciężkiej, czasem upokarzającej walki o drugą osobę? A może to sprawa dojrzałości i doświadczenia? Dlaczego obecnie w świecie panuje taka niechęć i strach przed zawieraniem związków?. Jest moda na związki partnerskie, czy bycie singlem. A tu raptem trzeba podjąć decyzję... I okazuje się, że w tym kontekście Fredro jest obecnie niesłychanie aktualny.

Witryna sklepowa i zalotne pozycje

Miłosne perypetie dwóch par,, dwóch mężczyzn, z których każdy zupełnie inaczej traktuje kobiety, oglądamy za kilkoma parawanami. Ich układ przypomina nieco witryny sklepowe, utrzymane w czarno-białej kolorystyce. Pełno w nich kobiecych nagich sylwetek-manekinów, płaskich figur, które przybierając różne zalotne pozycje, obrazują nieco przewrotnie świat damsko-męskich gierek. I wprowadzają tu też drugi element - teatr cieni.

Autorką scenografii jest Łucja Grzeszczyk, mówiąca o sobie: "z zawodu aktorka, z zamiłowania - plastyk:

- Szukaliśmy odniesień we współczesności, tak, by młodzież, a to do niej jest głównie skierowany spektakl, nie krzywiła się, słysząc, że musi wysiedzieć na sztuce sprzed ponad stu lat. Staraliśmy się podołać wyzwaniu, a takim wyzwaniem są właśnie młodzi ludzi, żyjący w kulturze obrazkowej, i którym klasyczny teatr kojarzy się z reliktem. Stąd też, choć tekst jest klasyczny, postanowiliśmy zaprezentować go we współczesnym kostiumie, współczesnych dekoracjach i z intrygującą muzyką jazzową Piotra Chocieja - mówi Łucja Grzeszczyk.

Mateusz Smaczny w spektaklu gra Gustawa. Jego bohater to wyrazisty fircyk, który cieszy się powodzeniem u kobiet, ale oto trafia na obojętną Anielę. - Staram się tchnąć jak najwięcej życia w lalkę, co nie jest łatwe, mocno angażuje nadgarstek. Ale to też bardzo ciekawe zadanie, zwłaszcza że ostatni raz jawajkę trzymałem w ręku jeszcze w szkole teatralnej - mówi Smaczny.

Obok niego za parawanem kryć się będą: Iwona Szczęsna, Izabela Maria Wilczewska, Wiesław Czołpiński, Błażej Piotrowski.

GALERIA

RECENZJE

Śluby panieńskie" Fredry zagrane przez lalki. Efekt jest zaskakujący

Monika Żmijewska, "Gazeta Wyborcza", 13.09.2016

ROZWIŃ

One zalotów nie chcą, oni nie rozumieją. Jeden płacze i od miłości ginie, drugi obmyśla plan... 180 lat temu historię miłosnej strategii opisał Fredro i co ciekawe, opis to ciągle żywy. W Białostockim Teatrze Lalek zyskuje jeszcze nietypowy wariant, bo... lalkowy.

Klasyka zagrana jawajkami to ciągle rzadkość na polskiej scenie. A jednak Białostocki Teatr Lalek, a dokładnie dwójka aktorów z tej instytucji, postanowiła sprawdzić, jak komediodramat z 1832 roku o damsko-męskich miłosnych podchodach wybrzmi na scenie w takiej właśnie - lalkowej - formie. Artur Dwulit i Łucja Grzeszczyk do współpracy zaprosili jeszcze Wiesława Czołpińskiego, Izabelę Wilczewską, Błażeja Piotrowskiego, Mateusza Smacznego i Iwonę Szczęsną i w ramach Sceny Propozycji przygotowali spektakl nie tylko odbiegający formą od dotychczasowych inscenizacji Fredry, ale też doprawiony ostrą jazzową muzyką.

Lalki jak żywe postaci

Efekt okazał się ciekawy - młodzi ludzie marudzący, że Fredro, że lektura, że archaiczny język..., mogą być pozytywnie zaskoczeni. Fredrowska fraza już sama w sobie nie jest frazą ciężką i mimo upływu lat nadal się broni, ale w wykonaniu białostockich aktorów jeszcze zyskuje - tekst płynie lekko, słucha się go bez wysiłku.

Lekkość ma też w sobie adaptacja, która sięga po kontrast, zderza różne formy i stylizacje, nie stroni od niespodzianek - co młodzieży - przyzwyczajonej do migawkowej rzeczywistości - może się podobać.

Niespodzianką są lalki. Tak sugestywnie animowane przez aktorów, że momentami można wręcz ulec złudzeniu, że to żywe postaci, a nie ich drewniano-materiałowy odpowiednik. Wyraziste rysy też mają znaczenie - choćby jękliwy Albin (Błażej Piotrowski), ciągle lejący łzy, że ukochana nie zwraca na niego uwagi; cierpiętniczy charakter ma zapisany w fizjonomii, chmurne oczy, długie włosy, którymi nerwowo odrzuca co sekunda - o, to prawdziwa miłosna nerwica natręctw.

Albo wujaszek Radost (Wiesław Czołpiński), który chce wyswatać Gustawa (Mateusz Smaczny) i już tylko w spokoju czekać na wnuki: lekko wytrzeszczone oczy, nerwowe ruchy, histeria w głosie, bo też "ukochany chłopczyna" to jednak niezły gagatek, ciągle dostarcza kłopotów, co przenosi się też na wujaszkowe rozedrganie.

Gustaw z kolei to osobnik z gatunku łobuz-czaruś, do którego wszyscy mają słabość. Nawet jak się miota po scenie, to z wdziękiem. Czy też dwie przyjaciółki Klara (Izabela Wilczewska) i Aniela (Łucja Grzeszczyk), które składają przysięgę, że nie chcą karesów męskich, za mąż nie wyjdą i już. Są twarde (do czasu), niewzruszone i takie też przybierają pozy.

Witryny sklepowe

Słowem: nerwowość i spokój - wszystko to się na scenie plecie, tworząc barwny kalejdoskop gestów, póz, a nawet min. Lalki bowiem mają wyraziste, podmalowane twarze, a odzienie - w nieco glamrockowym stylu. Co wygląda nawet interesująco, gdyby nie to, że wszystkie stroje - czarno-szaro-srebrne - zlewają się nieco z utrzymaną w takiej właśnie kolorystyce scenografią. Pomysł, by lalkowe parawany wystylizować na witryny sklepowe, jest nawet ciekawy, tyle że jednolitość barw w pewnym momencie zaczyna męczyć, oko tęskni do koloru. Ten pojawia się dopiero pod koniec spektaklu za sprawą gry świateł.

Dużo się za parawanem dzieje - lalki funkcjonują wśród papierowych, poustawianych bezładnie, płaskich manekinów, choć może raczej powiedzieć trzeba, że to postaci, które zeszły z kart jakiejś grafiki ukazującej kobiecość w całej krasie: tu wygięta zalotnie stopa, tam kokieteryjne przechylenie szyi. Jest w tej scenografii potencjał, choć daje też wrażenie bezładu i chaosu oraz trochę nuży.

Teatr cieni

Niespodzianką jest zaangażowanie do spektaklu dolnej części parawanu - co jakiś czas jest podświetlana, a przed oczami widzów tańczą cienie czy to dwóch przyjaciółek układających misterny plan, czy zdenerwowanych amantów, których adoracje początkowo nie przynoszą efektu. Co ciekawe - w teatrze cieni równie ciekawie wypadają sylwetki aktorów, jak animowanych przez nich lalek. W spektaklu jest też scena, w której lalka animuje... lalki z gałganków. A wszystko po to, by dokładniej wytłumaczyć drugiej lalce zasadę pewnej taktyki.

Czy zamysł aktorów, by - jak zapowiadali - pokazać, jak to jest z tą miłością od pierwszego wejrzenia, się udał - trudno powiedzieć. Ale pomysł, by "Śluby panieńskie" ożywić inną formą, jest atrakcyjny. Widowisko jest dynamiczne, dobrze zagrane, ma w sobie nerw, wartkie tempo, podrasowane jeszcze ciekawą jazzową i przekorną nieco w tonie muzyką Piotra Chocieja. I tylko unowocześnianie na siłę bohaterów, którzy nie wiedzieć czemu muszą pisać SMS-y, jest zupełnie niepotrzebne. Oni i tak brzmią wystarczająco nowocześnie.

Śluby panieńskie Fredry nie wychodzą z mody

Anna Kopeć, "Kurier Poranny", 2.10.2016

ROZWIŃ

Pierwsza w tym sezonie premiera w Białostockim Teatrze Lalek to przykład tego jak umiejętnie i pomysłowo klasyczny tekst i formę połączyć ze współczesnością.

Tekst Aleksandra Fredry o zmyślnej miłosnej intrydze wciąż jest żywy i skrzy ciekawymi niuansami, jednak prezentowanie go w klasycznej lalkowej formie na dodatek z jazzującymi akcentami to rzadkość. Utarło się bowiem, że komedię tę wystawia się zgodnie z duchem epoki ówczesnej autorowi, najlepiej w historycznych kostiumach. Przełomu kilka lat temu dokonał Grzegorz Jarzyna wystawiając tekst hrabiego w nowatorskiej, współczesnej wersji. Także na nową odmianę, ale osadzoną w tradycji teatru animacji, zdecydował się Artur Dwulit, który zajął się reżyserią spektaklu oraz Łucja Grzeszczyk, która oprócz gry aktorskiej do tej realizacji stworzyła też scenografię. Do przedstawienia z udziałem lalek-jawajek przygotowywanego w ramach Sceny Propozycji Aktorskich zaprosili jeszcze piątkę aktorów-lalkarzy. Ich „Śluby panieńskie” zyskały niekonwencjonalną formę nie tracąc przy tym na wartości.

Jawajki jak żywe postaci

Szkolna lektura, to historia dwóch kuzynek Anieli i Klary, które przyrzekły sobie nigdy nie wyjść za mąż i konsekwentnie odrzucać zaloty sprytnego Gustawa i melancholijnego Albina. Pierwszy z nich, który dotąd wydawał się fircykiem i lekkoduchem obmyśla genialną intrygę. Jej „ofiarami” stają się co najmniej trzy pary. Tekst sprzed ponad 180 lat w wykonaniu artystów BTL brzmi lekko i interesująco. Jest zrozumiały także dla młodego pokolenia, przyzwyczajonego do zdawkowych informacji, migawkowych sytuacji i lapidarnej rzeczywistości. Dzięki lekkiej adaptacji, różnorodności form i ciekawym kontrastom twórcom udało się stworzyć przedstawienie, które nie brzmi archaicznie. Przeciwnie – wciąga i bawi niejednego widza.

Sporym zaskoczeniem są tu lalki - jawajki, które dzięki niezwykłej zręczności animatorów ożywają na oczach widzów. Jedną z ciekawszych jest scena, w której jeden z lalkowych bohaterów animuje małe gałganki, by wytłumaczyć innemu bohaterowi istotę całej misternie knutej intrygi. Podobnych smaczków w spektaklu jest więcej. Ileż wdzięku i gracji ma w sobie Gustaw (Mateusz Smaczny) miotający się po scenie w dzikiej furii! Ile smutku w oczach ma nihilistyczny Albin (Błażej Piotrowski) swoją stylizacją przypominający przedstawiciela subkultury emo! Rozedrgany wujek Radost (Wiesław Czołpiński) z zapałem zaciera ręce i nerwowym śmiechem próbuje wyswatać swojego niesfornego siostrzeńca Gustawa. Aniela (Łucja Grzeszczyk) i Klara (Izabela Wilczewska), które początkowo uparcie próbują wytrwać w swoich postanowieniach, z rozwojem sytuacji łagodnieją, dają się uwieść i ponieść uczuciu. Do tego majestatyczna Pani Dobrójska – matka Anieli i ciotka Klary – (Iwona Szczęsna) pouczająca panny jak powinny traktować swoich adoratorów.

Bohaterowie „Ślubów panieńskich” to wyraziste postacie. Jedni nerwowi i uparci, drudzy łagodni i nieco wycofani. Profesjonalny aktor bez problemu wcieli się w każdą z tych ról. Jak jednak prawdziwy charakter pokazać za pomocą pozbawionej mimiki lalki? Całą gamę patentów mają na to niezawodni białostoccy lalkarze. Wystarczy kilka gestów, póz, a czasem zdawać by się mogło, że także min, by zaprezentować prawdziwe oblicza swoich postaci i zależności między bohaterami. Z ogromną przyjemnością ogląda się bardzo precyzyjnie prowadzone kreacje. Na scenie świetnie wypada zawadiacki Gustaw, Albin zamaszyście odrzucający opadającą na oczy grzywkę oraz pełna wdzięku, ale też uporu Aniela.

Co się dzieje za parawanem?

Białostockie, lalkowe „Śluby panieńskie” zbudowane są na kontrastach i współczesnych rozwiązaniach. Scenografię utrzymaną w czarno-biało-szarej kolorystyce tworzą rzędy dawno niewidzianych w teatrze parawanów. Gdzieniegdzie wystają kobiece sylwetki w zalotnych, kokieteryjnych pozach. W takiej scenerii rozrywa się większość scen. Radost goni za siostrzeńcem próbując przywołać go do porządku, Albin wylewa cierpiętnicze łzy, Aniela nonszalancko odrzuca Gustawa, by w finale się z nim namiętnie całować…

Strojom bohaterów również brakuje żywych barw. Czarno-białe wdzianka przypominające nieco kreacje z wybiegu mody ciekawie komponują się z dekoracjami. Najniższy rząd parawanów przeznaczono na równie interesujący teatr cieni. Obserwujemy tu jak Klara i Aniela piszą do siebie SMS-y czy w ukryciu popalają skręty. Gustaw wyśpiewuje swoje emocjonalne songi, omawia z Albinem plan podboju niewieścich serc.

Spektakl ma dobre tempo, wzbogacone dodatkowo lekko jazzującą muzyką Piotra Chocieja. Trzeba przyznać, że zapowiadany przez twórców teatralny eksperyment bez wątpienia się udał. Udowodni bowiem, że słynny magnetyzm serca, którym Fredro urozmaicił tytuł swojego utworu, to nie mrzonka. „Śluby panieńskie” w adaptacji lalkowej są atrakcyjne wizualnie i zrozumiałe w przekazie. A to podstawa wszystkich spektakli szkolnych kierowanych do młodzieży.

Zaskakujące "Śluby panieńskie". BTL łączy klasykę i nowoczesność

Anna Dycha, bialystokonline.pl, 13.09.2016

ROZWIŃ

Bohaterowie Aleksandra Fredry piszący sms-y i śpiewający do mikrofonu? Tak, to możliwe. Białostocki Teatr Lalek zaprezentował "Śluby panieńskie", w których umiejętnie połączył klasykę z nowoczesnością.

Spektakl "Śluby panieńskie" to pierwsza w tym sezonie premiera BTL-u. Twórcy przedstawienia z reżyserem Arturem Dwulitem na czele postanowili na grę lalką jawajką - to rodzaj lalki teatralnej z głową osadzoną na kiju, animowanej nad parawanem, z ruchomymi rączkami prowadzonymi za pomocą drutów, wywodząca się z teatru azjatyckiego. Klasyczny teatr z jawajkami połączyli z nowoczesnym teatrem cieni i współcześnie napisaną muzyką. Ten nieoczekiwany miks jest największym atutem spektaklu.

Intrygi i magnetyzm serca

"Śluby panieńskie" to historia Anieli i Klary, które przyrzekły sobie, że nigdy w życiu nie wyjdą za mąż i dręczą mężczyzn Gustawa i Albina swoją obojętnością. Albin zostaje odrzucony przez Klarę, Aniela nie przyjmuje zalotów Gustawa. Zaczyna się więc wojna damsko-męska, w której intryga goni intrygę, kolejne serca są łamane, a każdy chwyt jest dozwolony.

Fredo komediowo komplikuje losy bohaterów, by całość oczywiście zakończyć happy endem. Wierzył bowiem w magnetyzm serca - taki jest też drugi człon tytułu utworu Fredry. Zgodnie z tą teorią istnieje fluid, który oddziałuje na drugą osobę i przyciąga ją jak magnes. Miłość to więc uczucie, które niekoniecznie pojawia się od pierwszego wejrzenia, ale do którego - mimo wielu zawirowań - wytrwale trzeba dążyć.

Sms-y w teatrze cieni

Interesująca w tym spektaklu jest konstrukcja sceny. Na górze mamy plan lalkowy, gdzie rozgrywają się kolejne intrygi, lalki szamoczą się i biegają, a w finale namiętnie całują. Na dole natomiast widzowie obserwują nie mniej wciągający teatr cieni i podane w sposób współczesny wybrane sceny z komedii Fredry. Aniela i Klara składają przysięgę, że nigdy nie wyjdą za mąż, Albin pisze sms-y do Klary, Gustaw śpiewa do mikrofonu, a dziewczęta popalają skręty. Czy nie tak spędza czas współczesna młodzież? Dziewiętnastowieczna komedia jest nadal aktualna.

Jazz i sklepowe manekiny

Zaskakująca jest także muzyka, w której Piotr Chociej łączy jazz, rozimprowizowane fragmenty i brzmienia klubowe. Znakomicie ilustruje to, co dzieje się na scenie. Wreszcie współczesna scenografia inspirowana sklepowymi manekinami, utrzymana w kolorach bieli, szarości i czerni. Z kolei blade twarze młodzieńców przypominają oblicza młodzieży z pokolenia emo, a Albin z czarnymi włosami i białymi pasemkami wręcz głównego bohatera filmu "Sala samobójców".

Autorką scenografii jest jedna z aktorek - Łucja Grzeszczyk. W spektaklu występują też Iwona Szczęsna, Izabela Maria Wilczewska, Wiesław Czołpiński, Błażej Piotrowski i Mateusz Smaczny. Przedstawienie zrealizowano w ramach Sceny Propozycji Aktorskich.

Miłość jest zawsze taka sama

Monika Woronicz, teatrdlawas.pl, 10.10.2016

ROZWIŃ

Białostocki Teatr Lalek nie po raz pierwszy zaskakuje swoich dorosłych widzów ciekawą interpretacją perełek polskiej literatury. Tym razem na warsztat zostały wzięte kultowe „Śluby panieńskie” Aleksandra Fredry. Perypetie dwóch – dzisiaj śmiało można powiedzieć – feministek oraz zakochanych w nich kawalerów przez lata bawi odbiorców w każdym wieku. Spektakl praktycznie w całości wykreowany jest przez lalki jawajki. Efekt powalający!

Jawajki są lalkami z głowami osadzonymi na kiju i z ruchomymi rączkami prowadzonymi przez aktora za pomocą drutów. Mimo że nie są to najnowocześniejsze marionetki, Artur Dwulit w niezwykle wysmakowany sposób łączy w swoim spektaklu tradycję z nowoczesnością.

Tekst Fredry jest komedią interpretowaną przez wielu twórców na przeróżne sposoby. Nic dziwnego: temat poruszany w dramacie jest aktualny. Któż z nas nie zna historii miłości szczęśliwej, nieraz skazanej na niepowodzenie, historii o zalotach czy zwyczajnym, ludzkim pragnieniu szczęścia? O tym właśnie w niezwykły sposób opowiadają „Śluby panieńskie”.

Warto przyjrzeć się też pomysłowej scenografii, choć dość monochromatycznej, stworzonej przez jedną z aktorek, Łucję Grzeszczyk. Wielopoziomowe fragmenty ścian tworzą iluzję schodów i pomieszczeń, po których przebiegają aktorzy animujący lalkami. Kartonowe, ruchome części ciała, które można zauważyć pomiędzy nimi, mogą być odczytane jako metafora nierozerwalności miłości z fizycznością.

Ciekawym zabiegiem jest dołączenie do jawajek teatru cieni. Pomaga to widzowi spojrzeć na archaiczne lalki jak na młodych, pełnych energii i pomysłów ludzi. Za płóciennym ekranem aktorzy przenikają się ze światem marionetek, tworzą arcyciekawe widowisko.

Spektakl Dwulita jest niebanalnym dialogiem pomiędzy tradycją a współczesnością. Widzowie na jednej płaszczyźnie spotykają się z lalkami ubranymi w stroje z epoki Fredry, z aktorami piszącymi do siebie czułe SMS-y czy z jazzowo-klubową muzyką. Wszystko to sprowadza widza do jednego wniosku: miłość, niezależnie od realiów epoki, zawsze jest uczuciem, o które warto zawalczyć.

Fakt, że próba zakupu biletów w dniu spektaklu praktycznie graniczyła z cudem, jest chyba najlepszą rekomendacją, jaką można wystawić białostockim „Ślubom panieńskim”.

MULTIMEDIA

odtwórz Trailer spektaklu "Śluby panieńskie"
Trailer spektaklu "Śluby panieńskie"

HISTORIA

II edycja Konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej „Klasyka Żywa”

ROZWIŃ

Spektakl brał udział w II edycji Konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej „Klasyka Żywa”. 

 

2018 r. 33. edycja Międzynarodowego Festiwalu Lalek i Teatru Alternatywnego w Pilźnie (Czechy)

ROZWIŃ

Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów na stronie.

Do góry btl kształt