Zobacz opis Zobacz opis sztuki: SŁOMKOWY KAPELUSZ
Kategoria BTL Klasyka
KATEGORIA WIEKOWA Dla młodzieży i dorosłych
CZAS TRWANIA 180 minut z przerwą

SŁOMKOWY KAPELUSZ

OPIS

SŁOMKOWY KAPELUSZ

„Słomkowy Kapelusz” to pełna dowcipnych dialogów farsa, której akcja rozgrywa się wokół poszukiwań tytułowego kapelusza.

Młody paryżanin Fadinard ma właśnie poślubić Helenę Nonancourt, córkę zamożnego ogrodnika z prowincji. Niestety, pech sprawia, że Koń Fadinarda zjada niechcący wiszący na drzewie słomkowy kapelusz należący do pani Eleonory Beauperthuis, „cnotliwej” damy, bawiącej akurat na spotkaniu ze swym ognistym kochankiem. W obawie przed podejrzeniami zazdrosnego męża wynikłymi z braku kompletnej garderoby, Pani Beauperthuis domaga się od Fadinarda zwrócenia owego nakrycia głowy w trybie natychmiastowym.

Zaczyna się walka o odnalezienie kapelusza, w której jedną ze stron jest nieszczęsny Fadinard, drugą zaś cała masa niespodziewanych przeszkód i wypadków. Co z tego wyniknie? Przekonajcie się, Państwo, sami.

„Słomkowy Kapelusz” mistrza francuskiej farsy, Eugéne'a Labiche'a, to nie lada gratka dla wszystkich wielbicieli inteligentnego poczucia humoru!

8 kwietnia 2018
Premiera spektaklu "Słomkowy kapelusz"
Zobacz
5 kwietnia 2018
Konferencja prasowa - "Słomkowy kapelusz"
Zobacz
26 stycznia 2018
Próby "Słomkowego kapelusza"
Zobacz
12 maja 2018
SŁOMKOWY KAPELUSZ - Bilet do teatru za 300 gr
Zobacz

NAJBLIŻSZE POKAZY:

ZOBACZ WSZYSTKIE POKAZY

TWÓRCY

autor
Eugene Labiche
przekład
Julian Tuwim
reżyseria
scenografia
Pavel Hubička (Czechy)
muzyka
Piotr Klimek
choreografia
Karolina Garbacik
przygotowanie i opieka wokalna
Cezary Szyfman
asystent choreografa
Katarzyna Daszuta

OBSADA

ZAPOWIEDZI PRASOWE

BTL. Paweł Aigner reżyseruje Słomkowy kapelusz. Ostatnie przygotowania

Jerzy Doroszkiewicz, "Kurier Poranny", 5.04.2018

ROZWIŃ

Paweł Aigner reżyseruje na scenie Białostockiego Teatru lalek "Słomkowy kapelusz". Premiera farsy Eugene’a Labiche’a 8 kwietnia. 

- Chciałbym, żeby ludzie przyszli do teatru i zapomnieli o bożym świecie – marzy Paweł Aigner. Właśnie szlifuje przed premierą francuską farsę Eugene’a Labiche’a „Słomkowy kapelusz”.

Reżyser marzy, żeby ten spektakl po prostu uwiódł widzów. To nie wydaje się szczególnie trudne, bo scen komediowych jest w „Słomkowym kapeluszu” zatrzęsienie.

- Potrzebny jest zdrowy uśmiech, a może przy okazji uda się odkryć jakąś tajemnicę – zastanawia się Aigner.

- Wydaje mi się, że to idealny spektakl na dzisiejsze czasy – dodaje reżyser.

Tymczasem pisząc muzykę Piotr Klimek inspirował się połową XIX wieku. Ale bez obaw. Kuplety są niezwykle przebojowe, a układy choreograficzne w opracowaniu Karoliny Garbacik przykują uwagę widzów.

Reżyser nie ukrywa, że „Słomkowy kapelusz” może wprawiać w dobry humor, bo „można zobaczyć ludzi głupszych od nas”. Całość trwająca około trzech godzin to ma być po prostu teatralny żywioł, który porwie widzów. Zaś na końcu, po wszystkich perypetiach widz będzie mógł sobie odpowiedzieć na pytanie – czy warto było?

Wśród siedemnastki aktorów postać pana młodego gra Michał Jarmoszuk. Podobnie jak w „Kandydzie”, także w reżyserii Pawła Aignera, to na nim będzie spoczywał obowiązek kreowania głównej roli.

- To ogromny wysiłek artystyczny i fizyczny, gigantyczna ilość tekstu do zapamiętania – opowiada o swojej pracy nad rolą aktor BTL.

Zaś Ryszard Doliński – sceniczny teść – namawia: Zarezerwujcie sobie wieczór, pośmiejcie się z nami, a pewnie wrócicie by obejrzeć „Słomkowy kapelusz” ponownie.

Premiera farsy Eugene’a Labiche’a w przekładzie Juliana Tuwima 8 kwietnia. W przerwie wernisaż wystawy „Koń” Andrzeja Strumiłły.

„Słomkowy kapelusz” w reżyserii Pawła Aignera w Białostockim Teatrze Lalek

Aneta Kursa, portal Wrota Podlasia, 5.04.2018

ROZWIŃ

„Słomkowy kapelusz” to chyba najbardziej znana farsa mistrza francuskiej komedii Eugène Labiche’a. Opowiada historię młodego paryżanina Fadinarda, którego koń zjadł niechcący pewien słomkowy kapelusz. Z pozoru niewinne zdarzenie powoduje lawinę niespodziewanych komplikacji, a w ich efekcie mnóstwo pomyłek i żartów. Premiera spektaklu w reżyserii, doskonale znanego białostockiej publiczności Pawła Aignera już 8 kwietnia o godz. 16.00 na scenie Białostockiego Teatru Lalek.

Młody paryżanin Fadinard ma właśnie poślubić Helenę Nonancourt, córkę zamożnego ogrodnika z prowincji. Niestety, pech sprawia, że Koń Fadinarda zjada niechcący wiszący na drzewie słomkowy kapelusz należący do pani Eleonory Beauperthuis, „cnotliwej” damy, bawiącej akurat na spotkaniu ze swym ognistym kochankiem. W obawie przed podejrzeniami zazdrosnego męża wynikłymi z braku kompletnej garderoby, Pani Beauperthuis domaga się od Fadinarda zwrócenia owego nakrycia głowy w trybie natychmiastowym. Zaczyna się walka o odnalezienie kapelusza, w której jedną ze stron jest nieszczęsny Fadinard, drugą zaś cała masa niespodziewanych przeszkód i wypadków…


Sztukę reżyseruje Paweł Aigner znany białostockiej publiczności z takich perełek BTL-u jak „Kandyd”, „Texas Jim”, „Księżniczka Angina” czy „Świętoszek” (spektakl dyplomowy studentów Akademii Teatralnej). Jak podkreśla, wystawienie „Słomkowego kapelusza” to nie lada wyzwanie. 
- To nie jest sztuka często wystawiana m.in. ze względu na konieczność skompletowania dość dużej obsady, wymaga też od aktorów pewnej sprawności. Zespół aktorski BTL-u jest świetny i rozumie tego typu konwencję, także jestem pełen optymizmu przed premierą – mówił Paweł Aigner.

„Słomkowy kapelusz” został napisany w 1851, ale jak podkreśla reżyser, tekst nie stracił na uroku i aktualności 
- Poczucie humoru to jest coś takiego, że albo coś jest śmieszne, albo nie i nie ma znaczenia upływający czas. Najwięksi twórcy i największe sceny sięgają po dzieła sprzed lat i to się nie starzeje. Ja stale sięgam do tekstów archaicznych, bo uważam że teatr ma taką siłę przywoływania tego co już dawne i zapomniane. „Słomkowy kapelusz” to jest zabawny tekst, pełen inteligentnego humoru.

Autorem muzyki do przedsatwienia jest Piotr Klimek.  To jego pierwsza przygoda z muzyką epoki Labiche’a.
-  Postanowiliśmy odtworzyć estetykę i instrumentację z drugiej połowy XIXw. I choć te czasy kojarzą się bardziej z muzycznym banałem niż czymś wysublimowanym, to uważam, że z każdej estetyki da się wyciągnąć coś interesującego. Myślę, że udało się oddać subtelności i ciepło sztuki. 
W spektaklu usłyszymy szesnaście kupletów z tekstami Juliana Tuwima w wykonaniu aktorów, jest dużo scen instrumentalnych. 
 - To ogromna praca dla aktorów i jest porównywalna do wysiłku włożonego w wykonawstwo przy inscenizacji Kandyda.- dodał Piotr Klimek.

Na uwagę zasługuje imponująca  scenografia i kostiumy  autorstwa Pavla Hubički. Scenę otaczają drzwi umieszczone w gigantycznych ruchomych ścianach – cały czas ktoś wchodzi, wychodzi, kryje się za drzwiami …
- To jest teatr absurdu, opowieść o działaniu na krótką metę i drzwi stały się dla mnie metaforą właśnie takiego działania – mówił scenograf. 
Scenografia w stylistyce trzymająca się XIX w. jest jasna, wesoła – scena wyścielona białym materiałem, jasne  dekoracje  i wspaniałe  sofy. Na tym tle znakomicie prezentują się kostiumy – i to już jest modowa wariacja  – połączenie najlepszego z XIX w. i najzabawniejszego z współczesności – barwne fraki, kolorowe golfy, przedziwne garsonki, ale też ponadczasowe wieczorowe suknie. Hitem kostiumowym może okazać się suknia ślubna Heleny, narzeczonej  Fadinarda – połączenie koronek, falbanek i tiulu z dżinsowymi rybaczkami …
Premiera „Słomkowego kapelusza” już 8 kwietnia o godz. 16.00.

Na scenie zobaczymy Łucję Grzeszczyk, Sylwię Janowicz-Dobrowolską, Grażynę Kozłowską, Barbarę Muszyńską-Piecka, Izabelę Marię Wilczewską, Kamilę Wróbel, Krzysztofa Bitdorfa, Wiesława Czołpińskiego, Piotra Damulewicza, Ryszarda Dolińskiego, Mirosława Janczuka, Michała Jarmoszuka, Krzysztofa Pilata, Błażeja Piotrowskiego, Mateusza Smacznego, Adama Zielenieckiego, i gościnnie Pawła Chomczyka.

Paweł Aigner i zespół BTL przyzwyczaili nas do znakomitych spektakli. „Kandyd” czy „Texas Jim” biją rekordy popularności. Kolejne spotkanie reżysera z białostocką publicznością zapowiada się bardzo obiecująco.

Autorem przekładu sztuki Eugène Labiche’a jest Julian Tuwim.

Przedstawienie będzie można zobaczyć w kwietniu i w maju (zobacz: „Słomkowy kapelusz” w repertuarze BTL)

W pogoni za... słomkowym kapeluszem. Rozśpiewana premiera w BTL-u

Anna Dycha, bialystokonline.pl, 5.04.2018

ROZWIŃ
Szybka akcja, piosenki i zaskakująca choreografia oraz barwne kostiumy - na to wszystko mogą liczyć widzowie, którzy wybiorą się na spektakl "Słomkowy kapelusz". Nową premierę przygotowuje Paweł Aigner.

"Słomkowy kapelusz" to pełna dowcipnych dialogów farsa, której akcja rozgrywa się wokół poszukiwań tytułowego kapelusza. Autorem XIX-wiecznej sztuki jest Eugéne'a Labiche, polskiego przekładu dokonał Julian Tuwim.. 

Matka wszystkich fars z zaskakującym finałem

Francuski tekst był dotąd grany jedynie 25 razy. Dlaczego?

- To trudna sztuka. Jedną z przeszkód jest skompletowanie dość dużej obsady. W spektaklu występuje 17 osób - wyjaśnia Paweł Aigner, reżyser spektaklu. - Poza tym sztuka XIX-wieczna wymaga od aktorów pewnej sprawności. Zespół aktorski musi też rozumieć farsową konwencję.

Aigner dodaje, że "Słomkowy kapelusz" jest dla francuskiej komedii "matką wszystkich fars". Na swój sposób arcydzieło, choć zdaniem niektórych tzw. "ramotka". Reżyser zapewnia jednak, że sztuka jest wciąż aktualna, jest w niej też pewne ciepło, które uda się wydobyć dzięki grze aktorów. W spektaklu występują: Łucja Grzeszczyk, Sylwia Janowicz-Dobrowolska, Grażyna Kozłowska, Barbara Muszyńska-Piecka, Izabela Maria Wilczewska, Kamila Wróbel, Krzysztof Bitdorf, Wiesław Czołpiński, Piotr Damulewicz, Ryszard Doliński, Michał Jarmoszuk, Krzysztof Pilat, Błażej Piotrowski, Mateusz Smaczny, Adam Zieleniecki i Paweł Chomczyk - gościnnie. 

Sztuka - jak przekonuje reżyser - zaskoczy też widzów nieprzewidywalnym finałem. Będzie on dość artystowski i nowoczesny jak na XIX-wieczne realia. "Słomkowy kapelusz" to 4 spektakl wyreżyserowany przez Pawła Aignera w Białostockim Teatrze Lalek (po "Księżniczce Anginie" (2011), "Texas Jimie" (2013) i sztuce "Kandyd, czyli Optymizm" (2016). Przedstawienie jest też pierwszą w tym roku premierą przy ul. Kalinowskiego. 

Pogoń za kapeluszem z masą przeszkód

Jaka jest fabuła "Słomkowego kapelusza"? Młody paryżanin Fadinard ma właśnie poślubić Helenę Nonancourt, córkę zamożnego ogrodnika z prowincji. Niestety, pech sprawia, że Koń Fadinarda zjada niechcący wiszący na drzewie słomkowy kapelusz należący do pani Eleonory Beauperthuis, "cnotliwej" damy, bawiącej akurat na spotkaniu ze swym ognistym kochankiem. W obawie przed podejrzeniami zazdrosnego męża wynikłymi z braku kompletnej garderoby, Pani Beauperthuis domaga się od Fadinarda zwrócenia owego nakrycia głowy w trybie natychmiastowym. 

Zaczyna się walka o odnalezienie kapelusza, w której jedną ze stron jest nieszczęsny Fadinard, drugą zaś cała masa niespodziewanych przeszkód i wypadków. Co z tego wyniknie?

Szukanie sensu, pogoń za czymś doskonałym - to tematy, które widzowie odnajdą w sztuce. Główny bohater goni za kapeluszem, a potem zastanawia się, czy to miało w ogóle sens?

Taniec, śpiew i absurd na scenie

Przedstawienie ma atrakcyjną stronę wizualną - autorem scenografii i kostiumów jest Pavel Hubička.

- Na początku było trudno, bo nie mogłem "złapać" tematu - mówi o pracy nad spektaklem scenograf. - Obejrzałem jednak czeski film z lat 70., którego tematem był absurd, pogoń za czymś i właśnie wokół absurdu zbudowałem scenografię. Pewnym symbolem, metaforą stały się drzwi, przez które aktorzy wchodzą i wychodzą. Z kolei w kostiumach dodałem elementy z naszej epoki.

Spektakl to duże wyzwanie dla aktorów, którzy nie tylko śpiewają, ale też tańczą. Za warstwę choreograficzną odpowiada Karolina Garbacik. 

- To nie jest moja pierwsza współpraca z aktorami BTL-u. Już przy spektaklu "Kandyd, czyli Optymizm" włożyli oni w przygotowania mnóstwo pracy. Tym razem również radzą sobie świetnie, a mamy tutaj przecież dużo scen zbiorowych - podkreśla choreografka.

Muzykę do przedstawienia skomponował Piotr Klimek, za przygotowanie i opiekę wokalną odpowiada Cezary Szyfman.

- Mieliśmy spory dylemat, czy przenieść "Słomkowy kapelusz" np. w lata 30. XX w. Postanowiliśmy jednak po części odtworzyć instrumentację stosowaną w II połowie XIX w. Być może niektórym kojarzy się ona z banałem, ale uważam, że z każdej epoki da się coś interesującego "wycisnąć" - zaznacza kompozytor.

Premiera odbędzie się 8 kwietnia o godz. 18.00 na dużej scenie BTL-u. Pokazy przedpremierowe zaplanowano 6 kwietnia o godz. 18.00 i 7 kwietnia o godz. 17.00. kolejne przedstawienia: 10-12 kwietnia o godz.11.00, 13 kwietnia o godz. 18.00,14-15 kwietnia o godz. 17.00 oraz 12-13 maja o godz. 17.00. Sztuka jest przeznaczona dla osób dorosłych. 

Ponadto w najbliższą niedzielę w foyer BTL-u zostanie otwarta wystawa prac prof. Andrzeja Strumiłły "Koń". Składa się na nią 18 grafik i rysunków artysty - można je będzie oglądać bezpłatnie przez miesiąc. 

"Słomkowy kapelusz" - najnowsza propozycja Białostockiego Teatru Lalek

Sylwia Wieczeryńska, portal Dzieje.pl / PAP, 5.04.2018

ROZWIŃ

Na pytanie o sens pogoni człowieka za różnymi rzeczami oraz istotę tej pogoni - będzie starał się odpowiedzieć najnowszy spektakl Białostockiego Teatru Lalek "Słomkowy kapelusz" w reżyserii Pawła Aignera. Premiera zaplanowana jest na niedzielę.

"Słomkowy kapelusz" to sztuka francuskiego komediopisarza Eugene'a Labiche'a; napisana w połowie XIX wieku. Aigner mówił w czwartek na konferencji prasowej, że "Słomkowy kapelusz" to dla francuskiej komedii "matka wszystkich fars" i jest jednym z arcydzieł literatury francuskiej. Dodał, że mimo iż to stary tekst, to bardzo zabawny i wciąż aktualny.

"Cały tekst został napisany tylko po to, żeby zadać sobie pytania, czy to właśnie w ogóle miało sens. Właściwie ta farsa z tego powodu jest taka ciekawa, dlatego że ona ma w sobie bardzo głębokie pytanie, na ile to, do czego zmierzamy, jest istotne" - powiedział Aigner.

Sztuka podzielona jest na pięć aktów, w których - jak mówił reżyser - główny bohater stara się znaleźć tytułowy słomkowy kapelusz. Dodał, że kapelusz, rzecz dość nieistotna, stała się centrum wydarzeń, co przerosło głównego bohatera. "On sobie z tym nie radzi, a jak radzi, to popełnia jakieś błędy, ale zmierza do celu" - dodał Aigner. Uważa, że jego motywacja jest ogromna, ale na koniec zadaje on sobie pytanie, czy ta pogoń miała w ogóle jakiś sens.

Aigner zauważył, że zakończenie sztuki, którego nie chciał zdradzić, było jak na czasy, w których powstała farsa bardzo nieprzewidywalne. Dodał, że Labiche uzyskał to za pomocą jednego środka, który w zupełnie niespodziewany dla widza sposób kończy sztukę.

W ocenie reżysera w sztuce jest dużo poczucia humoru na wysokim poziomie i spektakl będzie ciekawym spotkaniem dla widza z "żywiołem teatralnym", z komedianctwem, z wyobraźnią aktorów i ich grą.

Zdaniem Aignera, praca aktorska nad tym spektaklem to bardzo solidna praca. Mówił, że "Słomkowy kapelusz" nie jest często wystawianą sztuką, bo - jak zauważył - "to bardzo trudna sztuka", która z jednej strony wymaga od aktorów dużej sprawności, z drugiej - skompletowania dość dużej obsady. W białostockim przedstawieniu na scenie zobaczymy siedemnastu aktorów. Aigner dodał, że zespół Białostockiego Teatru Lalek świetnie rozumie konwencje takich sztuk i dobrze się z nim pracuje.

Na dobrą pracę z zespołem, ale też ich bardzo dobre przygotowanie zwracali uwagę także inni realizatorzy spektaklu. W ocenie Cezarego Szyfmana, który odpowiadał za przygotowanie wokalne aktorów, spektakl jest dla nich "ekstremum wokalnym" i było to wyzwanie. Natomiast choreografka Karolina Garbacik mówiła, że sceny taneczne wymagały dużej dyscypliny od aktorów.

Scenograf Pavel Hubicka mówił, że bardzo długo szukał pomysłu na scenografię i kostiumy. Ostatecznie kluczem stał się absurd. "Ta opowieść oparta jest na absurdzie, a ludzie tu gonią za jakąś chimerą" - dodał. Mówił, że kluczem do scenografii są drzwi, którymi bohaterowie wciąż wchodzą i wychodzą.

Za muzykę do spektaklu odpowiada Piotr Klimek. Powiedział, że miał dylemat czy muzyka powinna być współczesna czy jednak wykorzystać motywy XIX-wieczne, zdecydował się na odtworzenie estetyki i instrumentarium z drugiej połowy XIX wieku. "Ta muzyka nie kojarzy nam się z niczym atrakcyjnym (...), a kojarzy się to nam raczej z muzycznym banałem niż z czymś wysublimowanym. Ale z każdej estetyki, wydaje mi się, da się wycisnąć interesujące historie" - mówił. Kompozytor dodał, że była to jego pierwsza przygoda z muzyką z tamtych czasów.

"Słomkowy kapelusz" to spektakl dla widzów dorosłych; trwa ok. 2,5 godz. Będzie grany na scenie białostockiego teatru w kwietniu i maju.(PAP)

GALERIA

RECENZJE

Słomkowy kapelusz, czyli nie chodźcie na schadzki, gdy w pobliżu jest koń!

Jerzy Doroszkiewicz, "Kurier Poranny", 12.04.2018

ROZWIŃ

(...)

17 osób na scenie, z których część dosłownie dwoi się i troi, by widz miał poczucie oszałamiającej gonitwy gagów, bon motów i scen zbiorowych. "Słomkowy kapelusz" rozbawi nie tylko koneserów teatru.

W tej sztuce, matce wszystkich fars, wszystko będzie stało na głowie. Od pierwszej, wręcz cyrkowej sceny, Paweł Aigner, czyli reżyser daje widzom do zrozumienia, by nie traktowali „Słomkowego kapelusza” w przekładzie Juliana Tuwima nazbyt serio, tylko pozwolili się ponieść fali pikantnego humoru. (...)

Niezapomniany „Słomkowy kapelusz"

Dominik Sołowiej, "Dziennik Teatralny", 11.04.2018

ROZWIŃ

Salwy śmiechu i owacje na stojąco – tak można by podsumować premierę „Słomkowego kapelusza" w Białostockim Teatrze Lalek. Reżyser spektaklu, Paweł Aigner, zaproponował widzom ponad 3-godzinną przygodę z teatrem, stawiając sobie jeden cel: rozbawić widza, wprowadzając go w beztroski, ludyczny nastrój, tak by zapomniał o wszystkim, co nieistotne, bo związane z prozą życia.

„Słomkowy kapelusz" to sztuka napisana przez francuskiego komediopisarza Eugéne'a Labiche'a w 1851 roku. Sztuka skupia się na przygodach młodego paryskiego kawalera Fadinarda, planującego ślub z młodziutką, niezbyt inteligentną panienką z prowincji, panną Heleną Nonancourt. Przypadek sprawia, że tuż przed uroczystością zaślubin kawaler wplątany zostaje w przezabawną sytuację: jego koń zjada kapelusik pewnej szacownej damy, która, schowana w krzakach, intensywnie adorowała przystojnego, aczkolwiek porywczego wiarusa.

Aby zachować pozory niewinności dama musi odzyskać zjedzony przedmiot, zgłasza się więc do kawalera z żądaniem naprawienia szkody. Niestety znalezienie identycznego kapelusika z trójkolorową wstążką w barwach narodowych okaże się zadaniem (prawie) niemożliwym, a próba pozbycia się zhańbionej i mocno natrętnej damy doprowadzi do zdarzeń, w które zaangażowana zostanie paryska arystokracja, prostolinijna rodzina z prowincji, mer i zastępy służących. To dzięki tym postaciom scena Białostockiego Teatru Lalek przeobrazi się nagle w pulsującą szaleństwem przestrzeń, w której mieszać się będą opętane wrzaski, złorzeczenia, modlitwy, śpiew i miłosne zaklęcia.

„Słomkowy kapelusz" Pawła Aignera to klasyczna komedia omyłek, wodewil, farsa oraz operetka. W przedstawieniu znajdziemy bowiem wszystko to, co teatr współczesny nieświadomie zarzucił, zapominając, że groteska i ironia, połączone z błyskotliwą grą aktorską, doskonałymi dialogami i sceniczną energią to przepis na sukces. Jest w tej inscenizacji odrobina erotyki, pozbawiony pruderii rys obyczajowy oraz dowcipna analiza ludzkiej natury tak sprawnie przedstawionej, że śmiejemy się z wad i przywar aktorów, zapominając, że przecież i my codziennie odgrywamy swoją komedię, próbując być kimś innym – lepszym, mądrzejszym i atrakcyjniejszym.

Brawa należą się jednak nie tylko aktorom i reżyserowi Pawłowi Aignerowi. Doskonałą robotę wykonał autor scenografii Pavel Hubička, Karolina Garbacik (odpowiedzialna za choreografię) oraz twórca muzyki Piotr Klimek. To dzięki nim aktorzy (ubrani w bajecznie kolorowe stroje z epoki) poruszają się na scenie w przedziwnym, pozornie tylko chaotycznym rytmie, układającym się w spójny, perfekcyjny koncert. Nic tylko oglądać i wzdychać z zachwytu. Autorem przekladu sztuki Eugene'a Labiche'a jest Julian Tuwim.

Grzeszne siostry, pamiętajcie... Słomkowy kapelusz może być problemem

Monika Żmijewska, "Gazeta Wyborcza", 10.05.2018

ROZWIŃ

Siedemnaście osób na scenie potrafi narobić hałasu. Potrafi też wędrować po niej do upadłego, pojedynczą scenę niemożliwie rozciągnąć, rozśmieszyć do łez, pięknie zaśpiewać. Ekipa Białostockiego Teatru Lalek pod wodzą Pawła Aignera znów zabiera nas do krainy absurdu i bada granice komizmu. Tym razem za sprawą farsy sprzed prawie 170 lat. "Słomkowy kapelusz" do zobaczenia w sobotę i niedzielę (12-13.05)

Nic to, że rok 1851 - data powstania "Słomkowego kapelusza" Eugene Labiche'a - zdaje się trącić myszką. Wrażenie błędne - nie ma tu bowiem ni grama anachronizmu. Sztuka mistrza francuskiej farsy skrzy się inteligentnym dowcipem, ma w sobie lekkość, frywolność, bezpruderyjność. I pewną uniwersalność, dzięki której ponad 150 lat później, choć dalej w historycznym kostiumie, sztukę ogląda się tak, jakby była napisana całkiem niedawno.

Bawmy, się, po prostu

Aigner w poprzednich swoich spektaklach w BTL - m.in. "Texas Jimie", czy "Kandydzie" pokazał jak świetnie łączy gatunki, jak tworzy rozbuchane widowisko na kształt śpiewogry, jak wraz z aktorami potrafi uwieść, rozśmieszyć i zadumać widza, nie dając mu chwili na oddech. Z upodobaniem reżyseruje przedstawienia, w których scena goni scenę jak opętana, a rozmach reżyserski jeszcze bardziej tę dynamikę sztuki powiększa i spiętrza w spektaklu co tylko się da.

I tak jest też w białostockiej inscenizacji „Słomkowego kapelusza” Labiche’a (w przekładzie Juliana Tuwima), która przede wszystkim rozśmiesza. Bo taki jest generalnie cel tej XIX-wiecznej farsy - pokazać świat w krzywym zwierciadle, przegonić przez scenę niezwykłą galerię postaci, rozbawić oglądających. I choć reżyser dorzuca tu między wiersze coś od siebie, to jednak mniej tu interpretacyjnych tropów niż w poprzednich realizacjach, mniej mrugnięć do widza, więcej zaś czystego nieskrępowanego śmiechu w myśl zasady - bawmy się, po prostu, bez moralizowania i sarkazmu.

I Labiche pod rękę z Aignerem i aktorami po prostu nas bawi. Czasem aż za bardzo, aż za długo (spektakl trwa prawie cztery godziny), niektóre epizody mogłyby być odrobinę skrócone. Ale lalkarska kompania BTL to tak utalentowany zespół, że nawet w rozciągniętych scenach przykuwa uwagę. Mają być śmieszni, i są prześmieszni. Toczą się przez scenę jak rozpędzone koło.

W efekcie najnowsza produkcja BTL to istny wir, w którym pomieści się wszystko: komedia omyłek, śpiewogra, wodewil, farsa z wykorzystaniem wszelkich przywilejów gatunku, z romansem na czele.

Orszak podąża

Z romansu właśnie, którego główny bohater spektaklu był świadkiem w parku bierze się cała intryga.

Oto młody paryżanin Fadinard (brawurowy Michał Jarmoszuk) podczas przejażdżki konnej zatrzymuje się nie tam, gdzie zatrzymać się powinien. Ni mniej, ni więcej, a w miejscu gdzie spotykająca się z krewkim wiarusem (Paweł Chomczyk) paryżanka (Sylwia Janowicz-Dobrowolska), na czas zalotów zawiesza tytułowy kapelusik na gałęzi drzewa. Kapelusik zjada koń Fadinarda, wiarus i jego partnerka tego ścierpieć nie mogą, bo brak kapelusza oznacza poważne kłopoty - jak ta ostatnia wytłumaczy ów brak przed zazdrosnym mężem? Para podąża więc za Fadinardem do domu, domagając się kapelusza, a nasz bohater wpada w tarapaty. Za kilka godzin bowiem ma własny ślub, a tymczasem biega i szuka kapelusza, bo para nie odpuszcza i zapowiada, że nastręczy mu poważnych kłopotów.

Tymczasem do domu Fadinarda zjeżdża jego oblubienica Helena z liczną rodziną i tatusiem - zamożnym ogrodnikiem na czele. A Fadinard wplątuje się w coraz to większe kłopoty (niełatwo jest spotkać po kilku miesiącach byłą narzeczoną, od której się wyszło bez słowa, która jest modystką, i może właściwy kapelusz załatwić).

Nasz bohater miota się więc po całym mieście jak oszalały, spotyka co i rusz dziwaczniejsze postaci, a za nim podąża orszak obecnej narzeczonej, niemogący zrozumieć, gdzie on ciągle znika?

Zestaw póz i min

I to właśnie nieustająca próba dogonienia Fadinarda przez towarzystwo z prowincji, które próbuje się odnaleźć w wielkim mieście, staje się główną osią spektaklu. Efekt jest przezabawny, dopracowany w szczegółach, nie tylko na poziomie dowcipnych dialogów, kontrastowych zestawień, ale też choreograficznie (choreografia Karoliny Garbacik to wręcz oddzielny bohater spektaklu).

Ciotki, wujowie, kuzynowie następują sobie na pięty, tworzą zbitą grupkę kiwającą głowami, machającą rękami, krzyczącą, wpatrzoną wręcz w dyrygenta - przewodnika stada, ojca panny młodej (znakomity Ryszard Doliński). Przewodnik ów ma równie barwnego asystenta, kuzyna Bobka (świetny Krzysztof Bitdorf), który zawsze musi wystrzelić z czymś jak Filip z konopi. Całe zaś towarzystwo jest jak falujący emocjami chór, który ze złości szybko przejdzie do egzaltacji, z egzaltacji w nastroszenie, z nastroszenia w szaleńczą zabawę. Aktorzy wygrywają to świetnie, każdy z osobna i razem pospołu, nie wiadomo już na kogo patrzeć, bo patrzeć chciałoby się na wszystkich, a w tym czasie czyjaś mina na chwilę może umknąć. A byłoby szkoda.

Cały spektakl to zestaw póz, gestykulacji i słownych perturbacji. Gdy taki zestaw oddany jest w ręce utalentowanego zespołu, to sukces murowany. I tak się dzieje w "Słomkowym kapeluszu".

Galeria dziwolągów

Tu każdy z aktorów, grając lekko, komicznie, ten sukces buduje, nawet gdy niewiele ma do powiedzenia. Jak w przypadku Pawła Chomczyka, który w drugiej części spektaklu, w roli księdza, nie wypowie na przykład ani słowa. Ale patrzy, robi miny i składa ręce tak, że nie sposób nie wpaść w chichot. Tu milczek, w pierwszej części zaś to furiat - to właśnie Chomczyk jest krewkim wiarusem broniącym czci damy swego serca i domagającym się kapelusza. Razem z Sylwią Janowicz Dobrowolską tworzą niezapomniany duet: on wpadający, co prawda z opóźnieniem, w niesłychaną wściekłość, ona próbująca go uspokoić: "Emil uważaj! Pienisz się!". Nie sposób wyliczyć szczegółowo całej siedemnastki aktorów, ale stwierdzić można z absolutną pewnością: wszyscy grają znakomicie.

Mnóstwo tu dobrych duetów. Mnóstwo wyrazistych postaci, istna galeria dziwolągów.

Prowincjonalny ojciec panny młodej (Ryszard Doliński), nie daje sobie w kaszę dmuchać, walczy o poczucie godności, choć czasem mu brak dystansu. Ale gdy trzeba zewrzeć szyki, o, wtedy potrafi wykrzesać z siebie nawet talent pianisty-improwizatora (świetna scena, gdy ratuje tyłek zięciowi i udaje jego akompaniatora).

Jego córka - głupiutkie, ale pełne uroku dziewczątko (ciekawa Łucja Grzeszczyk), które do granic absurdu powtarza na zlecenie ojca jak ma zachować się w USC.

Fainard - powierzchowny dandys, ale też - wedle słów służącego - "dżentelmen - najpierw poznaje majątek panny, a potem się zakochuje" (brawurowy Michał Jarmoszuk).

Zniewieściały i z wyraźną atencją do mężczyzn przerysowany kompozytor bez talentu - rezydent salonu baronowej to najbardziej barwny osobnik drugiej części spektaklu (zabawny Błażej Piotrowski).

Niespożyty w siłach dziadek-wujek panny młodej, który zawsze i wszędzie z każdego powodu jest szczęśliwy (Piotr Damulewicz).

Komiczna w dialogach, łóżkowych piruetach i zabawie w gonienie króliczka para służących (Kamila Wróbel i Mateusz Smaczny), których igraszki na początku spektaklu zapowiadają lekką nutę i ton całego przedstawienia.

Zazdrosny mąż paryżanki, do którego z wolna dociera cała prawda o kapeluszu, mimo że tej prawdy wiedzieć wcale nie chce (Adam Zieleniecki). Modystka, która naiwnie znów wierzy w gładkie słówka dawnego kawalera (Izabela Maria Wilczewska), jej pomocnica (grająca świetnie twarzą Grażyna Kozłowska), skupiony na tym, jak mu gorąco i nieustająco ocierający pot z czoła notariusz (Wiesław Czołpiński) i wielu innych... W całej tej gromadce chyba tylko ten ostatni nosi w sobie jakiś tragiczny rys, jakąś tajemnicę, która w finale zostaje po części wyjaśniona, ale też, jak wszystko u Labiche'a zbita żartem.

Grzeszne siostry, pamiętajcie

Nieustający rejwach, nieustający hałas, bieganie, przemieszczanie się, gonienie... "Słomkowy kapelusz" to spektakl o próbie załatwienia sprawy, o działaniu na krótką metę. I taką doraźność, i tempo pokazuje też znakomicie scenografia Pavla Hubicki. Ruchome ściany, skrytki, drzwi, zza których co chwila ktoś wychodzi, wychodzi, czy też nimi trzaska.

Hubicka wymyślił też kostiumy - nawiązujące do XIX-wiecznej stylistyki, ale ze współczesnym sznytem i zabawnych modowych wariacji (choćby kostium panny młodej).

I wreszcie coś, co znowu w BTL stoi na wysokim poziomie - mocna warstwa muzyczna (autorem muzyki jest Piotr Klimek, opieka wokalna - Cezary Szyfman). Na sukces spektaklu składają się też świetnie wyśpiewane kuplety z tekstami Juliana Tuwima - czy to zbiorowo (piosenka z ukłonem do "Deszczowej piosenki"), czy w duecie (dramatyczna piosenka - przestroga: "grzeszne siostry, pamiętajcie, nie chodźcie na schadzki, gdy w pobliżu jest koń").

Ogląda się (i słucha) świetnie.

Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

Korzystając z serwisu internetowego Białostockiego Teatru Lalek akceptują Państwo zasady Polityki prywatności, wyrażają zgodę na zbieranie danych niezbędnych do administrowania stroną i prowadzenia statystyk oraz wyrażają zgodę na używanie plików cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów na stronie.

Do góry btl kształt