Zobacz opis Zobacz opis sztuki: MONTECCHI I CAPULETI
Kategoria BTL Klasyka
KATEGORIA WIEKOWA Dla młodzieży i dorosłych
CZAS TRWANIA 90 minut

MONTECCHI I CAPULETI

OPIS

MONTECCHI I CAPULETI

na motywach Romea i Julii Shakespeare’a 

Dwa równie stare i szlachetne rody
W Weronie, gdzie się rozgrywa ta sztuka,
Wskrzeszają zamęt przycichłej niezgody:
Znów w czas pokoju krew chodniki bruka…

Tak właśnie brzmi początek największej tragedii miłosnej wszechczasów. Myli się jednak ten, kto spodziewa się usłyszeć owe słowa w spektaklu Rusłana Kudaszowa "Montecchi i Capuleti". Spektakl ów bowiem w zupełnie nowy sposób opowiada starą, znaną wszystkim historię miłości Romea i Julii. Zadowalając się pojedynczymi słowami, hasłami, imionami pozostawia więcej miejsca na gesty, emocje, uczucia. Bo o nie właśnie w owej opowieści chodzi - uczucia. I to nie tylko te pomiędzy Romeo i Julią. Miłość, nienawiść, przyjaźń, tęsknota - uczucia, które targają wszystkimi bohaterami tej ponadczasowej historii, tak jak targają nami.

Zapraszamy na niezwykły spektakl, który zachwyca, bawi, przeraża, ale przede wszystkim wzrusza…

5 października 2011
Konferencja prasowa przed premierą spektaklu Montecchi i Capuleti
Zobacz
8 października 2011
Premiera spektaklu Montecchi i Capuleti
Zobacz

TWÓRCY

reżyseria
Rusłan Kudaszow (Rosja)
scenografia
Andrej Zaporożskij (Rosja)
opracowanie muzyczne
Władimir Byczkowskij (Rosja)
asystent reżysera
Maria Żynel

OBSADA

ZAPOWIEDZI PRASOWE

Montecchi i Capuleti: Miłosna tragedia wszech czasów w zupełnie innej odsłonie

Anna Kopeć, "Kurier Poranny", 5.10.2011

ROZWIŃ

Dobrze wszystkim znaną historia kochanków z Werony teraz będzie można zobaczyć w zupełnie innej perspektywie. W sztuce "Montecchi i Capuleti” według artystów z Rosji miłość, nienawiść, przyjaźń i tęsknota wyrażane będą bez słów.

Właściwie wszyscy doskonale znają tę tragedię, wystawiał ją niemal każdy teatr, dlatego nasze zadanie nie jest łatwe. Jest to rzecz o życiu, o czymś, co nas wszystkich dotyka – mówi rosyjski reżyser Rusłan Kudaszow. – Chcemy przedstawić autentyczną tragedię, ale nie popaść ani w patos, ani w ironię losu. Jest to bardzo współczesny dramat, mimo że napisany wiele wieków temu, mówi o czystych emocjach, które spotykamy w naszym życiu codziennym właściwie bezustannie.

Białostocki Teatr Lalek przygotowuje realizację kolejnej międzynarodowej produkcji. Tym razem będzie to klasyka światowej literatury pięknej – "Romeo i Julia” , którą wystawią znakomici rosyjscy artyści. Reżyser Rusłan Kudaszow jest szefem artystycznym Wielkiego Teatru Lalek w Sankt Petersburgu i twórcą legendarnej grupy alternatywnej Potudań do niej należał także Andrej Zaporożskij, który do spektaklu przygotowuje scenografię. Oprawę muzyczną przygotowuje Władimir Byczkowskij.

Choć ich sztuka "Montecchi i Capuleti” powstała na podstawie klasycznego i dobrze wszystkim znanego tekstu Williama Szekspira niczym nie będzie przypominała tradycyjnej formy tego przedstawienia.

– W tej sztuce właściwie nie ma słów, jedynie pojedyncze hasła takie jak Montecchi,
Capuleti, Romeo, Julia. Bardziej zależało nam żeby oddać ducha Szekspira niż słowo przez niego napisane – mówi Rusłan Kudaszow. – Jest to tragedia o miłości, śmierci i nienawiści, w tej sztuce próbujemy znaleźć taki teatralny odpowiednik tych wszystkich pojęć i stanów emocjonalnych, które w tekście Szekspira są zawarte.

I nie chodzi tu tylko o uczucie, które łączy dwoje młodych ludzi. Obok miłości doświadczymy także nienawiści, przyjaźni, tęsknoty wyrażonej nie słowem, a gestem. Głównymi elementami scenografii będzie papier i metal. Wszystko utrzymane w kolorach czerni i bieli, pojawi się także krwista czerwień.

– Jest to pełny tekst Szekspira, ale przełożony na obraz – mówi Marek Waszkiel, dyrektor teatru. – Widzowie z pewnością doskonale rozpoznają poszczególne sceny i wsłuchają w kwestie bohaterów. To okazja do uronienia niejednej łzy i doświadczenia fantastycznych wrażeń i wzruszeń teatralnych.

Premiera sztuki w sobotę o godz. 18.

GALERIA

RECENZJE

Miłosne wyznania na drabinie

Monika Żmijewska, "Gazeta Wyborcza", 9.10.2011

ROZWIŃ

"Romeo i Julia" jako spektakl koncert, praktycznie bez słów, za to ze scenami jak z treningu sztuk walki? Czemu nie. A nawet jak najbardziej. Historia szekspirowskich kochanków u lalkarzy jest inna niż wszystkie dotąd w Białymstoku

Aktorzy Białostockiego Teatru Lalek (wspierani przez studentów Akademii Teatralnej do całego arsenału dotychczasowych umiejętności) musieli dodać jeszcze pantomimiczne, do czego zaprzęgła ich rosyjska ekipa pod wodzą reżysera Rusłana Kudaszowa. Niektórzy z mimicznych zmagań wyszli obronną ręką, inni prawie polegli, ale całość i tak wypada bardzo interesująco.

Oto najsłynniejsza historia miłosna dwojga młodych ludzi wywodzących się ze zwaśnionych rodów potraktowana została jak... - no właśnie, jak?

Spektakl "Montecchi i Capuleti" to po trosze koncert rockowy, transowy, renesansowy, biesiadny - muzyka (opracowanie muzyczne - Vladimir Byczkowskij) do spektaklu jest znakomita, różnorodna, ilustracyjna, ale też stanowiąca całkowicie odrębną całość; można by ją wydać jako soundtrack i by się obroniła.

Po trosze to zestaw etiud, studenckich wprawek, z jakimi początkujący aktorzy mierzą się na co dzień (a jednak sprowadzanie spektaklu tylko do ćwiczeń aktorskich byłoby krzywdzące, bo całość jest zwarta, konsekwentna).

Po trosze wreszcie to pantomimiczna opowieść, bo taką musi się stać, jeśli w spektaklu pada ledwie kilka słów, oderwanych, nie tworzących żadnego zdania. To raczej hasła - wykrzyczane wojowniczo, zagrzewające do walki, ale też wypowiedziane lirycznie słowa, pokazujące rodzące się uczucie. W efekcie przedstawienie rozegrane jest gestem, światłem, kontrastem, muzyką, wyrazistą scenografią.

Bo scenografia (Andrej Zaporożskij) to tu także, jak muzyka pełnoprawny bohater spektaklu. Reżyser postawił na kontrast, mocne podkreślenie głębokiej przepaści między zwaśnionymi rodami. Tak jak cały spektakl tworzą nieustanne zmiany nastroju, niczym smagnięcia, zaznaczane mocno, stanowczo, jakby grubymi krechami - tak przekładają się one na scenografię - dość ascetyczną, ale wyrazistą. Scena podzielona jest na kawałki, opasana linkami, narysowana grubymi liniami na podłodze. Podział jest wyraźny - z jednej strony Capuleti, z drugiej - Montecchi, oddzieleni szybkami. Żyją w dwóch odrębnych światach, nie do pogodzenia, jak czerń i biel. W tych symbolicznych murach codzienność toczy się swoim trybem, aż do momentu, gdy dochodzi do zwarcia. Wtedy przedstawiciele rodów wydają groźne okrzyki, napinają mięśnie, syczą, twarze im się zmieniają, a całość zaczyna przypominać scenę z treningu japońskich sztuk walki. To w sumie najsłabsza część spektaklu. O ile pierwszych parę scen poprowadzonych w ten sposób jeszcze jest ciekawych, o tyle później to napinanie się, groźne syki zaczynają już nużyć, całość staje się przekombinowana i groteskowa. Choć z drugiej strony cały spór między rodami, nabrzmiewający przez lata, taki właśnie jest - groteskowy i niestrawny.

W białostockim spektaklu ów dualizm, przejście z normalności i spokoju w krzyk, wojowniczość, nienawiść zaznaczone jest też w sferze kostiumu. Aktorzy ubrani na czarno wsuwają się w sztywne papierowe zbroje, wojenne suknie - co ciekawe, w kolorze białym. Gdy tylko podjeżdża na linie tego typu odzienie - po pewnym czasie już wiadomo: będzie groźnie, krzykliwie i nienawistnie. Ale też, o ile w kolejnych zbiorowych scenach zaczyna to już nużyć, o tyle w indywidualnych prezentacjach owe przejście z czerni w biel i odwrotnie - bywa intrygujące. W jednej z takich wyrazistych, pięknych scen pani Montecchi (Magdalena Czajkowska) poklepuje nerwowo policzki. Może to krem, co ma zatrzymać upływający czas, a może gest, który ma pomóc otrząsnąć się z trwającego bezwładu, marazmu nienawiści. Matka Romea powoli uwalnia się papierowego gorsetu, zmienia się jej twarz i cała sylwetka, znika sztywność, wraca życie, lekkość, jest ulga. Montecchi tęskni za normalnością, chce wyszywać, a nie nienawidzieć. Ale to tylko złudzenie, za chwilę przychodzi mąż (Paweł Szymański) i metodycznie popycha ją w stronę papierowego pancerza. Ta scena zresztą ma swoje wyraziste, przejmujące dokończenie w finale spektaklu. Gdy pani Montecchi nie może znieść śmierci syna, wyrywa dziurę w gorsecie i odchodzi, pan Montecchi przygląda się porzuconemu gorsetowi nierozumiejącym wzrokiem. Z jego ściągniętej twarzy, przygarbionej sylwetki ból aż promieniuje, nie ma już walecznej postawy, pozostaje obnażony, zrozpaczony człowiek.

Miłe dla oka są sceny pełne "normalności". Kumple od piwa biesiadują, z czubów im się kurzy, służąca Marta i opiekunka Julii rozwiesza pranie, irytuje się szybko, pochrapuje (ciekawa rola Izabeli Marii Wilczewskiej). Ładne są sceny między dwojgiem tytułowych bohaterów (Michał Jarmoszuk, Łucja Grzeszczyk) - ukradkowe spojrzenia, pierwsze dotknięcia i delikatne pocałunki są bardzo liryczne (wtedy też zmienia się światło, scena przestaje być czarno-biało, para stoi w złotawej poświacie).

Są tu sceny z teatru lalkowego i cieni. Parę prostych, ciekawych pomysłów (słynne balkony Werony to po prostu drabiny). Sceny pełne zmysłowości (taniec ówczesnej łamaczki męskich serc na balu) i rodem z danse macabre (maski na twarzach, upiorna kostucha w tle). I choć pod koniec spektaklu wytraca on tempo, serwując też groteski aż nadmiar - koniecznie trzeba go zobaczyć.

"Montecchi i Capuleti", czyli miłość, nienawiść i tęsknota na deskach BTLu

(uk), "Gazeta Współczesna", 10.10.2011

ROZWIŃ

Czy bez słów da się opowiedzieć historię najbardziej chyba znanych kochanków świata - Romea i Julii? Tak. Udowodniła to, spektaklem "Montecchi i Capuleti", aktorska ekipa Białostockiego Teatru Lalek, wspomagana przez studentów Akademii Teatralnej. Wielkie brawa należą się reżyserowi - Rusłanowi Kudaszowi z Rosji. Znaną tragedię Szekspira unowocześnił i pokazał z zupełnie nowej perspektywy. Historia kochanków schodzi tu na nieco dalszy plan. Na pierwszym mamy nienawiść i przyjaźń. A także tęsknotę - dziewczyny za swoim kochankiem, matki za synem, przyjaciela za przyjacielem. Nie ma tu scenograficznych udziwnień. Wszystko jest zamknięte w bardzo prostej formie. Na scenie mamy czerń i biel. Jest też gra świateł. Kiedy pojawia się kolor czerwony, wiadomo, że nie wróży to dobrze bohaterom. Za to wielki ukłon w stronę scenografa (Andrej Zaporożskij). Dużą rolę w spektaklu odgrywa też muzyka (oprać. Wadimir Byczkowskij). Jest bardzo wymowna i sugestywna, i zastępuje tysiące słów.

Gesty miłości i nienawiści

Anna Kopeć, "Kurier Poranny", 13.10.2011

ROZWIŃ

Pantomimiczna historia kochanków z Werony i "Montecchi i Capuleti" w adaptacji rosyjskich artystów to sztuka pełna dualizmow i kontrastów. Na scenie króluje czerń i biel, dwie zwaśnione rodziny znajdują się po lewej i prawej stronie. Miłość miesza się z nienawiścią, strach z radością. Wszystko to przedstawione zaledwie za pomocą pojedynczych słów, gestów, kontrastowego światła, oryginalnej scenografii i genialnie dobranej muzyki.

Klasyczna, doskonale wszystkim znana sztuka Wiliama Szekspira w wersji rosyjskiego reżysera Rusłana Kudaszowa w niczym nie przypomina dotychczasowych realizacji historii najsłynniejszych kochanków. Spektakl "Montecchi i Capuleti" wystawiany na scenie Białostockiego Teatru Lalek nie koncentruje się tylko na głównych postaciach dramatu - Romea i Julii, a wciąga widza w mroczną historię dwóch skłóconych rodzin. Reżyser zdecydował bardziej wyeksponować także inne postaci, relacje między nimi i czasem bardzo skrajne emocje. I tak na scenie miłość i tęsknota miesza się z nienawiścią, strach z radością, odwaga ze zwątpieniem.

W spektaklu nie ma dialogów, jedynie pojedyncze słowa, imiona bohaterów - raz wymawiane z czułością, raz wykrzykiwane z goryczą. Takich kontrastów na scenie jest całe mnóstwo. Wszechobecną czerń i biel w kulminacyjnych momentach barwi krwista czerwień.

Oryginalna i wyrazista scenografia Andreja Zaporozskiego stworzona z metalu i papieru tworzy świat pełen podziałów, idealnie obrazuje konflikty dwóch skłóconych rodów.

Sztywne papierowe kostiumy- dworskie suknie, płaszcze z wysokimi kołnierzami - idealnie charakteryzują bohaterów.

Największe wrażenie na widzach wywiera Kostucha - postać splątana w tiulu, białej masce i szczotką w ręku zamiast oklepanej kosy jest wyjątkowo upiorna. Justyna Rożko - studentka Akademii Teatralnej - w ruchach oddała całą jej makabryczność. Równie ciekawie i wiarygodnie w roli ojca Laurentego, prezentuje się także student aktorstwa - Mateusz Smaczny.

Niezwykle ważnym elementem spektaklu jest idealnie dobrana do poszczególnych scen muzyka, którą opracował Vladimir Byczkowskij. Fantastycznie obrazuje wszystkie emocje, zastępując dialogi bohaterów. Sztuka "Montecchi i Capuleti" zagrana jest gestem, dźwiękiem, ciekawą scenografią, grą światła i kontrastu. Jest tu kilka ciekawych rozwiązań scenicznych, plan aktorski uzupełniany jest teatrem lalek, maski i cienia. Widz nie ma najmniejszych wątpliwości, w którym momencie dramatu się znajduje i choć z reguły wie, jak się ona zakończy, finał może niejednego zaskoczyć. Spektakl Kudaszowa jest najlepszym przykładem tego, że uczucia i emocje można przekazać bez zbędnych słów. I w przypadku tej tragedii jest to idealne rozwiązanie.

Duet Michał Jarmoszuk i Łucja Grzeszczyk już nie po raz pierwszy na scenie Białostockiego Teatru Lalek wypada znakomicie. Wykreowane przez nich główne postaci Romea i Julii mimo monotonnej kolorystyki otoczenia są barwne i charakterne.

„Montecchi - Capuleti" at the puppet theater

Victor Boychev, “Kuklart”, 5/2011

ROZWIŃ

It is easy to find advertising materials of the puppet theater in Bialystok and see or suggest its level and abilities. But it is an entirely different experience to be there and feel the most interesting thing, the spirit of the theater. It is alive, eager to live and meet new challenges even when showing death, as is the specific case with „Romeo and Juliet", titled Montecchi - Capuleti with 14 actors on the stage. For an hour and a half it tells the entire story of feud and love without words.

The author of this version of the old story, narrated by Lope de Vega as a fairy tale and existing long before Shakespeare wrote the play, is Ruslan Kudashov. And although I missed the words and poetry of Shakespeare, this tale, sculptured in a postmodern version, touched me deeply and made me think about the level and techniques of our Bulgarian theater, which are in great contract and, sadly, not to our benefit. „Being determines consciousness", but desire determines being. In fact, we should be proud that we still have theaters. We must congratulate ourselves for the efforts invested in asserting this. Because they can only be (become) good, if they exist. 

I once wrote that the theater is what we make it, but it does not take money only to make it better. We need to struggle for its place in the layers of public consciousness, we need to see whether it was better financed in the period of its creation and national upsurge, during the wars and after them?...

Let's stick to the point however. I am here in Bialystok to learn things and try to change what is satisfactory to us and we are happy about. The spirit of this theater, besides its building and many halls, is relaxed, serene and self-confident. You can feel it in every person working there with feeling of satisfaction and in the best possible way - the dream of every manager. The manager's name is Marek Vashkel. He has polyvalent thinking and combinatory consistency. It is not by chance that the theater has undertaken the cultural mission of representing Poland to the world, during its presidency of the EU and its budget allows it. I envy his calm anxiety about having many tasks and ranking them in an orderly dependence on the priorities and desires of the entire staff that appreciates his efforts and supports him in his new initiative.

Montecchi - Capuleti is one of them and the meeting of his 14 actors with the Russian team, composed of Ruslan Kudashov (director), Andrey Zaporozhki (stage designer) and Vladimir Bichkovski (music) is one of the most successful.

At first glance the stage looks ascetic with its iron profiles reminding of a prison's frame and creating the idea of space, divided into rectangular territories, fortified by the contrast of its black colour and the white nylon ropes that give life to the characters; their „armours" protecting them from the alien and hostile on the other side of the dividing line; the squares on the floor where everyone has his or her own space with the name written by father Lorenzo. At the beginning of the performance he hits the floor with his two hands with all his might to pain and shudder by their (of the hands) “antagonism".

All the actors appear on the stage and turn into characters of this “narrative" when they put over their black ascetic costumes resembling the stage decoration “protective hollows" made of metal nets and covered in white paper - different for each one depending on their rank and societal position. When the dressing is accomplished, they start shouting the opponent's name and expressing their attitude to him. Romeo, roaming and searching for himself among his friends Mercutio and Benvolio who are giving him booze and drinking themselves while gaming with the pawn of a slap on the forehead of the loser. (It should be mentioned that the few words that the actors pronounce are the characters' names and their clans). Along the axis of dividing the property of the two clans who are neighbours there is a dividing „glass". The meeting of Romeo and Juliet (who prior to that was subject to grave family manipulation that across them was the deplorable enemy clan) is unexpected and begins suddenly. It is like waking up from your sleep and looking in the mirror glass against you. It transforms into a kiss, while a second before that happens the glass „disappears".

The nanny Marta is presented wonderfully and actively with nice humour and shadow theater behind a screen of laundry she has hanged. She tries to lure Romeo behind it for a kiss but all she gets is a note stuck in bosom. The scene between her and Romeo's friends transforms from laughter and jests to the row of Tibald, Mercutio, Benvolio and Romeo. And it ends with stabs where Death courteously hands the murderer a sponge taken out of a large tin bucket, soaked with red paint and the victim takes it from him and thus the bloody bodies and souls hit their road together, charged with guilt as a result of the events.

The characters' position after they have transcended beyond the outlined boundaries where hatred and confrontation are not welcome is very interesting. The hollows left behind „on earth" - bitterly mourned and provoking even greater hatred - hit their road (most likely to the grave) in the hands of the clans. Meanwhile the barrier between Romeo and Juliet, between the two families is erected again along the bloody line, drawn by the abbot with the help of „death" and getting together again requires much more effort from the two young people. In their final embrace however the father's words „In the name of the Father, Son... Amen" resound (in Latin, of course).

The response of the duke, who is related to Romeo's clan, to the bloody conclusion forces out the Capuleti clan's claim for vendetta with its power and chases Romeo away from
the outlined space with a broad gesture. Romeo's mother makes a very strong scene of her lonely separation and cry after her son departs in exile without having said good bye. Paris appears demanding to marry Juliet but her desperate resistance is categorically interrupted by her unyielding parents with the word „Thursday" which sounds familiar but much more determined in Polish. This is the day when she takes the sleeping pill that brother Lorenzo unwillingly gave to Juliet and she falls on the dividing line between life and death. Paris is heart-broken and so is Romeo who has arrived. In their fight Romeo kills Paris and Death reemerges with its burden (the bucket full of the victims' blood). But Romeo drinks the poison and steps beyond, while He follows his victim immediately leaving a last icy kiss to Juliet. In spite of abbot Lorenzo's attempts to bring her back to this world by pulling her hand Juliet jumps up, snatches Romeo's knife and stabs her earthly hollow. Then she steps across the line beyond which the Montecchi - Capuleti conflicts looks like a grain in the sand and where love knows no limits. Romeo's mother is also there and welcomes and hugs Juliet together with Romeo.

A performance gives rise to numerous associations and speculations. This is a beautiful love story, brilliantly told by the young actors without words. To make it happen, tender and noble as it is, the remaining actors contribute with the strength of hatred and repulsion to the obnoxious enemy with the precision of their physical gestures, disclosing crude and primitive manners that we often (continuously) witness at home today.

I envy the Bialystok theater for having succeeded in accomplishing this challenging and controversial in its means performance, which has united the actors for publicly executing a sacrifice to love and hatred.

MULTIMEDIA

odtwórz Zapowiedź spektaklu "Montecchi i Capuleti"
Zapowiedź spektaklu "Montecchi i Capuleti"

HISTORIA

Udział w festiwalach, przeglądach, nagrody

ROZWIŃ

2012 r. VI Międzynarodowy Festiwal Szkół Lalkarskich "LALKA-NIE-LALKA" w Białymstoku

2014 r. Międzynarodowy Festiwal „Lalki nad Niemnem” w Grodnie (Białoruś)

  • Grand Prix festiwalu 
  • Nagroda Specjalna Krytyków za jakość zespołu aktorskiego i mądry repertuar 

2014 r. Białoruski Międzynarodowy Festiwal Teatrów Lalek w Mińsku (Białoruś)

2015 r. XXI Międzynarodowy Festiwal Teatrów Lalek w Kownie (Litwa) 

2016 r. Międzynarodowe Dni Teatru Lalek i Spektakli dla Rodzin Virvar 2016 w Koszycach (Słowacja) 

2016 r. Festiwal Szekspirowski w Bitoli (Macedonia) 

Ważne: Strona wykorzystuje pliki cookies.

Korzystając z serwisu internetowego Białostockiego Teatru Lalek akceptują Państwo zasady Polityki prywatności, wyrażają zgodę na zbieranie danych niezbędnych do administrowania stroną i prowadzenia statystyk oraz wyrażają zgodę na używanie plików cookies w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Możecie Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów na stronie.

Do góry btl kształt