Zobacz opis Zobacz opis sztuki: BAŚŃ O RYCERZU BEZ KONIA
Kategoria BTL Nowa Dramaturgia
KATEGORIA WIEKOWA Dla rodziny
CZAS TRWANIA 60 min.

BAŚŃ O RYCERZU BEZ KONIA

OPIS

BAŚŃ O RYCERZU BEZ KONIA

Dawno, dawno temu, był sobie Rycerz bez Konia. I był z tego powodu bardzo nieszczęśliwy. Wszyscy waleczni Rycerze mieli przecież swoje Konie – On jeden jedyny nie miał.

Gdybyż tylko wiedział, że gdzieś tam, w świecie, jest Koń w sam raz dla Niego – taki Koń bez Rycerza – na pewno byłoby Mu lżej.

Na szczęście my już to wiemy.

Nie wiemy tylko, czy się spotkają – i jakie będą mieć po drodze przygody.

Zapraszamy na pełną humoru, rozśpiewaną opowieść o sile marzeń i wielkiej przyjaźni, zdolnej pokonać wszelkie przeciwności losu.

 

Przedstawienie familijne skierowane do widzów przedszkolnych i wczesnoszkolnych, zrealizowane przez czołowych artystów węgierskiej sceny lalkowej i doświadczonego kompozytora scen polskich.

Spektakl bierze udział w 26. Ogólnopolskim Konkursie na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej

15 maja 2019
Konferencja prasowa przed premierą "Baśni o Rycerzu bez Konia"
Zobacz
18 maja 2019
Premiera "Baśni o Rycerzu bez Konia"
Zobacz
25 listopada 2019
"Baśń o Rycerzu bez konia" bierze udział w 26. Ogólnopolskim Konkursie na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej
Zobacz

NAJBLIŻSZE POKAZY:

ZOBACZ WSZYSTKIE POKAZY

TWÓRCY

reżyseria
András Veres (Węgry)
scenografia
Erik Grosschmid (Węgry)
muzyka
Bogdan Szczepański

OBSADA

ZAPOWIEDZI PRASOWE

Do pełni trzeba swojej połówki

Monika Żmijewska, "Gazeta Wyborcza", 26.04.2019

ROZWIŃ

15 lat temu napisała baśń, która od tamtej pory stała się hitem polskich scen. Ale choć Marta Guśniowska z Białostockim Teatrem Lalek związana jest już od lat 12, jej sztuka tu nie była wystawiona. Aż do teraz. Premiera "Baśni o Rycerzu bez Konia" - 18 maja.

To dobra wiadomość. Sztuka, ceniona przez krytyków, uwielbiana przez dzieci, miała już dotąd kilkanaście realizacji w Polsce, zobaczyli ją też widzowie na Węgrzech i Słowacji. Tak się jakoś zdarzyło jednak, że białostoczanie nie mieli okazji. Marta Guśniowska [na zdjęciu] od 2007 roku, gdy poprzedni dyrektor BTL - Marek Waszkiel - ściągnął ją do Białegostoku, napisała wiele kolejnych sztuk, specjalnie na białostocką scenę. "Rycerz bez Konia" zaś hulał po świecie. Aż minęła 15. rocznica od napisania sztuki i Jacek Malinowski, obecny dyrektor BTL, uznał: najwyższy czas.

Bez siebie są niepełni

- Świadomie chciałem odczekać, aż hit Marty wygra się w innych teatrach - mówi dyrektor. Zależało mu też, by bajkę zrealizował węgierski reżyser - Andreas Veres, który kilka lat temu wyreżyserował w BTL "Cudowną lampę Aladyna". Teraz pracuje nad debiutancką sztuką Guśniowskiej. - Myślę, że to będzie rozrywkowa rzecz. Tekst jest dowcipny, oparty na motywie wędrówki, z kilkoma ładnymi piosenkami. I jak to u Marty - wątki baśniowe przeplatają się ze współczesnością. Jest tu też temat bliski autorce, która interesuje się taoizmem: by osiągnąć pełnię, trzeba mieć swoją połówkę. Bajka o tym opowiada na różnych poziomach - mówi Jacek Malinowski.

Mamy więc w bajce zdesperowanego rycerza, który szuka konia, i sfrustrowanego rumaka, który szuka swego rycerza. Rzecz jest poważna - bo jak tu w ogóle pokazać się gdziekolwiek? Kto potraktuje poważnie rycerza na piechotę, a konia bez właściciela na grzbiecie? Bez siebie i rycerz, i koń, czują się niepełni. Ci zaś, których spotykają na swojej drodze, okazują się być nie tymi właściwymi. I tak wędrują po świecie, szukają się i znaleźć wzajem nie mogą.

Ale jest nadzieja. Jak we wszystkich bajkach Marty Guśniowskiej, mistrzyni prostych, mądrych baśni dla dzieci i dla tych w wieku dojrzałym też. Guśniowska w finezji i uniwersalności opowieści, przesyconych humorem i czułością do bohaterów na polskim rynku sztuk dla dzieci chyba nie ma sobie równych.

"Baśń o Rycerzu bez Konia" jest jej szczególnie bliska. Od niej tak naprawdę wszystko się zaczęło - cała dramatopisarska ścieżka. Sztuka powstała w 2004 roku, na realizację czekała rok, w 2005 roku prapremierę wystawił Teatr Animacji w Poznaniu.

Urok leży w prostocie

- Pamiętam moment, gdy dowiedziałam się, że sztuka będzie realizowana. Stałam na schodach w zamku, byłam tak szczęśliwa, że nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Obdzwoniłam rodzinę, znajomych. A potem chodziłam na wszystkie próby, patrzyłam na aktorów, którzy bardzo poważnie podchodzili do tego, co napisałam. I nie mogłam uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. I wtedy już wiedziałam, że właśnie tym chcę się zajmować - pisaniem sztuk - wspomina Marta Guśniowska. - Właściwie nie wiem, kiedy to minęło. Gdy usłyszałam od dyrektora, że białostocki teatr chce wystawić ten tekst, bardzo się ucieszyłam, ale i trochę przestraszyłam. Nie czytałam go wiele, wiele lat, bałam się wręcz do niego zajrzeć. Przecież wszyscy się zmieniamy, patrzymy na pewne sprawy inaczej, może tekst trzeba poprawić? Zaproponowałam zresztą, że jeśli trzeba, to chętnie tekst przerobię, coś w nim zmienię. Ale reżyser stwierdził, że urok bajki leży w jej prostocie i przeróbki są niepotrzebne. Zajrzałam do sztuki i stwierdziłam, że faktycznie, nie jest tak źle. Choć też widzę, że piszę już trochę inaczej. Wszystko to okazało się zresztą ciekawym doświadczeniem. Jak podróż w przeszłość i oglądanie siebie sprzed lat.

O idei baśni Guśniowska mówi: - To po pierwsze rzecz o tym, by nie tracić wiary w marzenia, i nie przejmować się zakręcikami, zakrętami i niedogodnościami, które nas zatrzymują. A po drugie - to baśń o odnajdywaniu kogoś w życiu. To, że jesteśmy sami, nie oznacza, że musi tak być. Wystarczy się rozejrzeć. Może się zdarzyć, że za rogiem spotkamy kogoś dla nas ważnego: przyjaciela, ukochanego, bratnią duszę.

Z Andreasem Veresem współpracuje węgierski scenograf Erik Grosschmid i kompozytor Bogdan Szczepański. Na scenie wraz z lalkami pojawią się: Grażyna Kozłowska, Sylwia Janowicz-Dobrowolska, Ewa Żebrowska, Magdalena Dąbrowska, Jacek Dojlidko, Krzysztof Bitdorf.

Baśń o Rycerzu bez Konia na małej scenie BTL

Jerzy Doroszkiewicz, "Kurier Poranny", 16.05.2019

ROZWIŃ

(...)

"Baśń o Rycerzu bez Konia" Marta Guśniowska napisała 15 lat temu. Okazało się, że jej debiutancka sztuka jest wielkim hitem, który grany jest w teatrach lalkowych na całym świecie. - Jest mi przyjemnie, że nadal żyje i się sprawdza -mówi skromnie dramaturżka. - To bajka o tym, że warto wierzyć w marzenia, i że każdy ma kogoś przeznaczonego sobie, mamy tę druga połówkę, przyjaciela, że nie jesteśmy sami na świecie. A jeśli nam się czasem tak wydaje, to wystarczy się rozejrzeć i znaleźć tego kogoś ważnego.Stąd na scenie pojawia się samotny koń i równie nieszczęśliwy rycerz.

(...)

Czy rycerz odnajdzie konia? Pełna humoru opowieść w BTL-u

Anna Dycha, bialystokonline.pl, 16.05.2019

ROZWIŃ

To będzie rozśpiewana historia o sile marzeń i wielkiej przyjaźni. Mowa o spektaklu "Baśń o Rycerzu bez Konia" na podstawie tekstu Marty Guśniowskiej. Przedstawienie wystawia Białostocki Teatr Lalek.

Marzenia się spełniają

Sztuka "Baśń o Rycerzu bez Konia" powstała 15 lat temu i stała się hitem w wielu teatrach - wystawiana była m.in. w Teatrze Banialuka w Bielsku-Białej, Teatrze "Baj", Teatrze Lalki i Aktora w Wałbrzychu, Teatrze Maska w Rzeszowie czy Teatrze "Groteska" w Krakowie.

- Skoro ta sztuka jest grana wszędzie, więc dlaczego miała być też u nas. Razem z dyrektorem BTL-u Jackiem Malinowskim postanowiliśmy ją wystawić właśnie teraz - taką refleksją dzieliła się Marta Guśniowska, dramaturg Białostockiego Teatru Lalek, podczas spotkania z dziennikarzami. - Jest mi bardzo przyjemnie, że ten tekst żyje i się sprawdza. 15 lat minęło, a twórcy białostockiego spektaklu pokazali mi, że jestem autorką klasyczną.

O czym jest sztuka? - Ten tekst traktuje o potrzebie marzeń i nieocenionej wartości nadziei. Warto wierzyć w to, że marzenia się spełniają. Każdy ma kogoś przeznaczonego, jakąś drugą połówkę bądź przyjaciela. Nawet jeżeli wydaje nam się, że jesteśmy sami, warto się rozejrzeć dookoła - wyjaśnia Marta Guśniowska.

Głównymi bohaterami sztuki są: Rycerz bez konia i Koń bez rycerza, którzy wędrują, szukając siebie nawzajem. Spotykają różne postaci, ale siebie spotkać nie mogą, co czyni ich coraz bardziej nieszczęśliwymi. Wędrując oddzielnie, przeżywają jednak podobne przygody. Spotykają Łotrów, trafiają na przebraną za nietoperza Mysz, pojawia się też Smok i Czarodziej.

Węgiersko-polska kolaboracja

Przedstawienie reżyseruje pochodzący z Węgier András Veres.

- Spektakl był grany w różnych teatrach lalek, w różnych formach lalkowych. Nie widziałem jednak żadnego spektaklu, choć był wystawiany także na Węgrzech. Czytałem jedynie tekst Marty Guśniowskiej - przyznaje András Veres. - Ten tekst jest bardzo inspirujący. Z jednej strony jest bajką, a z drugiej zawiera refleksje nad formą bajki. Wszystko utrzymane jest w bardzo dobrym smaku.

András Veres wspomina, że studiował reżyserię lalkową w białostockiej Akademii Teatralnej. To jego trzecia realizacja w Białostockim Teatrze Lalek.

- Tu jest bardzo dobry zespół. Mam pewność, że aktorzy zagrają bardzo dobrze - mówi.

Autorem scenografii jest Erik Grosschmid (również pochodzący z Węgier). W spektaklu pojawią się marionetki sycyliki, bajkowy las, a także wózki - charakterystyczne dla teatru średniowiecznego. Muzykę skomponował Bogdan Szczepański.

Będzie to więc pełna humoru, rozśpiewana opowieść o sile marzeń i wielkiej przyjaźni, zdolnej pokonać wszelkie przeciwności losu. Familijne przestawienie skierowane jest przede wszystkim do widzów przedszkolnych i wczesnoszkolnych.

Historia o poszukiwaniu szczęścia

W spektaklu występują: Grażyna Kozłowska, Sylwia Janowicz-Dobrowolska, Ewa Żebrowska, Magdalena Dąbrowska, Jacek Dojlidko, Krzysztof Bitdorf i Mirosław Janczuk (inspicjent).

- Staramy się stworzyć postaci, z którymi dziecko może się utożsamić, widz może je polubić. Nie są do końca bez przywar - mówi Jacek Dojlidko. - Staramy się budować prawdziwe postaci, które będą wiarygodne.

Krzysztof Bitdorf wcieli się w tym spektaklu w rolę Konia.

- Trzeba włączyć filtr do grania zwierzątka - mówi o pracy nad postacią. - Można wpaść w sztampę, ale można też próbować znaleźć końskie cechy w sobie.

Aktor dodaje: - To historia o poszukiwaniu szczęścia, o spełnianiu marzeń, niepoddawaniu się - pomimo przeciwności losu i własnych wad.

GALERIA

RECENZJE

Baśń o Rycerzu bez Konia jak cebula Shreka

Jerzy Doroszkiewicz, "Kurier Poranny", 18.05.2019

ROZWIŃ

Piękna baśń o niedoskonałości i wierze w spełnianie marzeń zachwyca kompletnym pomysłem. Na konstrukcję lalek, scenografię, muzykę, choreografię aktorów. I oczywiście pełen ukrytych znaczeń tekst Marty Guśniowskiej.

Pomysł na sztukę jest zupełnie oczywisty.

Można uznać, że to jakaś wariacja na temat błędnego rycerza, tyle, że skierowana do przedszkolaków. One kupują bezbłędnie już samo pojawienie się aktorów na scenie. Właściwie w niemal normalnych ubraniach, tyle że główni bohaterowie – Rycerz bez konia i Koń bez rycerza mają glany z protektorami. Po co? Bo przecież za chwilę zabiorą się za swoje marionetki sycylijskie i ruszą z nimi w drogę. Na razie Koń łapczywie zajada marchewkę, a łapczywość jak wiadomo może odbić się czkawką. I to zaiste wspaniałą. A to dopiero preludium do „Baśni o Rycerzu bez Konia” jaką 15 lat temu Marta Guśniowska ruszyła na podbój scen dziecięcych. Podbój nad wyraz skuteczny, a zwieńczony jubileuszową, a przy okazji międzynarodową produkcją, w Białostockim Teatrze Lalek, który od kilkunastu lat stał się matecznikiem utalentowanej dramaturżki.(...)

Koń ma czkawkę, Mysz chce straszyć, a Rycerz szuka rumaka. Baśń o spełnianiu marzeń

Anna Dycha, bialystokonline.pl, 28.05.2019

ROZWIŃ

Warto było poczekać, by za sztukę "Baśń o Rycerzu bez Konia" Marty Guśniowskiej zabrał się Białostocki Teatr Lalek. Z tym scenicznym zadaniem poradził sobie wyśmienicie.

Tekst Marty Guśniowskiej, która jest dramaturgiem Białostockiego Teatru Lalek, powstał 15 lat temu. Od tego czasu był wystawiony w wielu teatrach. Premierę miał w 2006 roku w Opolskim Teatrze Lalki i Aktora. Były też realizacje m.n. w Teatrze Banialuka w Bielsku-Białej, Teatrze "Baj", Teatrze Lalki i Aktora w Wałbrzychu, Teatrze Maska w Rzeszowie i Teatrze "Groteska" w Krakowie. Spektakl na podstawie tej sztuki zobaczyć mogli także widzowie na Węgrzech i Słowacji.

Sztukę Guśniowskiej postanowił wystawić także Białostocki Teatr Lalek. Okazuje się, że tekst nic się nie zestarzał i wciąż duże sceniczne możliwości. W BTL-u przedstawienie wyreżyserował pochodzący z Węgier András Veres.

Warto mieć marzenia

- Jest mi bardzo przyjemnie, że ten tekst żyje i się sprawdza. 15 lat minęło, a twórcy białostockiego spektaklu pokazali mi, że jestem autorką klasyczną - mówiła Marta Guśniowska.

Reżyser dodawał: - Ten tekst jest bardzo inspirujący. Z jednej strony jest bajką, a z drugiej zawiera refleksje nad formą bajki.

Dawno, dawno temu.. - Marta Guśniowska rozpoczyna opowieść jak klasyczną baśń, ale dalej już tak klasycznie nie jest. Autorka bawi się konwencją bajki i występującymi w niej często bohaterami - rycerzem, koniem czy królewną. Więcej - bawi się wyobrażeniem widza na temat bajki. Robi to z dużym wyczuciem, nie przekraczając granicy dobrego smaku.

Mamy więc głównych bohaterów - Rycerza bez Konia i Konia bez Rycerza - którzy wędrują szukając siebie nawzajem. Spotykają różne postaci, ale siebie spotkać nie mogą, co czyni ich coraz bardziej nieszczęśliwymi. Autorka przekonuje jednak, że warto mieć marzenia, głęboko w nie wierzyć, a wtedy się spełnią. Na każdego czeka przecież ktoś bliski.

Czy rycerz znajdzie rumaka?

W spektaklu zachwyca wszystko - od języka, jakim napisana jest sztuka, przez scenografię i lalki, po grę aktorów. Białostocki Teatr Lalek po raz kolejny precyzyjnie trafia w teatralną "10". "Baśń o Rycerzu bez Konia" jest bowiem propozycją, którą z zaciekawieniem obejrzy kilkulatek, a dorosły wielokrotnie się uśmiechnie, poszukując ukrytych znaczeń w tekście i podpatrując sceniczne rozwiązania.

Jak to u Marty Guśniowskiej bywa bohaterowie nie są tacy przeciętni. Rycerz bez Konia to bardzo nieszczęśliwy osobnik marzący o rumaku. Jacek Dojlidko w tej roli jest przekonujący i zabawny, kiedy trzeba.

Z kolei Koń bez Rycerza walczy z wieczną czkawką. Nic nie pomaga picie wody i zakrywanie pyska. Świetnie z tą postacią radzi sobie Krzysztof Bitdorf - potrafi nawet zaśpiewać piosenkę z czkawką. Są i Trzej Łotrowie, którzy "mają czarny humor" i "żyją z napadów jak Robin Hood". Jednak niezupełnie. "Zabierają bogatym, by nie móc napadać na biednych" - pada tłumaczenie. Gdy widzą, że Rycerz nawet nie ma konia, rezygnują ze skoku.

Kolejny bohater to krwiożerczy Nietoperz, który potrafi wypić nawet 50 litrów krwi - przez słomkę. Okazuje się jednak, że to zwykła Mysz (Grażyna Kozłowska) przebrana za Nietoperza. Gryzoń w rozmiarze XXS marzy, by być straszliwy i potworny. Jego piosenka wywołuje salwy śmiechu. W rezultacie obrażona Mysz wychodzi z sali trzaskając drzwiami. Gdy wraca, opowiada historię, jak to na polu w nikim nie budziła strachu. Uszyła kostium nietoperza i zaczęła straszenie. "Ciężko być polną myszą" - podsumowuje. Można to sparafrazować: "Ciężko jest być sobą".

Wreszcie Smok (Ewa Żebrowska), który Konia bez Rycerza nazywa "daniem niepełnym" jak "truskawki bez bitej śmietany". Koń prosi, by go zjadł. Na to Smok stwierdza: "Pierwszy raz słyszę, by to obiad podejmował decyzję". Rycerzowi próbuje pomóc niezbyt rozgarnięty Czarodziej (Sylwia Janowicz-Dobrowolska). Aktorka ta wciela się także w Stare Drzewo - wyluzowane i zachęcające aksamitnym głosem do wiary w marzenia. A gdy zaśpiewa! Czapki z głów.

Ciekawa jest też Królewna (Magdalena Dąbrowska). Wiecznie płacząca, uwięziona w wieży zdradza, że królewny same się zamykają, by... wyjść za mąż. Gdy okaże się, że Rycerz nie ma Konia, do ożenku już taka skora nie jest.

Rodzinna propozycja

Scenograf Erik Grosschmid (podobnie jak reżyser pochodzi z Węgier) wykorzystał drewniane wózki (charakterystyczne dla teatru średniowiecznego), które wprowadzają w opowieść a to Rycerza, a to Konia. Nad wszystkim dominuje imponujące, aczkolwiek nieprzytłaczające, drzewo z zieloną koroną.

W spektaklu mamy zarówno plan lakowy, jak i żywy. Reżyser odkrywa przed widzami technikę animacji marionetkami sycylijskimi. Kiedy trzeba, na scenie pojawiają się też aktorzy. Sylwia Janowicz-Dobrowolska uwięzi Rycerza-lalkę. Zabierze też skrzydła Myszy.

Gdy dołożymy do tego muzykę skomponowaną przez Bogdana Szczepańskiego, otrzymujemy pełną humoru opowieść o sile marzeń i nieocenionej sile nadziei, na którą bez wahania można wybrać się całą rodziną. Nie przegapcie takiego teatralnego klasyka, jakim jest "Baśń o Rycerzu bez Konia".

Dawno, dawno temu

Kamila Łapicka (e-teatr.pl), 5.02.2020

ROZWIŃ

Rycerz i Koń to nie tylko ulubione danie pewnego Smoka, to także zestaw obowiązkowy w repertuarowym menu wielu teatrów lalkowych. Debiutancka sztuka Marty Guśniowskiej zaspokaja apetyty najmłodszych widzów już od piętnastu lat, bo tyle minęło od prapremiery Baśni o rycerzu bez konia w poznańskim Teatrze Animacji. Jej najnowszą inscenizację przygotował węgierski reżyser András Veres, absolwent białostockiego wydziału lalkarskiego, na scenie Białostockiego Teatru Lalek. Tekst o dążeniu do realizacji własnych marzeń nie zdezaktualizował się specjalnie, może poza jedyną postacią kobiecą. Królewna bez ogródek przyznaje, że sama zamknęła się w wieży, by los przydzielił jej "tego właściwego". Marzy o życiu na garnuszku dobrze sytuowanego rycerza, w jego królestwie. Coś mi podpowiada, że Królewna Anno Domini 2020 postawiłaby raczej na miłość z wyboru, życie z dala od dworu i finansową niezależność.

Tytułowi bohaterowie sztuki spotykają się dopiero w ostatniej scenie, a wcześniej zanoszą nieustanne skargi do Losu na swój niekompletny status.

I jakże miałby przestać płakać,
Gdy dola taka zła,
Bo każdy swego ma Rumaka,
A nie mam tylko ja

- pochlipuje Rycerz.

Koń bez Rycerza,
Komu mnie nie żal,
Że wciąż przez świat idę sam?

- wtóruje mu Koń. Napotykają też na swojej drodze szereg postaci, które podkreślają ich ułomność. Łotrowie nie mogą ich okraść, bo Rycerz bez Konia to biedak, a Smok nie chce ich pożreć osobno, bo to jak jedzenie truskawek bez śmietany. Do tego dochodzi zachowanie Królewny, której charakterek już nieco poznaliśmy. Nikczemna zrywa z Rycerzem, gdy tylko się okazuje, że pod zamkiem nie czeka zaparkowany rumak. Zmienia zdanie dopiero w finale, widząc swego wybawcę na końskim grzbiecie. Zatem już w pierwszej sztuce ujawnia się oryginalny charakter pisma Marty Guśniowskiej, która nie idealizuje rzeczywistości i nie ucieka od jej ciemnych stron. W oczach bliźnich często nie przystajemy do jakiegoś szablonu, z tego czy innego powodu, ale warto zadać sobie pytanie, czy to naprawdę powinno determinować nasze wybory i dążenia. Rycerz i Koń tego akurat pytania sobie nie stawiają, bo przekreśliłoby to ich baśniową egzystencję.

Znając kolejne sztuki Guśniowskiej, ciekawie jest obserwować ewolucję jej języka i ścieżki skojarzeń. Baśń zawiera już słowne kalambury, które ujawniają podwójne znaczenie słów lub ich użycie w zaskakującym kontekście, ale z czasem "kalamburyzacja" tekstu osiągnie poziom o wiele wyższy, humor się zaczerni, zaś autoironiczne didaskalia się rozrosną. Tak, jak w najnowszych prapremierach - Kto się boi Pani eŚ w Zdrojowym Teatrze Animacji w Jeleniej Górze i Wielkie mi coś w Opolskim Teatrze Lalki i Aktora. Ten ostatni tytuł wyreżyseruje w lutym 2020 sama autorka.

Wróćmy tymczasem na Podlasie. Węgierski scenograf Erik Grosschmid zaprojektował neutralną w wyrazie przestrzeń, aby dziecięce oko mogło skupić się na urodzie lalek i zręczności animatorów. Pośrodku pola gry wyrosło duże drzewo i estradka, a wokół niej krążyły scenki marionetkowe, czyli platformy na kółkach przypominające scenę teatru w miniaturze - drzewa okalały przestrzeń, w której animowane były lalki. Grosschmid zdecydował się na połączenie marionetek sycylijskich, prowadzonych za pomocą drutu wbitego w głowę i marionetek na niciach, poruszanych dzięki wahadełku. Mają one ruchome stawy i szybko reagują na impuls lalkarza. Niektóre potrafią także kłapać paszczą oraz machać ogonem i skrzydłami, jak najbardziej urokliwa w mojej ocenie lalka Smoka, animowana przez Ewę Żebrowską.

W kapitalnej książce Teatr przedmiotu. Kulisy warsztatu. Arkana rzemiosła, która jest mi tutaj pomocna, Adam Walny opisuje pewien mechanizm. "Wydaje się znamiennym fakt, że marionetka - mimo skomplikowanej animacji, konstrukcji wymagających od lalkarza najwyższych umiejętności - często ogranicza swój ruch do imitowania ludzkich zachowań. Pozbawia go wówczas metaforyki". Czy taka sytuacja ma miejsce w BTL-u? Z jednej strony inscenizatorzy ulegają tej pokusie, odwzorowując sposób zachowania człowieka, z drugiej jednak udaje im się to ograniczenie pokonać. Nie tylko dlatego, że część lalek wyobraża bohaterów zwierzęcych lub fantastycznych, ale także z powodu gry z grawitacją, którą uprawiają na przykład skoczni Łotrowie, zawisając przez dłuższą chwilę w powietrzu oraz dzięki dystansowi obecnemu w grze aktorów. Nierzadko odłączali się oni od swoich lalek, wygłaszali krótkie, śpiewane komentarze i pomagali sobie nawzajem wytwarzać efekty specjalne (vide: podświetlanie małymi latarkami szklanej kuli, by stworzyć aurę niesamowitości; używanie ręcznej wytwornicy dymu towarzyszącego Smokowi).

Większa część obsady gra po kilka ról, jednak Rycerz i Koń otrzymali swoich lalkarzy na wyłączność. Są nimi Jacek Dojlidko i Krzysztof Bitdorf. Obaj grają z dużym kunsztem, choć ich postacie mają zdecydowanie odmienne charaktery. Rycerz jest rozgoryczony losem samotnika i owładnięty myślą o własnym rumaku. Z kolei Koń to istota kochająca swobodę i harce, obdarzona przez autorkę sztuki dobrym sercem. Ujawnia się to najpełniej w scenie z Myszą. Małe stworzenie pragnie choć raz kogoś przestraszyć i wydać się straszliwym, na co koń z ochotą przystaje i aż trzykrotnie rży z przerażenia w różnych wariantach tej sekwencji. Trzeba tutaj podkreślić znakomitą dyspozycję Grażyny Kozłowskiej, która animowała Mysz. Ekspresyjna aktorka używająca bardzo wyrazistej mimiki, przydatnej zwłaszcza w robieniu strasznych min, bez trudu skupiała na sobie uwagę, nawet gdy pojawiała się na scenie tylko przez chwilę.

Klasyczna inscenizacja Andrása Veresa przynosi dużo frajdy najmłodszym i całkiem wyrośniętym widzom, którzy mogą obserwować techniczną precyzję wykonawców i sposób, w jaki prowadzą lalki. Jest w nich obecny duch najlepiej rozumianej zespołowości - niezależnie od gabarytów lalki czy też roli, traktują swoich bohaterów z czułością, a publiczność z powagą. Dzięki temu wszyscy wymienieni artyści, wespół z dotąd niewymienionymi, czyli niezwykle muzykalną Magdaleną Dąbrowską (Księżniczka) i Sylwią Janowicz-Dobrowolską (o wiele bardziej elokwentna od swojej szklanej kuli Czarodziejka) sprawiają, że ci, którzy z twórczością Marty Guśniowskiej spotkali się po raz pierwszy, będą przeczesywać repertuary w poszukiwaniu jej sztuk, a stali wielbiciele jej talentu zyskają szansę, by przekonać się, jak radziła sobie ta prześwietna autorka dawno, dawno temu.

MULTIMEDIA

odtwórz trailer spektaklu
trailer spektaklu
odtwórz "Rycerz bez konia" w BTL
"Rycerz bez konia" w BTL
Opowieść o wielkiej przyjaźni - premiera "Baśni o Rycerzu bez konia" w BTL-u - relacja Olgi Gordiejew

HISTORIA

2019 r. 26. Ogólnopolski Konkurs na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej

ROZWIŃ

Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

Korzystając z serwisu internetowego Białostockiego Teatru Lalek akceptują Państwo zasady Polityki prywatności, wyrażają zgodę na zbieranie danych niezbędnych do administrowania stroną i prowadzenia statystyk oraz wyrażają zgodę na używanie plików cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów na stronie.

Do góry btl kształt